niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 88 - Dziwność

Zuza z okna domu matki obserwowała wchodzącą na podwórze Agatę, triumfalnie potrząsającą butelką wina. Potknęła się o własną, rozwiązaną sznurówkę i mało brakowało, a byłyby skazane na popijanie ziółek Roksi. Tego popołudnia Górska była lekko roztargniona, momentami wyglądała na nieobecną i wciąż z czułością się im przyglądała.
– Kocham was – wyznała Agata po drugiej lampce wina.
– Mamo, jej już nie lej – Zuza śmiała się ze zbyt wczesnych wynurzeń przyjaciółki.
– To i tak niczego nie zmieni. – Dziewczyna sama dolała sobie wina.
Agata spędzała w ich domu coraz więcej czasu. Przyjeżdżała po pracy, pomagała Zuzie w przygotowaniu obiadu, odwoziła Milenę na zajęcia do szkoły muzycznej. Wieczorami bez zapowiedzi odwiedzała Roksi, czasami zostając u niej na noc. Bywała u swoich rodziców, brata. Otworzyła się nagle na wszystkie relacje, nie bojąc się, że cokolwiek zakłóca. Odrabiała stracony czas. W hotelu nastąpiła tylko jedna zmiana - przestała być widziana wiecznie z okularnikiem. Nie przesiadywali w jej gabinecie, nie wymieniali wymownych spojrzeń, nie izolowali się od reszty. Jacek po zebraniu zamykał się w swoim gabinecie. Jeżeli z kimś spędzał czas, to na nowo była to Dorota, z którą każdego dnia pił kawę w restauracji. Czasami była z nimi Ulka, rzadko Magda, jednak jego otwartość wobec innych jak zwykle pozostawiała wiele do życzenia. Zuza przyglądała się temu bez słowa, z trudem powstrzymując się przed ingerencją. Z jednej strony, cokolwiek się wydarzyło pomiędzy Agatą a Jackiem, nie bardzo ją obchodziło. A jednak gdyby ktoś zadał jej wtedy pytanie, czy wszystko jest w porządku, odpowiedziałaby z pełnym przekonaniem, że nie. Bo choć niby pozornie wszystko przebiegało bez zakłóceń, ona miała w sobie wzmagający się niepokój, którego nie potrafiła nazwać, utożsamić, zidentyfikować.

Był koniec października. Budziły się powoli w starym łóżku Zuzy, z bólem głowy, który był owocem poprzedniego wieczoru spędzonego przy winie.
– Górska, nie dam rady jechać do Zacharewiczów. – Zuza przeciągała się leniwie.
– Dasz radę. – Agata uszczypnęła ją w nogę, zmuszając do otrzeźwienia.
– Ty sadystko! – krzyknęła ta.
– Obiecałaś dzieciom – przypomniała sięgając do torebki, która spadła na dywan i wypadły z niej dwa telefony i kilka bibelotów.
– Po co ci drugi telefon? – zainteresowała się Zuza wiedząc, że ma tylko jeden numer do przyjaciółki.
– To mój szwedzki numer, Steph na niego dzwoni – powiedziała szybko, po czym włączyła aparat. Obserwowała Agatę, która odczytała wiadomość, lekko się przy tym uśmiechając, odpisała coś i na nowo go wyłączyła. Zuza nie zadawała pytań, choć forma sms-owej komunikacji nie do końca pasowała jej do relacji z ponoć niezwykle dyplomatyczną Steph.

Odstawiły samochód Agaty do hotelu i czekały na Karola z dziećmi. Podszedł do nich Jacek i stanął przy nich bez słowa.
– Ty dziś w pracy? – Zuza zagadnęła go o cokolwiek.
– Ta, jak widzisz – odpowiedział obojętnie.
– Co tam? – zapytał Agatę. Zuza z uwagą zaczęła im się przyglądać, próbując odgadnąć, o co chodzi w ich odmienionej relacji.
– Jedziemy do Zacharewiczów. – Spojrzała na niego ze spokojem.
– Aha. – Poprawił Agacie kołnierz płaszcza. – Uważaj, bo się przeziębisz – powiedział z troską, co zupełnie zdezorientowało Zuzę.
– Złego diabli nie biorą – odparła, porozumiewawczo patrząc mu w oczy.
– Czasami biorą. – Delikatnie, wręcz pieszczotliwie złapał ją za nos i odszedł.
Zuza niczego już nie rozumiała.
– Nie trybię go – powiedziała, gdy się oddalił.
– To naprawdę fajny chłopak. – Agata obserwowała go w zamyśleniu.
Nie zdążyła jej zapytać o nagłą zmianę w ich relacjach, ponieważ pojawił się Karol z dziećmi, które tak bardzo absorbowały Agatę przez całą drogę, że Zuza nie miała okazji powrócić do tematu Piskorza.
W domu Zacharewiczów Zuza podglądała z kolei Dorotę. Widziała jej wieczne zamyślenie, ciągłe odpływanie. Coś ją martwiło, jednak znała przyjaciółkę i wiedziała, że teraz jej nie powie, co to takiego. Postanowiła porozmawiać z nią w poniedziałek i wyciągnąć z niej wszystko. Przyzwyczaiła się, że Dorotę gnębią banalne problemy, z którymi sama nie była w stanie sobie poradzić, a które wspólnie rozwiązywały w okamgnieniu. Teraz jednak miała podejrzenia, kto może być przyczyną jej rozterek i w zasadzie pomyślała, że to dobry moment, by wreszcie o tym porozmawiać.
Agata i Antek grali z dziećmi w chińczyka, co niestety wywoływało wieczne kłótnie, nie tyle między dziećmi, co między tą dwójką dorosłych.
– Jestem zwycięzcą, jestem zwycięzcą – Agata zaśpiewała piosenkę z Kurczaka Małego, co wszystkich rozbawiło. Z satysfakcją popatrzyła na Antka. – Dziękuję za uczciwą walkę. - Wyciągnęła do niego z powagą dłoń. Antek w odpowiedzi tylko popatrzył na nią z wyrzutem.
Potem Agata usiadła z dziećmi przed telewizorem i oglądała bajkę. Milena i Kasia usiadły po jej obu stronach. Ela i Kacper w nogach. Ola naburmuszona, że wszystkie najlepsze miejsca zostały zajęte, usiadła obok siostry.
Dorota zrobiła im zdjęcie z ukrycia. Agata uśmiechnęła się do niej porozumiewawczo i nadal oglądała bajkę. Zuza doskonale zapamiętała tę chwilę.
Zadzwonił telefon. Odebrała Dorota, przez chwilę wsłuchiwała się, po czym z przejęciem spojrzała na męża:
– Antek! – zawołała z powagą. – To Artur. – W zamyśleniu podała mu słuchawkę.
– Czego tam? – odebrał zrelaksowany. – Jak?… Nie…– Z przejęciem wsłuchiwał się. – A jak Anna? Postaram się… Kto!? – krzyknął. – O nie!.... Tak, będę na pewno. – Chodził nerwowo po mieszkaniu. – Zabiję go… Będę jutro.
Wszyscy wpatrywali się w Antka, który po skończonej rozmowie usiadł i ogarnięty furią próbował pozbierać emocje i myśli. Nastrój relaksu i odprężenia prysnął jak bańka mydlana. Czekali cierpliwie, aż ochłonie i wyjaśni im, co się stało.
Agata zostawiła dzieci i podeszła bliżej.
– Jadę jutro do Krakowa – powiedział zamyślony. – Wiktor zmarł. – Spojrzał na Dorotę.
– Przykro mi. – Pokiwała ze zrozumieniem głową. – Kogo chcesz zabić? – zapytała po chwili.
– Będzie ojciec Józka, tak zakłada Artur. – Zerwał się. – Nie przeżyje tego spotkania, nikt nie będzie tak traktował mojej siostry! – wygrażał ze złością.
– To my uciekamy. – Agata zaskoczyła wszystkich swoją raptowną decyzją.
– Jadę do Wrocławia, będę wyjeżdżał w nocy. – Spojrzał na nią zaskoczony. – Odwiozę cię.
– Nie, wracam z Zuzą – była stanowcza.
Zuza stała skonsternowana, przyglądając się rozgrywającej scenie i nie rozumiała do końca, o co chodzi tej dwójce.
– Przestań. – Wstał jeszcze bardziej zdenerwowany. – Idę się spakować, a ty tu czekaj – prawie rozkazał.
– Wracamy. – Zimmer zaczęła się ubierać, nie zwracając uwagi na jego oczekiwania.
– Agata – powstrzymała ją Dorota. – Jedź z nim, lepiej by było, jakbyś ty prowadziła do miasta. Widzisz, w jakim on jest stanie – było słychać, że bardzo martwi się o męża.
– Da radę, musi i tak dojechać do Krakowa – nie uginała się i w żaden sposób nie chciała ustąpić, ubierając się w ekspresowym tempie.
– Wiktor to ktoś dla całej jego rodziny bardzo ważny – tłumaczyła męża. – Proszę.
Agata usiadła na pufie ustawionej w korytarzu i westchnęła z rezygnacją. Dorota szybko pobiegła za Antkiem, by, jak domyślała się Zuza, pomóc mu w pakowaniu.
– O co chodzi? – Su zapytała ją cicho.
– Jedźcie – powiedziała zrezygnowana. – Odwiozę go.
Zuza nie rozumiała zachowania przyjaciółki, jej nagłego poruszenia i smutku. Dlaczego postawa Antka tak bardzo ją uraziła, wręcz zawiodła?
Następnego dnia próbowała wyjaśnić wczorajsze zajście, pojechała do hotelu, ale przyjaciółki tam nie było. Telefon milczał. Podjechała wieczorem, również bez skutku. Pomyślała o Roksi, jednak nigdzie nie znalazła Agaty. W poniedziałek Zuza wbiegła na ich zebranie. Zimmer siedziała zamyślona, w ogóle nie zabierając głosu. Była zupełnie nieobecna.
– Możemy porozmawiać? – poprosiła Su przyjaciółkę.
– Zuza, proszę, nie dziś. – Spojrzała smutno.
– Agata, stało się coś? – pytała, choć była pewna, że tak.
– W zasadzie nie. Mam dużo pracy. – I choć naprawdę wyglądała na wyczerpaną, Su była pewna, że to nie fizyczne zmęczenie tak ją dobija.
– Agata, przecież widzę, że coś się dzieje – upierała się, nie dając za wygraną.
– Porozmawiamy jutro. Muszę iść do Jacka. – Przytuliła się do niej mocno.
To, że potrzebowała pomocy Jacka, trochę Zuzę uspokoiło. Jeżeli był to problem, w którego rozwiązaniu mógł pomóc Piskorz, w zasadzie nie było powodów do zmartwień. Następnego dnia z obawą weszła do hotelu. To, co zobaczyła, zdecydowanie ją pokrzepiło. Agata ze śmiechem rozmawiała z Antkiem w holu, machając do niej. Su z wdzięcznością spojrzała na przechodzącego obok Jacka, który zdawało się, przywrócił wszystko do poprzedniego stanu. A on, jeszcze bardziej przygarbiony szedł z Dorotą na kawę. Ulka była zamyślona, jej energia, jaką wszystkich ostatnimi czasy zaskakiwała, nagle przygasła.

Skoro wszystko było we względnym porządku, Zuza postanowiła pojechać do pracy. W restauracji przy stoliku siedział nieobecny Antek. Nawet jej nie zauważył. I choć mógł mieć dziesiątki powodów, zwłaszcza, że zmarł jego przyjaciel, to Zuza była już pewna, że wszyscy coś przed nią ukrywają. I intuicja jej podpowiadała, że ta bomba niebawem wybuchnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz