niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 8 - Cholerny zakład


Zuza uwielbiała ciepłe kraje i ekskluzywne kurorty. Tunezja była spełnieniem jej pragnień, a tutejsze słońce powodowało, że wciąż tryskała energią. Pomimo, że miała pod opieką trójkę dzieci, ponieważ Kasia z Mileną nie rozstawały się nawet na noc, była tak pozytywnie nastawiona do świata, że mogłaby przyjąć jeszcze kilkoro pod swoją kuratelę. Lubiła długie, wieczorne spacery, na które zakładała jasne stroje, które kontrastowały z jej egzotyczną opalenizną. Pławiła się w ukradkowych spojrzeniach mężczyzn, którzy wstrzymując oddech spoglądali w jej dekolt i błądzili wzrokiem za jej krągłymi biodrami. To zdecydowanie poprawiało jej nastrój, było niczym balsam na jej ego. Życie stawało się bajką, a ona niczym Szeherezada w rajskiej krainie, poddawała się urokowi tego czarownego miejsca.
Tego wieczoru do późna siedziała z Karolem i Antkiem na tarasie relaksując się morską bryzą i alkoholem.
O świcie poczuła, że głowa jej pęka. Próbowała poratować się tabletkami, ale nie mogła ich znaleźć. Pomyślała o apteczce znajdującej się w holu i po cichu wymknęła się z pokoju w poszukiwaniu ratunku.
I niestety po raz kolejny zawiodła się na Antku. Z jego pokoju wymykała się właśnie półnaga, azjatycka kelnerka, która poprzedniego wieczoru przynosiła im drinki do pokoju. Zuza nie miała siły udawać, że niczego nie widzi, że nie wie, co to oznacza. Spojrzała na zaskoczonego Antka z wyrzutem i z hukiem zamknęła drzwi.
Nie rozmawiała o tym z Karolem, ponieważ nie miało to sensu, znała jego zdanie na ten temat. Nie miała ochoty po raz któryś usłyszeć, że to nie ich sprawa, że próba ingerowania w intymne życie wspólnika może zakłócić ich znajomość, że z pewnością zrani to Dorotę że, że, że…
Zuzie coraz większą trudność sprawiało dotrzymywanie tajemnicy, coraz bardziej irytowało ją zaufanie Doroty wobec męża, skrajna łatwowierność przyjaciółki. Obrażała się na dziewczynę, po czym uświadamiała sobie, że to nic nie da, że to nie ma sensu, dopóki ona sama nie zdobędzie się na szczerość. Ale to nie było łatwe. Tym bardziej teraz, gdy Zimmerowie otworzyli przed nimi drzwi do świata, o którym nie śmieli nawet marzyć, nie mogła pozwolić na jakiekolwiek niesnaski. O tym, że Antek zdradza Dorotę, wiedziała od dawna. Były to niezobowiązujące romanse, ale były. Zuza miała coraz większe wyrzuty, że ukrywa ten fakt. Powrót Agaty dodatkowo komplikował sprawę, ponieważ ta brzydziła się oszustwem, gardziła obłudnikami i tylko z tego powodu nie utrzymywała kontaktu ze swoją matką.
Milcząca Zuza siedziała w restauracji przy śniadaniu, bezmyślnie mieszając łyżeczką w kubku z herbatą.
Co jest, kochanie? – Karol zauważył niecodzienne zachowanie żony.
Nic, kac – powiedziała nie odrywając wzroku od łyżeczki.
Karol delikatnie pogłaskał ją po głowie.
Zostaw mnie! – strąciła jego rękę.
O, kac-agresor! – Karol starał się rozładować napięcie.
Zuza z wyrzutem spojrzała na Antka, dając mu do zrozumienia, że to on jest przyczyną jej nastroju, ale nie zobaczyła w jego oczach ani krzty skruchy, co dodatkowo ją rozjuszyło.
Dziś nie idę na plażę, musicie poradzić sobie sami – wstała i odeszła od stołu.
Gdy Karol szykował dzieci na plażę, udawała, że śpi, ale gdy tylko zamknął za sobą drzwi, wstała z łóżka i w pośpiechu włączyła komputer. Poczuła ulgę, gdy zobaczyła żółte słoneczko przy nicku Agaty.
Cześć, wczasowiczko – zagaiła szybko przyjaciółka.
Hej.
Dajesz czadu ze słońcem?
Jestem boginią.
Dzień jak co dzień.
Mów do mnie jeszcze.
Bogini, bogini, bogini…
Jak praca? – Nie chciała by Agata zaczęła jej zazdrościć wolnego czasu.
Dupa.
Aż taka dupa? – Bagatelizowała problemy Agaty, doskonale wiedząc, że przy takim zapleczu finansowym na pewno sobie poradzi.
Nie aż taka, ale dupa. Robota się mnoży w zastraszającym tempie, raz nie ogarniam bardziej, raz mniej, ale nie ogarniam.
Dasz radę. – Sama chciała w to uwierzyć.
Powoli zaczynam w to wierzyć, Dorota uratowała mnie z największej opresji.
Dorota? Mówisz o Dorocie-Dorocie? – napisała skrajnie zaskoczona.
Tak, mówię o Dorocie. Królowej prawa pracy.
Rzeczywiście, dziewczyna się na tym trochę zna.
Trochę? Jest fantastyczna, uratowała mi życie!!!
To super, że miała zajęcie, przynajmniej się nie nudziła. – Su poczuła lekkie ukłucie zazdrości, na widok trzech wykrzykników napisanych przez Agatę.
Zuza nie pojmowała nagłej fascynacji Zimmerowej osobą Doroty. Od pierwszego spotkania była nią oczarowana, a przecież Zuzanna znała Zacharewiczową tyle lat i raczej nie postrzegała jej jako kogoś wyjątkowego, w myślach często nazywała ją nudną, pomimo że były przyjaciółkami.
Aż mam wyrzuty sumienia, bo trochę u niej zabalowaliśmy.
Zabalowaliśmy?
Ja i Eric.
Tego już w ogóle nie pojmowała. Jak to możliwe, by zakompleksiona i niepewna siebie Dorota gościła Zimmera w swoim domu.
Proszę, nie pisz mi tylko, że dopuściłaś tego troglodytę do Doroty! – Teraz zaczęła na poważnie martwić się o żonę Antka.
Ba, byliśmy u niej kilka dni.
Dorota to przeżyła? – przed oczami miała wizję zawstydzonej Doroty, która spłoszona próbuje nadrabiać miną w patowej sytuacji, w jakiej się niespodziewanie znalazła.
Mój uroczy mąż rozśmieszał ją tak, że doprowadzał ją do łez.
Brr, przestań! Jak wrócę będę musiała pójść z nią do dobrego specjalisty, by się traumy pozbyła – zakładała, że Agata podekscytowana obecnością męża nawet nie spostrzegła, jak bardzo jego obecność krępuje Dorotę, gdyż jak zawsze zakładała, że Eric jest świetnym kompanem do zabawy. Zuza nigdy nie potrafiła pojąć, dlaczego przyjaciółka jest nim tak zauroczona i nie potrafi racjonalnie oceniać sytuacji związanych ze swoim nad wyraz irytującym, egoistycznym, niedyplomatycznym i opryskliwym mężem.
Zuzka, głupia jesteś.
Bujaj się, ale tak serio, to cieszę się ogromnie, że zadbałaś o Dorotę, żeby nie była sama – napisała coś zupełnie sprzecznego z tym, co naprawdę czuła.
Raczej to ona o nas zadbała, mam lekkie wyrzuty.
Przestań! Znam Dorotę, na pewno cieszy się, że jest przydatna. – Sama nie wierzyła, że pisze aż tak niedorzeczne bzdury, ale polemika z Agatą, do tego pisemna nie miała najmniejszego sensu .
Zuza, ja chyba trochę się zagalopowałam.
Z czym? – napisała szybko. Agata nie używała zazwyczaj słów ‘trochę’, ‘chyba’.
Zaproponowałam jej pracę.
Pracę? Cholera, poniosło cię! – Zuza naprawdę się zdenerwowała.
Nie wiem, czy nie przegięłam.
Jakoś to odkręcimy – napisała z odruchu, ale w jej głowie coś już zaczęło świtać.
Ale ty mnie nie rozumiesz, ja chcę by ona dla mnie pracowała. BARDZO CHCĘ.
Naprawdę? – Myśl w jej głowie była już prawie klarowna.
Naprawdę, potrzebuję jej.
To w czym problem? – Zupełnie nie nadążała nad przekazem przyjaciółki, natłok myśli w jej głowie skołował ją zupełnie.
Nie wiem, co na to jej mąż. Nie mów mu o tym, póki co Dorota to trawi.
A ona chce pracować? – Musiała to wiedzieć na sto procent.
Jestem pewna, że tak, ale ona sama dopiero to odkrywa. Nie wiem tylko, czy Antek nie będzie miał o to pretensji do mnie, no wiesz, do nas. Wiesz, trochę jej w głowie namieszałam.
Daj spokój, bardzo dobrze zrobiłaś. Najwyższy czas by wyszła do ludzi, zajmiemy się nią, jak tylko wrócę. – I wszystko stało się jasne, wiedziała już, co należy robić. Uśmiechnęła się z satysfakcją, nagle odkrywając, że w tym całym zamieszaniu wykluło się coś niezwykle pozytywnego. Już miała przed oczami misterny plan zemsty na niewiernym małżonku przyjaciółki.
Myślisz, że Antek nie będzie zły? – Agata miała jeszcze resztki wątpliwości.
Dorota nie jest jego własnością, sama o sobie powinna decydować, nawet o nim nie myśl, załatwimy to, Kochana, jak trzeba – napisała z mocą Zuza i poczuła rozpierającą ją satysfakcję.
Kocham Cię.
Ja Ciebie jeszcze bardziej!
Baw się dobrze, ja wracam do pracy, a ty się wyleguj na słońcu, moja ty bogini
Paxxxxx.
Paxxxxx. Paxxxxxxxxx.
Zuza czuła słodką falę satysfakcji. Nareszcie mogła zrobić coś, coś by oczyścić swoje zbrukane sumienie.
Znudziła się swoim strajkiem, tym bardziej, że nikt się zbytnio tym nie przejął. Okryła się jasną tuniką i zeszła na dół i położyła się na leżaku przy basenie. Zasnęła pogrążona w scenariuszach rozmowy z Dorotą, w których przekonywała ją do wyjścia z cienia.
Spała zdecydowanie za długo. Gdy się obudziła, słońce powoli zmierzało ku horyzontowi. Wstała pełna werwy, obiecując sobie, że nikt jej nie popsuje ostatniego wieczoru. Do kolacji zamówiła sobie kieliszek wina, który wypiła prawie duszkiem, wołając kelnera by przyniósł kolejny.
Powiesz, o co ci chodzi? – Karol starał się rozszyfrować jej zachowanie.
O nic. – Udawała zdziwioną.
Dzieci jeszcze nie poszły spać, a ty już pijesz – powiedział do niej z wyrzutem.
Dzieci mają tatusiów! – Wymownie spojrzała na Antka.
Gdy dzieci usnęły, czuła działanie alkoholu na tyle mocno, że nie przejmowała się napiętą atmosferą, jaka zapanowała pomiędzy nimi. Tak, jak poprzedniego wieczoru siedzieli na tarasie, tyle że panowała krępująca cisza, w której Zuza zdawała się świetnie czuć, dolewając sobie co chwilę wina.
Dobra, ja idę spać – Antek nie wytrzymał.
Spać – parsknęła.
Odwrócił się i patrzył na nią z góry, nadal udając twardziela nie widzącego problemu.
Zuza, może wreszcie wyrzucisz to z siebie, zamiast psuć wszystkim wieczór – powiedział Antek.
A to ja jestem temu winna, no popatrz, oświeciłeś mnie, bo za nic bym się nie domyśliła – kpiła.
Tego nie powiedziałem – rzucił poirytowany i na nowo przysiadł na swoim miejscu.
Ale zasugerowałeś – stawała się coraz bardziej agresywna.
Dobra, Zuza nie mam ochoty na bezsensowne kłótnie. – Wstał i ruszył w kierunku drzwi.
Wracaj! – rozkazała.
Daj spokój – starał się mówić spokojnie, choć jego głos zdradzał wewnętrzne napięcie.
Wracaj – powtórzyła – bo tym razem nie będę udawać, że o niczym nie wiem – zagroziła.
Widziała osłupienie Karola i zdziwienia wspólnika.
Wskazała palcem na krzesło, Antek przez chwilę się wahał, ale posłusznie wrócił na miejsce wskazane przez Zuzę.
Wzięła butelkę rozlewając wino sobie i Antkowi, pomijając Karola, o którego istnieniu zdawała się nie pamiętać.
Mów, może ci ulży – powiedział siląc się na obojętność.
Ulży mi tylko wtedy, gdy powiem Dorocie. – Wpatrywała się w niego z nienawiścią.
Przecież jej tego nie zrobisz – zadrwił.
To było podeptanie wszelkich zasad. Do tej pory jej milczenie było podyktowane dobrem współpracy, ale nigdy nie sądziła, że Antek będzie do tego stopnia bezczelny, że wystawi ją na próbę, wręcz sprowokuje do podjęcia wyboru. Tylko przez chwilę wahała się, jak powinna postąpić: czy odpuścić czy też nareszcie oczyścić swoje sumienie względem przyjaciółki.
A założymy się? – Wyciągnęła pewnie rękę w jego kierunku, zuchwale patrząc mu w oczy.
Nie – zrezygnował.
Wygrała pierwsza rundę, ale było jej mało. Zbyt długo to wszystko trwało i zbyt długo ona go kryła. Do pełni jej satysfakcji było jeszcze daleko.
Jesteś kutasem i tchórzem – powiedziała wyniośle, zdając sobie sprawę ze swojej przewagi.
Tchórzem?
Że kutasem, to wiesz? – zakpiła.
Wiem – patrzył jej w oczy.
Nie podobała jej się ta zagrywka, chciał ją przechytrzyć swoją butą, ale nie mogło mu się to udać, nie z nią, nie tego wieczoru.
I co, dobrze ci z tym? – nie odpuszczała ani na chwilę.
Nie twoja sprawa.
Jesteś jak pies, weźmiesz wszystko, co ci się napatoczy – mówiła z pogardą.
Nie wszystko – Antek zdawał się być opanowany i bezczelnie podejmował dyskusję.
Wstała z miejsca i podeszła do balustrady tarasu, udając przed nim rozluźnioną i pewną siebie, grała jego kartami. Patrzyła z nostalgią na piękny krajobraz scenicznie napawając się lekką bryzą.
Wszystko, co jest łatwe i nie wymaga wysiłku – rzuciła oskarżenie wręcz nostalgicznym tonem.
Tak myślisz?
Twoje dziwki to prostaczki lecące na kasę – zaśmiała się lekko, odwracając się w jego stronę z ironicznym grymasem, który miał być uśmiechem.
Zero wysiłku, a tyle przyjemności – był cyniczny.
Zuza z trudem opanowała furię, która na nią spłynęła. Nalała sobie kolejny kieliszek wina i szybko go wypiła.
Nie jesteś w stanie zdobyć nikogo wartościowego. Dorota jest jedynym sukcesem w twoim życiu. – Usiadła z powrotem naprzeciwko Antka.
Być może – grał.
Boli? – upewniła się, będąc pewną, że na nowo przejmuje prowadzenie w tej rozgrywce słownej.
Nie bardzo.
Jesteś zapatrzonym w siebie bogatym skurczybykiem, a tym sukom to wystarczy. Chyba nie łudzisz się, że widzą coś poza tym, że ma dla nich znaczenie charakter, inteligencja. Nie jesteś w stanie zdobyć nikogo oprócz pind – wygłosiła z aktorską wymowną pogardą.
Założysz się?
Naprawdę udało mu się ją zaskoczyć wyzwaniem, jakie sobie postawił i choć to wciąż współgrało z jego plugawą moralnością, to nagłe oświecenie jakiego doznała - wyzwanie, którego nie mógł osiągnąć, wręcz ją rozbawiło.
Sugerujesz, że potrafisz zdobyć kogoś osobowością? – zaśmiała się mu w twarz.
Sugeruję… – Patrzył na nią pewnie. Nigdy nie pojmowała, jak to mu się udaje, pomimo łajdactwa zachować ten swój chłopięcy urok, a może właśnie to tak przyciągało do niego kobiety. Jego oczy, które otaczały delikatne zmarszczki, pełne szerokie usta, delikatnie rozszerzony nos, idealnie ogolona twarz, gęste brązowe włosy. To wszytko mogło w oczach uległych mu kobiet tworzyć wizerunek ideału. Może ufały, że ktoś o takiej prezencji, nie potrafiłby nikogo skrzywdzić. Śmiała się z siebie w myślach, że w ogóle prowadzi tak wnikliwą analizę jego romansów, ale musiała na czymś skupić się, by przedłużyć chwilę milczenia, dodać temu, do czego za chwilę miała dojść, powagi.
Mściwie zmrużyła oczy, doszła do punktu, który zamierzała osiągnąć.
Jedno ale… – zaznaczyła.
Mów. – Nie krył podniecenia rzuconym wyzwaniem.
Ja wybieram cel.
Ok – przystał, niecierpliwiąc się jeszcze bardziej, niczym dziecko wyczekujące nowej zabawki.
O co zakład? – Łaskawie oddała pałeczkę.
Jeżeli ja wygram, nic nigdy nie powiesz Dorocie – szybko przedstawiał swoje warunki.
A jeżeli ci się nie uda?
Więcej jej nie zdradzę – zapewnił lekkim tonem.
Pamiętaj, że powiem wszystko, jeżeli to zrobisz – zagroziła.
Nie będziesz miała co mówić, jestem honorowy, dotrzymam słowa.
Albo jesteś tak pewny siebie, że wierzysz w swój sukces.
Albo – powiedział zuchwale mierząc ją wzrokiem.
Uścisnęli dłonie.
Karol, przecinaj – powiedziała do milczącego męża.
Nie mieszajcie mnie do tego! – Był obruszony. Wstał od stołu i ostentacyjnie wyszedł na taras. Po krótkim porozumiewawczym spojrzeniu dali mu dwie minuty na ochłonięcie.
Karol, przyjacielu, prosimy – zachęcił go Antek.
Zrezygnowany Karol przeciął splecione dłonie.
Mów, kto? – Antek zdawał się być pobudzony rzuconym wyzwaniem.
Mierzyła się z nim wzrokiem. Co dziwne, jej mąż również wyczekiwał w napięciu.
Agata – wypowiedziała dobitnie imię.
Chyba oszalałaś! – usłyszała głos wzburzonego Karola.
Nie zwracała na męża uwagi, uważnie przyglądała się Antkowi, który również był zaskoczony.
Prawie słyszała petardy hucznie obwieszczające jej zwycięstwo, gdy z zadowoleniem obserwowała twarz kolegi, która w tej chwili zdradzała wulkan wewnętrznych emocji.
Nie – powiedział po długim milczeniu.
Dlaczego?
Nie i tyle – chłód w jego głosie rozbawił ją.
Jestem wzruszona, czyżby twoja pewność siebie nagle cię opuściła? – Już nie miała wątpliwości, kto jest zwycięzcą tego pojedynku.
Nie w tym rzecz. - Był zupełnie zdekoncentrowany, tak jakby nagle ktoś wylał na niego kubeł zimnej wody. Delektowała się tą chwilą.
Oświeć mnie – prowokowała.
To nie ma sensu! – stanowczo odmawiał.
Czyżby na świecie istniała kobieta, której nie jest w stanie zdobyć Antoni Zacharewicz? – drwiła. – Daję ci na to rok, dwanaście długich miesięcy.
Nie ona, to nie moja bajka.
Kochany, twoja bajka to zdziry uliczne, tyle że zakamuflowane – szydziła.
Daj kogoś innego – pertraktował.
Nie – ucięła twardo.
To bez sensu, to twoja przyjaciółka. Przecież ty jej wszystko powiesz – próbował negocjować.
Dorota też jest moją przyjaciółką, a jednak pewnych rzeczy nie potrafię jej powiedzieć.
Ziewała znudzona, próbując dać mu do zrozumienia, że nie pójdzie na żaden układ.
Nie, nie wierzę ci – Antek bardzo poważnie potraktował to wyzwanie.
Musisz – zagroziła.
Przyrzeknij – ustąpił, jednak wciąż okazywał swoją niechęć do tego pomysłu.
Przyrzekam na swoje życie.
Dlaczego na swoje?
Bo moje jest moje – powiedziała obojętnie.
Skoro tak zależy ci na szczęściu Doroty, przyrzeknij na jej życie – w jego postawie, zachowaniu była niepokojąca desperacja.
Nie! – krzyknęła.
Więc nie mam pewności, że dotrzymasz słowa.
Nic nie powiem – zapewniła.
No więc? – wiedział, że na tę krótką chwilę uzyskał przewagę i walczył do końca.
Zuza próbowała logicznie pomyśleć, ale wino tak bardzo pozbawiło ją rozsądku.
Przyrzekam.
I gdyby można było cofnąć czas, zawrócić rzekę, choćby na chwilę, by do niej wejść i zatrzymać jeden wir…, ale to było niemożliwe. Nie można było niczego powstrzymać, przeszłość była przeszłością. Jedyne, co teraz było namacalne, realne, to krwistoczerwone wino, które łagodziło czujność sumienia, otumaniało swoją mocą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz