niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 84 - Beznadzieja

Jacek milczał, nie udając nawet, że interesują go opowieści z wakacji. Ulka z niesamowitą radością i ekscytacją głośno się śmiała. Agata rozpromieniona, chichotała marszcząc nos i wypytując o najdrobniejsze szczegóły.
Tak wyglądało zorganizowane przez Agatę powitalne spotkanie u Roksi.
– Ale jesteście pięknie opaleni – wciąż zachwycała się, tuląc się do wszystkich.
Dorota wyszła do kuchni, za nią natychmiast ruszyła Agata.
– I jak? – dopytywała. W tym krótkim pytaniu zawarła wszystko: swoją troskę o dziewczynę, jej małżeństwo i niepokój o Antka.
– Dobrze – oszukała ta bez zawahania.
Wcale nie było dobrze. Jednak nie miała odwagi tego powiedzieć. Wyznać Agacie, że wspaniały gest, jaki wykonała, tak naprawdę w niczym nie pomógł. Owszem, byli przez całe dnie razem, z wyjątkiem kilku, gdy Zuza z Antkiem wyłamali się, pijąc do rana. Jednak czuła, że Antek nie pozbył się balastu Wrocławia. Szybki seks, który po tak długiej przerwie bardziej ją zmartwił, niż usatysfakcjonował, jego stała nieobecność myślami i sen tylko po sporej dawce alkoholu. Nie radziła sobie z tym wszystkim. Nawet Agata nie potrafiła jej pomóc.
Musiała sama sobie z tym poradzić, sama to przecierpieć, wypłakać. Nie mogła obciążać tym nikogo więcej. Wróciła z Agatą do gości i śmiała się, nie zważając na cokolwiek.
– Coś się stało? – zapytała cicho Jacka, zaniepokojona jego postawą.
– Nie, Dorota – odpowiedział spokojnie, starając się ją przekonać, że wszystko jest bez zmian. – Dobrze się bawiłaś?
– Uwielbiam zwiedzać, byłam w swoim żywiole – zapewniła go.
– Ładnie wyglądasz – spojrzał jej w oczy. – Naprawdę. – Lekko się uśmiechnął.
– Dziękuję. – Z zawstydzeniem spuściła oczy. – Chyba też powinieneś pomyśleć o wakacjach.
– Samuraj nie ma wakacji .– Rzucił jej szybkie porozumiewawcze spojrzenie.
– Wciąż jesteś samurajem? – zażartowała półszeptem.
– Jestem, byłem, będę. – Lekko dotknął jej dłoni. – Tłumacz tym wszystko. – Spojrzał na nią tak, jakby ją przepraszał.
– Nie rozumiem? – Popatrzyła na niego pytająco.
– Wiem. – Wstał, wychodząc na taras.
Dorota patrzyła na Zuzę, która opierając się o Antka, z rozbawieniem relacjonowała Agacie wrażenia z wakacji. Skoro Agaty nie niepokoiła bliskość tej dwójki, musiała jej zaufać, jednak nie mogła swobodnie obserwować, jak jej mąż zdecydowanie lepiej bawi się w towarzystwie Zuzy, niż własnej żony. Usiadła obok Jacka na tarasie i w milczeniu patrzyli na rozgwieżdżone niebo. Miała odczucie, że Jacek jako jedyny wie, jak ona cierpi, jak z trudem powstrzymuje się od dramatycznego szlochu. Miała cichą nadzieję, że Antek zdecyduje się zostać we Wrocławiu, a ona w samotności wyleje gromadzone od tylu dni łzy.
I tylko przyjaciel z pracy o posępnej naturze potrafił sprawić, że choć w chwilach, gdy przy niej był, czuła się lepiej. Wskazał palcem na spadającą gwiazdę i nieco się uśmiechnął. Nie kazał wypowiadać jej życzenia, może dlatego, że wiedział, że i tak się nie spełni. I wtedy objął ją i wyszeptał jej do ucha:
– Zapamiętaj ten wieczór.
Nie pytała dlaczego, po prostu posłusznie zapamiętała ten wieczór.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz