niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 81 - Bezsilność

Nie potrafiła dłużej oszukiwać się, choć tak bardzo chciała. Zachowanie Antka niepokoiło ją coraz bardziej i nie mogła dalej dawać zwodzić się jego wymysłom na temat przesilenia każdej pory roku, jak też pełnią księżyca. Z każdej strony odnajdowała sygnały, że ich życie pozbawione intymności nie jest niczym normalnym, a zamykanie się w kawalerskim mieszkaniu nie jest oznaką przepracowania.
Pierwsze, co zakładała, to to, że kogoś ma, że jest zdradzana. Pewnej nocy przejrzała jego komórkę, ale w niej nie było nic niepokojącego, żadnych tajemniczych imion, połączeń o nietypowych porach, smsów o jednoznacznej treści. Przejrzała jego bilingi, analizując połączenia, jakie wykonywał podczas nieobecności w domu, zwłaszcza, gdy zostawał na noc we Wrocławiu, ale nie było tam nic, czym powinna się martwić. Kilka połączeń do Karola, żadnych do Zuzy, nawet nie kontaktował się z Agatą.
Powód musiał być zatem gdzie indziej, jednak nie miała pomysłu, jak go zlokalizować.
Pragnęła mu pomóc, porozmawiać z nim. Nie pozwalał. Patrzyła, jak siedzi w ogrodzie.
Udawał, że czyta, jednak wciąż ukradkiem podglądał córki. Uśmiechał się, zasłaniając gazetą. Gdy podchodziły, tulił je mocno, z wielkim uczuciem i miłością. Głaskał ich jasne włosy, mówił coś do ucha, a one ze śmiechem uciekały. Potem przychodziła kolejna noc, dla niego jak zwykle bezsenna. Zeszła na dół i usiadła naprzeciwko.
– Chcę wiedzieć, co się dzieje – powiedziała stanowczo, władczym tonem, zaskakując nie tylko męża, ale i siebie.
– Starzeję się, chyba nie potrzebuję już tyle snu, co kiedyś. Poza tym martwię się o dziewczynki, o firmę – zaczął tłumaczyć się nieporadnie.
– To nie powód, by od przeszło pół roku nie spać. – Postanowiła nie ulegać jego kolejnym wymysłom.
– Wystarcza mi kilka godzin – próbował ją przekonać.
– Powinieneś iść do lekarza – zażądała stanowczo.
– Przestań! – zakpił.
– Nie śpisz, nie masz ochoty na seks, mało jesz, wciąż czymś się zamartwiasz – prawie krzyczała. – Tak dłużej być nie może, muszę porozmawiać z Agatą! – Łapała się już wszystkich możliwości.
Spojrzał na nią ze złością. Poczuła, że znalazła właściwy sposób, by do niego wreszcie dotrzeć i zmusić do tego, by poszedł do lekarza.
– No co? – Spojrzała na niego. – Może skoro ja nie mogę do ciebie dotrzeć, to ona zmusi cię, byś poszedł do lekarza. – Zaczęła wchodzić po schodach pewna swojego zwycięstwa i tego, że wreszcie znalazła idealne wyjście z sytuacji.
– Nie, Dorota, nie chcę, byś o tym z kimkolwiek rozmawiała. – Zatrzymał ją przejęty.
– Nie będę rozmawiała z kimkolwiek. – Czuła satysfakcję, że znalazła złoty środek.
– Nie rozmawiaj o tym z Agatą – poprosił ją, patrząc błagalnie.
Przez kilka kolejnych nocy starał się całą noc pozostać w sypialni. Jednak po jego niespokojnym oddechu rozpoznawała, że nie śpi. Dalsze bagatelizowanie problemu nie miało sensu, musiała działać i mimo, że tak bardzo prosił ją, by nie mówiła o tym Agacie, tylko ona jedna wydawała jej się osobą na tyle zaufaną, by im pomóc.
– Mam problem. – Dorota z samego rana usiadła w gabinecie przyjaciółki zażenowana tematem, jaki musi z nią podjąć, ale nie miała wyboru.
– Mów – powiedziała ta z przejęciem.
Opowiedziała jej wszystko płacząc, śmiejąc się, prawie krzycząc. Nie oszczędziła najdrobniejszego szczegółu, nawet intymnych spraw, o których z nikim do tej pory nie odważyła się rozmawiać.
Agata wsłuchiwała się w jej każde słowo z poruszeniem, przerażeniem, bólem i żalem.
Odpalała jednego papierosa za drugim, podawała jej chusteczki, ciężko oddychała. Dorota nie miała pojęcia, że wszystko to tak wstrząśnie przyjaciółką, a jednak reakcja Agaty była nie do przewidzenia. Odbierała to zbyt osobiście, nawet jak na oddaną przyjaciółkę, jednak takiego właśnie oddania Dorocie było potrzeba. Poczuła się silniejsza widząc, że Agata tego nie bagatelizuje, a wręcz traktuje jej problem z niebywałą powagą.
– Nie mów mu o naszej rozmowie – powiedziała na koniec Agata, a jej błagalny ton niezwykle przypominał głos Antka.
– Chciałam cię poprosić o to samo – Dorota uśmiechnęła się porozumiewawczo.
Agata przeglądała coś w internecie, wciąż nie pozwalając jej wyjść z gabinetu.
– To jest prezent ode mnie. – Podała jej wydrukowaną chwilę wcześniej kartkę. Dorota dopiero po chwili zorientowała się, że jest to rezerwacja na wakacje.
– Nie mogę tego przyjąć. – Oddała jej papier.
– Musisz. – Patrzyła na nią w zamyśleniu. – I wiesz co? – W pośpiechu usiadła na nowo do komputera i po kilku minutach z drukarki wysunęła się kolejna kartka. – Pojedziecie tam z Lisami.
Dorota z przejęciem i skrępowaniem wyszła z pokoju Agaty. Nie potrafiła przyjmować tak drogich prezentów, niestety z jeszcze większym trudem przychodziło jej odmawianie, zwłaszcza, gdy musiała mierzyć się w tym z Agatą.
Tego dnia nie mogła skupić się na pracy, wciąż rozmyślała o tym, czy nie powinna zwrócić prezentu Agacie, planowała, jak powie o tym Antkowi. Od natłoku myśli rozbolała ją głowa, postanowiła ratować się kawą. W drodze do kawiarni minęła się z Zimmer, która pospiesznie szła do gabinetu Jacka. Dorota chciała ją zatrzymać, ale nie zdążyła. Gdy po dwóch kwadransach wracała do siebie, oni właśnie zmierzali w kierunku kawiarni i choć Agata wyglądała na spokojną, to Jacek był wyjątkowo zamyślony. Coś trapiło go do tego stopnia, że choć niemal wpadł na Dorotę, nie zatrzymał się, nawet na nią nie spojrzał. Ich nietypowe zachowanie tak ją zaintrygowało, że po raz pierwszy sama włączyła monitoring. Patrzyła w ekran i czekała, aż wyjdą z kawiarni.
Gdy wracali, niewiele się zmieniło. Jacka postawa wciąż była taka sama, myślami był gdzieś daleko, Agata kroczyła przy nim obojętnie. W holu podszedł do nich Antek. Jacek szybko odszedł. Zacharewicz z zaintrygowaniem obserwował jego zachowanie. Agata chwilę z nim rozmawiała, po czym poszła do swojego gabinetu. Dorota miała wrażenie, że dzieje się coś, o czym wie tylko Agata i Jacek. Już miała wyłączyć kamery, gdy z gabinetu wybiegła podekscytowana Ulka. Jednak wciąż skupiona na jednym obrazie Dorota nie zwróciła uwagi, dokąd idzie.
– Jesteś! – Ulka wpadła do jej gabinetu.
– A tobie co? – zaczęła się gubić w zachowaniach swoich przyjaciół.
– Mam ochotę krzyczeć z radości! – Usiadła, nie mogąc powstrzymać emocji.
– Powiesz mi, co jest tego przyczyną? – dopytywała się Dorota.
– Jeszcze nie, zdradzę ci tylko, że walczyłam o to od prawie roku, od powrotu Agaty i nareszcie udało się! – Położyła głowę na jej biurku. – Napijmy się dziś, weźmiemy Jacka i w trójkę się rozluźnimy – rozmarzona Ulka zachęcała Dorotę.
– Dlaczego tylko w trójkę? – Nie pojmowała, co ma z tym wspólnego Jacek.
– Bo to nasz wspólny sukces – powiedziała tajemniczo.
Jacek nie dał się namówić na jakiekolwiek spotkanie. Powiedział krótkie i stanowcze: nie, a one po chłodzie, jaki od niego bił, nie miały odwagi nalegać.
Antek został w mieście, co tak naprawdę cieszyło Dorotę, gdyż nadal nie miała pomysłu na to, jak wytłumaczyć mu gest Agaty związany z wakacjami.

Siedziała z Ulką na tarasie swojego domu i opijała coś, o czym nie miała pojęcia. Ulka tryskała niespożytą energią. Pochłonięta świętowaniem, ku uldze Doroty, nie była w stanie rozpoznać, że ta tylko pozornie poddawała się nastrojowi przyjaciółki. Jej myśli teraz zaprzątał nie mąż, a Jacek. Tak bardzo pragnęła dociec, co takiego się wydarzyło, że był w niespotykanym jak dotąd, posępnym nastroju. Miała dziwne przeczucie, że to, co tak niezmiernie rozpromieniało Ulkę, przygnębiało chłopaka. Nie miała złudzeń, że Ulka cokolwiek jej zdradzi, więc nie naciskała. To, że Jacek nie podejmie tematu, również było pewne. Wokół niej było coraz więcej niedopowiedzianych spraw. Jedyne, co mogła zrobić, to czekać, aż wszystko samo wypłynie. Odpędzając więc złośliwe komary i natrętne, niepokojące myśli, które w upalny majowy wieczór natrętnie ją nękały, ćwiczyła swoją cierpliwość. I choć nie było jej łatwo, inne rozwiązanie nie przychodziło jej do głowy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz