niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 80 - Pożegnanie

Z niedowierzaniem wpatrywała się w Erica. W pierwszej chwili myślała, że to zwykłe przywidzenie, jednak zachowanie Antka jednoznacznie temu przeczyło. Eric stał na parkingu wpatrując się w nią. To na pewno był on, choć wydał jej się inny niż zwykle. Jakby drobniejszy i jakiś taki... poszarzały. Mało obchodziły go słowa Antka, nie odrywał od niej błagalnego wzroku. Choć bardzo chciała, nie potrafiła go zostawić. Widziała, że coś się stało.
Nie obchodziły ją spojrzenia personelu, zdziwienie kelnerek. Usiedli na uboczu w kawiarni.
– Co jest, Ericu? – zapytała z przejęciem.
– Henry – powiedział z bólem. – On umiera.
Agata zamknęła oczy powstrzymując łzy.
– To znaczy? – zapytała.
– Nowotwór. – Spojrzał w jej oczy. – Lekarze mówią, że to kwestia dni.
– Boże... – Agata zagryzła wargi. Kilka lat wcześniej stoczyli z Henrym wyczerpującą wojnę z nowotworem złośliwym. Gdy zaprzyjaźniony lekarz powiedział im, że Henry wygrał tę walkę, była to jedna z najpiękniejszych chwil w ich życiu. Teraz ten koszmar rozpoczynał się na nowo, tyle że wynik był już przesądzony, choroba nie dawała szans na żadną nadzieję.
– On wciąż o ciebie pyta, dlatego przyjechałem. – W oczach byłego męża widziała zagubienie i strach.
– Co mogę zrobić? – czuła, że nie może zostawić go z tym samego. Nie chciała, kochała Henry'ego.
– Pomożesz mi go pochować? – zapytał z bólem.
Wypiła duszkiem szklankę wody. Próbowała rozważyć tę prośbę, jednak nie miało to sensu. Cokolwiek wydarzyło się pomiędzy nią a Erickiem, teraz nie miało znaczenia. Bez względu na to, co powie Antek, Henry, jej przyjaciel, odchodził i nic innego nie miało znaczenia.
– Kiedy wracasz? – zapytała.
– Za kilka godzin – odpowiedział bezradnie.
– Dasz mi trochę czasu? Muszę tu załatwić kilka spraw. Pojadę z tobą – zapewniła go.
– O której mam być po ciebie? – Patrzył z nadzieją i wdzięcznością.
– Nie wiem. Czekaj w restauracji na wyjeździe, obiecuję, że będę. – Wzięła go krzepiąco za rękę.
Wybiegła z restauracji w pośpiechu wybierając numer do Antka. Musiała szybko się zorganizować.
– Gdzie jesteś? – zapytała krótko.
– Jesteśmy u Doroty w biurze – odpowiedział zaniepokojony.
Pobiegła korytarzem i czym prędzej zamknęła za sobą drzwi. Rozejrzała się po twarzach przyjaciół, patrzących na nią w wyczekiwaniu.
– Ojciec Erica umiera – powiedziała z przejęciem. – Henry jest moim przyjacielem – mówiła powoli i stanowczo. – Muszę wyjechać na kilka dni, ponieważ on chce się ze mną pożegnać. Ja też tego chcę – westchnęła.
– Jeju... – Dorota podeszłą i ją przytuliła.
– Dacie sobie radę? – Spojrzała po wszystkich, nie dając im szansy na jakiekolwiek negocjacje.
Antek wpatrywał się w nią z niepokojem.
– Dorota, czy mogę poprosić Antka o przysługę? – zapytała przyjaciółkę.
– Jasne – zapewniła.
– Umówiłam się z Erickiem w restauracji na wylocie z miasta. – Patrzyła na Antka. – Spakuję się i proszę, byś mnie tam podwiózł, muszę tylko jeszcze zajechać w jedno miejsce. – Była pewna, że wie, o jakim miejscu ona mówi.
– Idź, pakuj się. – Spojrzał porozumiewawczo.
– A Zuza? – zapytała Ulka niepewnie.
– Zadzwonię do niej gdy już będę poza miastem, nie chcę, by zapolowała na Erica. – Uśmiechnęła się blado.
Wbiegła w pośpiechu do apartamentu. Szybko pakowała rzeczy, jakie tam znalazła wiedząc, że to, co naprawdę jest jej potrzebne, będzie musiała zabrać z Nibylandii. Spojrzała na ciemną sukienkę wiszącą w garderobie. Wahała się, nie potrafiła uwierzyć, że naprawdę będzie jej potrzebna. Z bólem zapakowała ją w pokrowiec.
Spojrzała na Antka, gdy wyjechali z parkingu.
– Jesteś pewna? – patrzył na nią, nie kryjąc swojego niezadowolenia.
– Tu chodzi o Henry'ego, on mnie potrzebuje – powiedziała cicho nie mając siły na przekonywanie go.
Wbiegła do ich mieszkania i pakowała się. Antek podawał jej rzeczy, które wiedział, że będą jej potrzebne, a które w roztargnieniu pominęła.
– Mam nadzieję, że nie będę musiał znowu cię poszukiwać po świecie? – zagadnął ją, gdy z trudem dopinała torbę.
– Wiesz, że muszę? – zapytała go wprost.
– Wiem. – Przytulił ją i to zapewnienie wystarczyło jej.
– Nie martw się o mnie – poprosiła.
Nie odpowiedział. Wziął jej torbę i udał się do wyjścia. Założyła płaszcz, zamknęła drzwi i weszła za nim do windy.
Gdy podjechali na umówiony parking, Eric wyszedł z restauracji. Agata widziała złość na twarzy Antka. Bez słowa wyjął torby Agaty, przepakował je do samochodu Erica i odszedł. Eric wsiadł do samochodu. Agata podeszła do Antka i wtuliła się w niego.
– Kochanie, wrócę jak tylko…jak… – westchnęła. – Jak tylko się da.
– Nie wypada tego powiedzieć, ale wracaj szybko – powiedział głaszcząc ją po włosach.
– Nie wiem, jak wytrzymam tyle czasu bez ciebie. – Zdała sobie sprawę z tego, jak bardzo bała się tej rozłąki.
– Kocham cię – powiedział jej do ucha. – Ale już idź, bo chyba nie wypada mi ciebie pocałować? – uśmiechnął się.
Bardzo delikatnie i subtelnie pocałowała go w usta.
W drodze do Szwecji nie rozmawiali. Nie słuchali muzyki. Nie zatrzymywali się.
W domu Henry'ego byli w środku nocy. Agata nie potrafiła wejść do środka. Obeszła stadninę, wypaliła kilka papierosów, nakarmiła psy. Lubiła wiejski zapach tego miejsca. Patrzyła na rozgwieżdżone niebo i bała się pomodlić, choć pierwszy raz od niepamiętnych czasów miała wielką potrzebę oddania się pod opiekę Wszechmogącemu. Po chwili wróciła do niej świadomość. Zawstydzona spuściła głowę, nie mając już odwagi na błagalne wznoszenie głowy ku niebu. Nabrała powietrza i ruszyła przed siebie.
Z trudem przekroczyła próg domu.
– Śpi – powiedział do niej Eric, wnosząc do sypialni jej torby.
Otworzyła drzwi do pokoju Henry'ego i z wielkim bólem patrzyła na śpiącego mężczyznę.
Jego twarz wykrzywiona była cierpieniem. Oddychał ciężko. Usiadła przy nim i delikatnie dotknęła jego dłoni, po czym zasnęła. Gdy się obudziła, w pokoju była pielęgniarka, podająca kolejną ampułkę morfiny.
– Bardzo cierpi? – zapytała kobietę.
Ta spojrzała wymownie nie odpowiadając.
– Teraz mniej – usłyszała z trudem wypowiadane słowa.
– Henry... – Patrzyła na niego przez łzy.
Próbował się do niej uśmiechnąć. Próbował coś jeszcze powiedzieć.
– Odpoczywaj teraz. – Pogłaskała go po twarzy.
– Agata – powiedział bezgłośnie.
– Jestem tu – zapewniła.
– Zostaniesz do końca? – pytał z trudem.
Pokiwała głową, patrząc mu w oczy, jego obraz zamazywał się za łzami wypełniającymi jej oczy.
Potrzebowała zaczerpnąć świeżego powietrza. Eric opierał się o ogrodzenie, wpatrzony w konie. Wychował się w tym miejscu i nawet nie była w stanie sobie wyobrazić, jak wielkie rozdarcie teraz czuje, jak potężny ból straty, która wkrótce miała nastąpić. Uwielbiał uciekać na wieś do ojca, by zregenerować się po wyczerpującej pracy związanej z kolejnymi hotelami. To właśnie w tym miejscu poznała jego inną twarz, tę bardziej wrażliwą. Tu Eric wyciszał się, dużo myślał, samotnie spacerował układając nowy plan, strategię na kolejne, wyczerpujące miesiące. Teraz było inaczej. Była pewna, że wpatrzony w kasztanowego ogiera nie potrafił wybiegać swoimi myślami w przyszłość.
– Śpi – powiedziała wtulając się w niego. Chciała, by poczuł jej oddanie.
– Dziękuję. – Spojrzał na nią, nie ukrywając łez.
– Zrobiłam ci śniadanie, musisz coś zjeść. – Wzięła go za rękę, zmuszając, by wszedł z nią do domu. Opiekując się Erickiem, dbając o niego, zaczęła na nowo go lubić. I choć wiedziała, że nie potrafiłaby go na nowo pokochać, była pewna, że umiałaby na nowo odbudować przyjaźń, jaka ich kiedyś łączyła. Jakaś jej cząstka bardzo za nim tęskniła.
Siedzieli przy Henrym cały czas. Agata zasypiała na brzegu jego łóżka, nie chcąc tracić żadnej z chwil, gdy ten odzyskiwał świadomość. Nie chciała, by umierał w samotności.
– Oj, gdybym miał tyle lat, co nie mam – usłyszała Henry'ego, budząc się przy nim.
– Henry... – Wpatrywała się w niego z nadzieją, widząc, że tego poranka ma więcej siły.
– Myślisz, że anioły są choć trochę do ciebie podobne? – zapytał z czułością.
– Na pewno wyglądają tak, jak byś sobie życzył. – Uśmiechnęła się do niego. Była gotowa wszystkiemu przytaknąć, byle tylko jego zmęczone oczy odzyskały błysk, jaki miały zawsze, gdy był w pełni sił. Już kiedyś im się udało pokonać chorobę i choć zdawała sobie sprawę, że tym razem nie ma szans na odmianę, to patrząc w oczy starca, pragnęła dostrzec w nich choć iskrę życia.
– Gdy już pójdę się z nimi zabawiać – patrzył w jej oczy z błaganiem – to proszę, pomóż mojemu synowi. Trzeba tę stadninę uporządkować, wszystko wam spisałem – wyszeptał.
– Oczywiście, Henry – zapewniła go. Musiała być silna przy nim, przekonując go swoją postawą, że nad wszystkim zapanuje, że zaopiekuje się Erickiem.
– Eric – zwrócił się do syna.
– Tak, tato? – Podszedł bliżej, z trudem panując nad drżeniem głosu.
– Jesteś skończonym głupcem – mówiąc to, patrzył na Agatę.
– Wiem, tato. – Stanął za Agatą, położył ręce na jej ramionach i nerwowo zaczął gładzić jej włosy.
– Jesteś szczęśliwa? – zwrócił się do niej.
– Tak. – Uśmiechnęła się, chcąc zapewnić go o tym ze wszystkich sił.
Nie mogła pozwolić, by miał jakikolwiek żal do syna.
Henry spoglądał na nich. Z trudem nabierał powietrza. W jego spojrzeniu było tysiące emocji i jeszcze więcej niewypowiedzianych wyznań. Agata była pewna, że to ich ostatnie wspólne minuty i z trudem powstrzymywała łzy, nie chcąc okazać, jak wielkim cierpieniem będzie dla niej jego strata.
– Synu – wyszeptał – kocham cię. – Lekko uśmiechnął się do Erica i ze spokojem zamknął oczy.
– Tato! Tato! – krzyczał Eric w panice, ale starzec już nie mógł go słyszeć.
– Miłej zabawy, Henry. – Agata pocałowała go w czoło, pozwalając odejść.
Przytuliła Erica, który głośno szlochał.
– Ericu. – Głaskała go po głowie. – On już nie cierpi. Szlochała razem z nim, mocno trzymając go w ramionach.
Zostawiła śpiącego Erica w sypialni i wyszła na podwórze. Patrzyła na konie, psy, krajobraz, który bez Henry'ego stracił swój urok. Potrzebowała wytchnienia, ucieczki z tego miejsca, które w każdym calu przypominało o jego właścicielu, który odszedł tak niedawno. Osiodłała szybko konia i pojechała na wycieczkę.
Było już późno, długo kłusowała po lesie, ale wciąż nie potrafiła wrócić. Zatrzymała się na polanie i postanowiła zadzwonić do Antka, choć nie była pewna, czy odbierze.
– Agata – w jego głosie wyczuła wielką ulgę.
– Henry dziś umarł – powiedziała nie kryjąc swojego bólu. Tak bardzo potrzebowała, by ją przytulił, by pomógł jej to wszystko unieść. Ale był zbyt daleko.
– Jak się czujesz? – zapytał z przejęciem.
– Nie wiem... – Nie wytrzymała nadmiaru tłamszonych emocji i rozpłakała się. – To wszystko jest takie trudne.
– A on? – zapytał z lekką rezerwą.
– Ciężko. – Agata załkała. – Ostatnie słowa Henry wypowiedział do Erica, powiedział mu, że go kocha, to było bardzo wzruszające.
– Złóż mu kondolencje – poprosił ze zrozumieniem i współczuciem Antek.
– Przekażę – obiecała.
– Kiedy wracasz? – zapytał ze spokojem starając się nie wywierać presji, jednak wyczuła w jego głosie niepokój.
– W przyszłym tygodniu. Muszę zostać kilka dni po pogrzebie, obiecałam Henry'emu, że pomogę w uporządkowaniu jego spraw.
– Nie mów nikomu, że wracasz – poprosił. – Chcę mieć ciebie choć jeden dzień tylko dla siebie – powiedział, nie kryjąc tęsknoty.
– Pragnę tego – wyznała.
Siedziała na wysokim wzniesieniu i głośno płakała. Od tak dawna hamowane emocje, ukrywany ból, niepokój i cierpienie zmieszane z ekscytacją, ogromną miłością, mogły w tym krzyku nareszcie się ze sobą zjednać. Kochała jak nigdy w życiu, tak, jak nie powinna. Jej wspomnienia przesiąknięte obrazami ich codzienności, jego spojrzenie gdy odkrywał, że jest przy nim, ich wieczorne rozmowy o muzyce. Beztroskie chwile z lampką wina przy oglądaniu koncertów, których stali się kolekcjonerami. Jej próby gry na gitarze i jego wieczny śmiech. Poranne kłótnie i słodkie godzenie się w windzie. Tyle, że przez te wszystkie obrazy przebijał się głos, tak bliski, niewinny, oddany, pełen trosk. Głos kobiety, do której należał mężczyzna, którego kochała. Radosny śmiech trzech dziewczynek o jasnych włosach. Trudne, samotne noce, wyczekiwanie choć na krótką wiadomość, gorzkie poranki. I decyzja, którą podjęła. Troskliwy wzrok jego matki wpatrujący się w nią z zadumą. Trzęsła się w samotności, w zagubieniu. Była sama. Tak bardzo sama w tym wszystkim. Wciąż udając. Wciąż zapewniając, że jest szczęśliwa. Bo nie mogła niczym się zdradzić przed Antkiem. Kiedy ona była silna, on jej wierzył, nie podejmował błędnych decyzji, nie narażał się na utratę rodziny i rodziny na utratę jego.

Patrzyła na Erica spacerującego po podwórku. I choć była gotowa do niego wyjść, podać mu swoje ramię, rozpoznawała, że jest to chwila, gdy potrzebuje on samotności na rozważania. Wciąż z zaskoczeniem odkrywała, jak dobrze go zna. Wystarczyło jego jedno spojrzenie, gest, by doskonale rozumiała, co dzieje się w jego głowie.
W domu wciąż dzwoniła komórka Erica. Spojrzała na wyświetlacz: Róża. Agata odliczyła kolejne nieodebrane połączenie od obecnej partnerki byłego męża.
– Róża dzwoniła – powiedziała, gdy usiadł przy stole.
Nic nie odpowiedział, nawet nie spojrzał na telefon.
– Może powinieneś oddzwonić – zasugerowała, martwiąc się bardziej o jego dziecko niż samą Różę.
– Pomożesz mi wybrać garnitur na jurto? – spojrzał na Agatę z błaganiem, zupełnie ignorując jej sugestie.
– Chodź. – Pociągnęła go do garderoby nie mając siły, a tym bardziej ochoty na dociekanie przyczyn dziwnych zachowań Erica w stosunku do nowej partnerki.
Przeglądała wiszące garnitury. Zauważyła, że zabrał jeden zupełnie czarny. Przekładała je nadal. Henry nigdy by im nie wybaczył, gdyby ubrali się w poważną czerń.
– Ten – pewnie podała mu szary garnitur. Dobrała jasną koszulę, krawat i buty.
Na pogrzebie było niewiele osób. W ostatniej chwili dojechała Anita. Henry zabronił im uprzednio rozgłaszać o swoim pogrzebie chcąc, by żegnali go tylko ci, którzy byli z nim najbliżej. Byli wszyscy pracownicy Henry'ego. Ze smutkiem patrzyli, jak Eric rozsypuje prochy ojca po stadninie.
Eric zdecydował o utrzymaniu posiadłości Henry'ego w takiej formie, jaką obrał ojciec. Agata ze wzruszeniem patrzyła jak z zaangażowaniem i poświęceniem rozmawia z zarządcą stadniny, jak ustala z nim dalsze zasady funkcjonowania, choć wcześniej przez wiele lat odgrażał się, że pierwszą rzeczą po śmierci ojca będzie likwidacja tego miejsca. Henry w swoim testamencie zastrzegł, by cztery konie trafiły do jego przyjaciela z Irlandii i to była kolejna sprawa, której musieli dopilnować.
Agata działając zgodnie ze wskazówkami zmarłego zadzwoniła pod wskazany numer.
– Nazywam się Agata Zimmer, dzwonię w imieniu Henry'ego. Czy zastałam Williama Turnera? – zapytała.
– Nie ma go – bardzo szybko i zdecydowanie odpowiedziała kobieta w słuchawce. – Ja zarządzam domem pod jego nieobecność – oznajmiła dumnie.
Agata wyjaśniła, w jakiej sprawie dzwoni i jakie zadanie ma do wykonania. Z trudem rozumiała Irlandkę, która mówiła bardzo szybko z okropnym, szeleszczącym akcentem.
– Proszę je przywieźć – mówiła kobieta, w której głosie dało się wyczuć sprzeczne emocje - smutek po odejściu Henry'ego, jak i ekscytację związaną z końmi. – Przygotuję boksy.
Przewiezienie czterech koni okazało się nie najprostszą sprawą. Przeprawa ze Szwecji do Irlandii była wykańczająca zarówno dla zwierząt, jak też i dla nich.
– Masz kogoś? – zapytał ją Eric, gdy jechali drogą za samochodem przewożącym konie.
– Ericu, to moje życie – zaznaczyła wyraźnie, że nie ma prawa wtrącać się w jej prywatność.
– Jesteś zagubiona – wyznał, zaskakując ją tym.
– Jak każdy – stwierdziła obojętnie, nie mogąc mu okazać, jak bardzo trafnie ocenił jej położenie. Nie przypuszczała, że Eric tak dobrze ją zna, że w ogóle w natłoku ostatnich, dramatycznych zdarzeń udało mu się ją zaobserwować i nie dać się oszukać.
– Myślałaś o mojej propozycji? – nawiązał do oferty złożonej jej przed rozwodem.
– Nie bardzo – odpowiedziała oschle, nie chcąc dawać mu niepotrzebnych złudzeń.
– Może praca nadałaby sens twojemu życiu, pozwoliła odnaleźć się – uparcie twierdził, że w jej życiu nie wszystko jest takim, jak być powinno. Uświadomiło jej to, że nie tylko on był dla niej bez tajemnic, że wspólnie przeżyte lata sprawiły, że pomimo rozstania wciąż są sobie bliscy na tyle, że intuicyjnie wyczuwają dręczące ich, skrywane emocje.
– Ja cały czas pracuję – zapewniła, próbując zwieść Erica swoją obojętnością. Prawda jednak była zupełnie inna. Eksmąż poruszył ją bardzo swoją czujnością, która w trakcie trwania ich związku z reguły była uśpiona.
– Jesteś niczym feniks. Zawsze się odradzasz – powiedział pełen nostalgii.
– Chyba mnie przeceniasz. – Naprawdę ją rozbawił. Tym bardziej, że to wyznanie było typowe dla niego. Dla faceta, z którym przeżyła wiele szalonych lat.
– Nie, Kicia, jesteś jedyna, unikatowa – wyznał z niemal aktorskim dramatyzmem.
Podjechali pod typowy irlandzki dom otoczony ogrodzeniem z kamieni. Jednak było coś, co ten dom wyróżniało wśród innych, rozrzuconych po górzystym terenie. Agata z poruszeniem i niedowierzaniem patrzyła na trzy małe i jeden większy nagrobek, ustawione na podwórzu domu pod oknami.
– Witam na dworze hrabiego Drakuli – przywitała ich szybko mówiąca, puszysta dziewczyna. Agata rozpoznała w niej Emi, z którą rozmawiała przez telefon.
– To przykre. – Agata wskazała na ogród, choć nie rozumiała, jaka tragedia kryje się za tym jego wyjątkowym fragmentem.
– To jego prywatny cyrk. – Dziewczyna nic sobie nie robiąc z zainteresowania Agaty z ciekawością zaglądała do koni. Zupełnie zignorowała jej poruszenie, nawet nie kwapiła się niczego jej wyjaśnić.
– A gdzie William? – zapytał Eric dziewczynę.
– Daleko – powiedziała z ulgą. – I marzę o tym, by długo nie wracał – nie kryła swojej niechęci do mężczyzny, o którego dopytywał Zimmer.
– Jest w kraju? – Eric najwyraźniej chciał się spotkać z niejakim Williamem, kimkolwiek on był. Agata była pewna, że nigdy wcześniej o nim nie słyszała.
– Jest w Ameryce. Nie słyszałeś o tym? Teraz tam straszy – zaśmiała się Emi.
– Emi – upomniał dziewczynę Eric. – Co z nim? – Był zaniepokojony, co w zasadzie Agata niezwykle rzadko mogła zaobserwować.
– Nie jest źle – zapewniła go dziewczyna. – Ale nie tęsknię za nim. – Wzruszyła nonszalancko ramionami, po czym na nowo oddała się oglądaniem koni.
– Może jesteście głodni? – Emi zainteresowała się nimi na nowo po kilku długich minutach.
– Nie, dziękujemy, wracamy – odezwała się Agata, chcąc jak najszybciej uciec z tego miejsca, tym bardziej, że schronieniem, już za kilka godzin, miały być ramiona Antka, za którymi całą sobą tęskniła.
– Nie jesteś Szwedką. – Dziewczyna podeszła do Agaty, wręcz zafascynowana raptownym odkryciem.
– Nie – przyznała.
– Polka? – pewnie strzeliła Emi.
– Skąd wiesz? – Agata nie kryła zdziwienia trafnym osądem dziewczyny.
– Macie fatalny akcent – roześmiała się. – Mam, no, w zasadzie miałam – skrzywiła się lekko przewracając oczyma z ironią – przyjaciół z Polski.
Agata nie zdążyła o nic dopytać, ponieważ konie zaczęły się denerwować i dziewczyna wróciła do nich, pomagając z zapałem w ich wyprowadzeniu.

W drodze do Wrocławia Eric był wciąż wyciszony, mało się odzywał. Wyczuwała w nim strach przed rozstaniem, jednak nie mogła mu ulec nie tylko z powodu Antka, który na nią czekał. Nie mogła, gdyż tylko tak umiała go zwrócić jego synowi. I choć rok temu zrobiłaby wszystko, by zemścić się na Róży, która zabrała jej szczęście, teraz powodowana współczuciem wobec niewinnego dziecka, nie potrafiła postąpić inaczej. Musiała choć jakąś cząstką siebie odkupić inne krzywdy, jakie zadawała, coraz bardziej bojąc się kary, jaką w końcu będzie dane jej ponieść.
– Powinna ci się podobać. – Eric wyjął płytę ze schowka i podał ją Agacie.
– Dzięki. – Spojrzała na okładkę. – Nie znam tego. – Schowała płytę Blue October do swojej torebki. Widziała wielką zmianę w Ericu. Stał się bardziej wrażliwy i potrafił to okazać. Nie miała pojęcia, czy to tylko chwilowe, czy też nowe doświadczenia sprawiły, że dojrzał, zrozumiał, że te małe gesty mają taką samą moc, jak te wyniosłe. I choć hotel był najpiękniejszym prezentem, jaki od niego otrzymała, płyta, którą jej dał sprawiła, że poczuła ciepło na sercu. Jakby po tylu latach nareszcie jej się nauczył, zrozumiał, że drobne, ciepłe uczynki potrafią szczególnie chwycić za serce.
– Wracasz do hotelu? – zapytał, gdy dojeżdżali do Wrocławia.
– Wysadź mnie w zajeździe – poprosiła wymijająco.
Na parkingu czekał na nią Antek. Jej serce zabiło mocniej. Jedną nogą była już w innym świecie, ale najpierw musiała pożegnać się z Erickiem.
– Dasz radę? – upewniła się patrząc badawczo na byłego męża.
– Tak, Kicia – rzucił jej spojrzenie pełne tęsknoty. – Wracaj do swoich przyjaciół. – Ruchem głowy wskazał na czekającego na nią Antka, pocałował ją w policzek, wystawił torby i odjechał.
Agata czuła narastające napięcie i pożądanie. Był zbyt blisko, by mogła rozmyślać o Ericu, o jego smutku i rozterkach.
– Cześć. – Podszedł do niej powoli, zatrzymując się kilka kroków przed nią. Patrzył swoimi zielono-brązowymi oczyma z wytęsknieniem.
– Cześć – odpowiedziała z trudem panując nad emocjami.
Nie obchodził ją świat. Rzuciła się w jego ramiona, całując go namiętnie.
Nie potrafili się sobą nasycić, ledwo udało im się wsiąść do samochodu. Wciąż ją dotykał, całował. Z niemałym trudem dojechali do Nibylandii, do domu, gdzie w końcu mogli się sobą nacieszyć. Nareszcie był dla niej, wypowiadał jej imię. Leżała wtulona w jego ramiona, nasycając się jego zapachem, oddechem.
– Mamy całe dwa dni – powiedział, przeciągając się po przebudzeniu. – Jestem z Jackiem w Poznaniu. – Pocałował ją w nos.
– Fajny ten Poznań – roześmiała się.
Pokłócili się, robiąc kolację. Agatę irytowało jego wieczne naigrawanie się z jej braku zdolności kulinarnych. Pogodzili się, nakrywając do stołu.
– Jak twoje relacje z Erickiem? – starał się być obojętny, jednak nie do końca udało mu się ukryć przed nią zazdrość. Zachował swobodny ton, jednak zgubiło go niezręcznie zadane pytanie.
– Relacje z Erickiem? – roześmiała się z ironią, patrząc mu w oczy.
– Przestań. – Uśmiechnął się zawstydzony.
– Mało rozmawialiśmy, po prostu przy nim byłam – powiedziała zgodnie z prawdą.
– Była ta jego?
– Nie – zamyśliła się. – Chyba znudziła mu się zabawa w dom – wyznała z niezadowoleniem.
– Myślisz, że będzie próbował do ciebie wrócić? – zapytał, nie kryjąc swoich obaw.
– Przecież ja jestem zajęta. – Odłożyła swoje sztućce i podeszła do Antka. – To nie ma znaczenia, co on będzie chciał – wyszeptała mu do ucha.
Spacerowali po lesie, mocno trzymając się za ręce, ciesząc się tą niespotykaną chwilą, gdy mogli wśród drzew, nie kamuflując się z niczym, być swobodni.
Do domu wrócili bardzo późno, a on do białego rana szeptał jej imię.
Agata przy porannej kawie, czytając gazetę, śmiała się. Był tam wywiad z Julią.
– Wariatka! – Kręciła głową z niedowierzaniem i z uwagą wczytywała się tekst.
– Co? – Antek zabrał jej gazetę. – Mówiła coś o mnie?
– Próżniak! – Uderzyła go w ramię. – Mówiła o swoim życiu, o bliskości z mężem. To niesamowite, związek bez seksu. – Zamyśliła się. – Wyobrażasz to sobie?
– Pewnie – odpowiedział bez zastanowienia.
– Tak? – Nie kryła zaskoczenia.
– A co? Myślisz, że to jest najważniejsze? – zadziwiał ją coraz bardziej.
– I dałbyś radę? – prowokowała go, rozpinając guziki swojej koszuli.
– Tak. – Wpatrywał się w nią z zafascynowaniem, coraz bardziej pobudzony jej uwodzicielskimi gestami.
Powoli rozebrała się i położyła na stole.
– Jesteś nienormalna! – Śmiał się, gdy skończyli się kochać.
– Antek? – zapytała nieśmiało. – Jak bardzo się tobą dzielę? – zapytała z trudem o coś, co zaczęło ją coraz mocniej frustrować.
– Przestań – westchnął, nie patrząc na nią.
– Zdajesz sobie sprawę, jak wiele kosztowało mnie zdobycie się na to pytanie? – Nie patrzyła na niego.
– Agata. – Obrócił ją do siebie po chwili. – Nie kocham się z Dorotą. – Patrzył jej w oczy. – Nie potrafię. Uważam, że to niemoralne, nie potrafię zdradzić cię, choć wiem, że tego ode mnie oczekujesz. Poza tym nie umiem jej aż tak oszukiwać. – Przytulił ją mocno.
– Jak ona to znosi? – zapytała z przejęciem, żałując że zadała to pytanie, że przekroczyła kolejną granicę.
– Seks nigdy nie był istotną częścią naszego małżeństwa – zapewnił.

Każda kochanka powinna czuć satysfakcję po takim wyznaniu, ale nie Agata. Myślała o Dorocie: o jej potrzebach, o jej emocjach. Chciałaby, żeby ta doznawała tego co ona, by mogła odczuwać rozkosz w ramionach kochającego ją mężczyzny. Kochała ją, co było nieprawdopodobne. Świat niedorzeczności istniał naprawdę i coraz bardziej ją pochłaniał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz