niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 9 - Sex, drugs & rock'n'roll

Agata uwielbiała beztroskę życia z Erikiem. Pomimo piętrzących się obowiązków, nie potrafiła odmówić mu wcześniejszego wyjazdu na Przystanek Woodstock. Eric niczym dziecko domagał się zabawy, a gdy usłyszał, że ekipa z klubu motocyklowego już tam jest, niecierpliwił się jeszcze bardziej. Agata też chciała tam być, choć na chwilę oderwać się od budowy hotelu, notorycznie dzwoniącego telefonu i chaosu, który zapanował w jej życiu. Musiała tylko poukładać kilka spraw, wykonać kilka rozmów telefonicznych oraz spotkać się z Robertem i z Zuzą.
Przyjaciółka zaniepokoiła ją poważnie. Dziewczyna od powrotu z wakacji była inna - lekko zdystansowana i zamyślona. Gdy Agata dopytywała się, czy wszystko jest w porządku, ta ze wszystkich sił starała się ją przekonać, że tak. Mimo zapewnień nie uwierzyła jej. Początkowo myślała, że jest zazdrosna o Dorotę, ale Zuza szybko rozwiała jej przypuszczenia, wręcz zmuszając Agatę do serdecznych relacji. Po odrzuceniu tego tropu nie miała zielonego pojęcia, co może gnębić Lisową, ale nie miała wątpliwości, że coś jest na rzeczy. Postanowiła poczekać wiedząc, że Zuza długo nie wytrzyma, ponieważ utrzymanie czegokolwiek w tajemnicy przez tę żywiołową kobietę jest niemożliwością. I nie pomyliła się.
Wpadły na siebie przypadkowo na hotelowym dziedzińcu.
– Agata, czy to prawda, że namówiłaś Dorotę na wyjazd na Woodstock? – zapytała bez wstępów Zuza.
– Ciężko to nazwać namawianiem, ale owszem zasugerowałam jej co nieco.– Nie widziała w tym pomyśle niczego niepokojącego.
– A wiesz, że ona się tam naprawdę chce wybrać? – Zuza była poważna.
– Chyba żartujesz? – Agata nie ukrywała triumfu.
– Naprawdę! – Zuza jednak była tym zaniepokojona.
– Sama? – dopytywała podekscytowana Agata.
– Nie, jedzie z nią Antek – Zuza była rozdrażniona. Stała zamyślona wpatrując się w jeden punkt oddalony o kilka metrów i Agata była pewna, że gdyby ją zapytała, w co się tak intensywnie wpatruje, ta dopiero uświadomiłaby sobie, że jest to banalny, zielony krzew.
– To chyba dobrze? - Agata zaśmiała się, nie rozumiejąc, dlaczego przyjaciółka jest taka posępna. – Przecież o to chodziło, by zaczęła stawiać wreszcie na swoim. Myślisz, że kolejnym krokiem będzie podjęcie pracy? – zapytała z nadzieją.
– Nie wiem, co będzie kolejnym krokiem. – Zuza zmarszczyła brwi.
– Nie cieszysz się? – Agata próbowała ją rozgryźć.
– Cieszę, oczywiście, że się cieszę. – Zuza była pogrążona w niezrozumiałym dla Agaty zamyśleniu.
– Jakoś tego nie widzę po tobie – zarzuciła przyjaciółce.
Ta jednak uparcie nie podejmowała zaczepki i stała z ponurą miną, zupełnie odizolowana od rzeczywistości.
– Agata, kiedy jedziecie na ten Woodstock? – zapytała w końcu, jakby nie słyszała niczego, co ta powiedziała do niej wcześniej.
– Pojutrze.
– Znajdziesz dla mnie jutro czas? – Spojrzała przytomniejszym wzrokiem na Agatę.
– Mam teraz czas – zaproponowała coraz bardziej zaniepokojona.
– Nie, teraz nie. Jutro – poprosiła.
– Dobra, nie ma sprawy. – Przyglądała się z niepokojem Zuzie, która pocałowała ją w policzek i w zamyśleniu odeszła.
Agata obserwowała ją z okna hotelu. Nie potrafiła rozgryźć, co tak zatrważa przyjaciółkę. Wpatrywała się w Zuzę i nie potrafiła zrozumieć, dlaczego ta odłożyła rozmowę, a teraz bez celu zamyślona spacerowała po dziedzińcu.

Następnego ranka Erica owładnęło szaleństwo. Pakował wszystko, byle tylko przyspieszyć ich wyjazd do Kostrzyna. Agata zadzwoniła do Zuzy i poinformowała o nagłej zmianie planów. Powiedziała, że wyjeżdżają w zasadzie już, ale jeśli rozmowa jest pilna, to po prostu do niej przyjedzie. Zuza jednak nie chciała, życzyła jej udanej zabawy i zapewniła, że to nie było nic pilnego. Co dziwne Agata wyczuła ulgę w głosie przyjaciółki.
„Sex, drugs & rock'n'roll”-  ten zwrot słyszała co chwilę od zachwyconego Erica, gdy tylko wsiedli do samochodu. Dojechali późnym popołudniem. Byli wszyscy, nawet Kennet -wielki, barczysty właściciel jej ulubionego klubu, w którym przesiadywała godzinami z dziewczynami z zakonu. Jednak największą niespodzianką była dla niej obecność samych dziewczyn. Nie mogła wprost uwierzyć, że przyjechały. Gdy ruszyły jej na spotkanie z wysokiej góry w tumanach kurzu, krzyczała jak dziecko z radości. Były w komplecie: Anita, Rachel, Emma, Lisa i Agata. Przekrzykiwały się, opowiadając jej, jak w pośpiechu pakowały się nagle decydując się na wyjazd.
– To było jak grom z jasnego nieba! – krzyczała Rachel, która na co dzień pracowała w banku, była przykładną matką i zwariowaną żoną. – Kennet powiedział, że się wybiera do Polski na zlot motocyklowy, że będzie tam Eric. Prawie chórem spytałyśmy o ciebie, to było tylko jedno spojrzenie i decyzja została podjęta.
– Jesteście wariatkami! – Agata nie mogła uwierzyć w to wszystko, co chwile całując każdą po kolei, całą sobą ciesząc się z ich niespodzianki.
– Raz się żyje! Najważniejsze, by zakon nie upadł!
Zakon był żeńską odpowiedzią na klub motocyklowy ich mężczyzn. Dziewczyny znały się od zawsze, od lat się ze sobą przyjaźniły. Gdy pojawiła się Agata bez zastanowienia przyjęły ją w swoje szeregi. Mężowie Rachel i Lisy byli członkami klubu motocyklowego. Emma pracowała w pubie Kenneta, również członka klubu. Dawniej była jego kochanką, teraz przyjaciółką. Anita zaś, jak to sama nazywała, kiedyś zbłądziła, ale warto było, ponieważ poznała resztę dziewczyn. Anita pomimo swoje delikatnej postury i niewinnej buzi, była wojującą feministką i zdeklarowaną lesbijką. Swego czasu uległa namowom chłopaka na motorze i spróbowała się z nim związać. Chłopak wprowadził ją w motocyklowe towarzystwo, w swój ryczący świat. Potem on odjechał, a Anita została, nie wyobrażając sobie, że mogłaby opuścić to towarzystwo. Przestała sypiać z facetami, stając się ich najlepszą kumpelką, a oni zaakceptowali jej nową drogę. Anita jako jedyna z grupy nie miała stałej pracy, dorabiała w modelingu, grała w epizodach filmowych, ale tylko wtedy, gdy kończyła jej się gotówka, obsesyjnie wręcz unikała stabilności w swoim życiu.
Siedziały na szczycie góry, którą pokrywały dobudowujące się namioty, piły piwo, jadły żelki i przekrzykując się, co chwilę wybuchały głośnym śmiechem. Poszły na spacer, dolewając wszystkim napotkanym młodym ludziom piwa, częstując ich papierosami i gubiąc się w tłumie na tyle, że nie potrafiły wrócić do swoich namiotów. Płakały ze śmiechu, tułając się po obozie, wykrzykując imiona swoich mężczyzn licząc, że odpowiedzą na ich wezwanie. Jednak zamiast swoich mężów poznawały dziesiątki innych mężczyzn, podających się za imienników ich partnerów. Nie miały pojęcia jak, ale rano obudziły się w swoich namiotach, w obozie motocyklistów.
Następnego dnia było podobnie, tyle że potrafiły już odnaleźć swoje namioty. W piątek rozpoczęły się koncerty, było głośniej, tłumniej, unosiło się więcej kurzu. Eric wciąż krzyczał ”Sex, drugs & rock'n'roll” i z uwielbieniem spoglądał na Agatę.
W sobotę obudził ją telefon, nie potrafiła początkowo go zlokalizować, a gdy w końcu go odnalazła – zamilkł. Spojrzała na wyświetlacz i przez moment próbowała przypomnieć sobie swoje alter ego, co nie było łatwe, zważywszy na godzinę, o której poszła spać i ile piwa przed tym wypiła.
Oddzwoniła.
– Halo – powiedziała zachrypniętym głosem do słuchawki.
– Agata to ty? – usłyszała zdziwioną Dorotę.
– Ja.
– Chora jesteś? – troska w głosie Doroty spowodowała, że lekko się uśmiechnęła.
– Nie, dopiero wstałam.
– Jej, nie wiedziałam, przepraszam. Zadzwonię później – spłoszyła się Dorota.
– Już wstaję, która jest godzina? – wiedziała, że Dorota nie dzwoni bez powodu, tylko nie potrafiła sobie przypomnieć, co to mogłoby być.
– Czternasta – niepewnie powiedział Dorota.
– Przyjedziecie? –oprzytomniała nagle, przypominając sobie rozmowę z Zuzą.
– Jesteśmy w Kostrzynie, wieczorem przyjdziemy na koncert. Chciałabym posłuchać „Raz, dwa trzy”.
– Nawet nie wiedziałam, że będą tu grać! – Roześmiała się w odpowiedzi.
– Jak to?
– Trudno to wytłumaczyć, jakoś najmniej interesuje mnie tu muzyka. – Ziewała, leniwie się przeciągając.
– Myślałam, że to główny punkt tej wyprawy? – Dziewczyna zdawała się coraz bardziej skonsternowana.
– Nie, ale chętnie dziś posłucham całego koncertu. – Próbowała zapanować nad sytuacją Agata.
– Nie podoba ci się tam? – spytała Dorota ostrożnie.
– Jest rewelacyjnie, skarbie. Czekamy.
– Jak was znajdziemy?
Agata wytłumaczyła, gdzie znajduje się ich obóz i zaproponowała umówienie się na konkretną godzinę, ale Dorota nie była w stanie określić, o której się pojawią.
Wszyscy w ich obozie jeszcze spali, nie udało jej się kogokolwiek rozbudzić na tyle, by razem pójść pod prysznic. Agata wiedziała, że musi się ogarnąć i doprowadzić w miarę do porządku.
Wszyscy woodstockowicze powoli wracali do życia, cudem udało jej się znaleźć wolne miejsce pod prysznicem. Śmiała się do siebie, gdy większość spotykanych osób witała się z nią wypowiadając jej imię, a ona nie była w stanie przypomnieć sobie okoliczności poznawania ich. Spojrzała na swoje ramię i zobaczyła z przerażeniem, że pokrywa je brązowa opalenizna, była zła na siebie, że nie zastosowała silniejszego filtra, bała się spojrzeć w lusterko, bo już wiedziała, że jej twarz pokrywają liczne piegi.
Wracała do obozu z grupą licealistów, którzy bez skrępowania z nią rozmawiali, traktując ją jak najlepszą koleżankę.
– A czym ty się, Agata, zajmujesz na co dzień? – spytał jeden z chłopców.
Roześmiała się słysząc pytanie, na które nie mogli usłyszeć odpowiedzi, ponieważ z góry założyła, że i tak nie uwierzyliby jej, słysząc kim jest w realnym życiu.
– Pracuję – próbowała ich zbyć.
– No to idzie się domyśleć, ale gdzie? – dopytywali.
– W hotelu.
– Jesteś recepcjonistką? – podpytywali.
– Nie, pokojówką. – Roześmiała się, gdy tylko to wypowiedziała.
– A twój mąż? – Zaskoczyli ją tym, że wiedzą o istnieniu Erica.
– Też pracuje w hotelu. – W zasadzie nie kłamała.
– Chyba nie jako pokojówka? – Roześmiali się.
– Jest ochroniarzem – wyjaśniła, coraz lepiej bawiąc się wymyślonym życiorysem.
– Ale z was luzacy! – Byli pod wrażeniem. – Idzie wyrobić z takiej pensji, w hotelu?
– Jakoś dajemy radę – zapewniła. W zasadzie żałowała, że nie powiedziała im prawdy o sobie, kim jest i jakie nosi nazwisko, tylko po to, by zobaczyć ich zdziwione miny.
Opowiedziała mężowi o zabawnej rozmowie.
– Trzeba było im powiedzieć, że jestem bojem hotelowym i że utrzymujemy się z napiwków – Eric podał jej swojego papierosa. – Ale w fartuszku pokojówki chętnie bym cię zobaczył – powiedział jej do ucha.
– Uwzględnię twoją kolejną fantazję – odpowiedziała mrużąc oczy.
– Możesz zabrać swoją koleżankę – wskazał na Anitę – mogłaby się czegoś nauczyć i może zmieniłaby swoje nastawienie do panów.
Eric mówił to tak głośno, by Anita usłyszała.
– Mogę się przespać z twoją żoną, ale ty mi do szczęścia nie jesteś potrzebny. Raz próbowałam się naprawić, wystarczy – naigrywała się.
– To był słabeusz, nie dziwię się, że po takim leszczu przerzuciłaś się na baby – kontynuował niezrażony Eric.
– A skąd ty wiesz, że był słaby? – zadrwiła Anita.
Wszyscy zanosili się głośnym śmiechem, kończąc tym temat.
Agata wiedząc, że ma pojawić się Dorota z Antkiem, nie piła piwa, nie chcąc ich zgorszyć, jednak reszta jej towarzystwa nie miała ochoty rezygnować z ostatniego dnia zabawy.
By nie odstawać od koleżanek, które wymyśliły, że ten wieczór będzie w sukienkach, założyła czarną skórzaną mini, w której lubował się Eric. Nie chciała jednak wyglądać zbyt prowokacyjnie przy znajomych, którzy w każdej chwili mogli się pojawić, założyła więc wysoko sznurowane trampki. Spojrzała na swoje odbicie w lusterku, jej ciało pokrywały liczne piegi, których nie była w stanie ukryć. Rozpuściła włosy, starając się nimi przysłonić choć trochę wystawione na słońce, ciało. Założyła ciemne okulary i weszła jeszcze do namiotu, by położyć kolor na usta i tym samym odwrócić uwagę od piegów na twarzy.
Gdy opuściła namiot roześmiała się na głos patrząc na swoje przyjaciółki.
– No dobra maleńkie, idziemy do pracy – zażartowała.
– Ja biorę tę w czarnej! – wykrzyknął Eric. – I tę małą w czerwonej! – Wskazał na Anitę.
– Znowu ja! – Anita udawała oburzoną.
– Kurczę, Emma i pomyśleć, że kiedyś miałem ciebie na wyciągniecie ręki – Kennet wpatrywał się w dziewczynę ubraną w jeansową króciutką sukienkę, w kapelusz i kowbojskie buty.
– No, miałeś – Emma zalotnie puściła mu oczko
– A nas nikt nie chce? – oburzyły się Rachel i Lisa ubrane w identyczne, bawarskie różowe sukienki, zuchwale odsłaniające piersi.
– Lisa, do namiotu – krzykną Rinke, jej mąż.
– Nie stać cię! – odkrzyknęła mu buńczucznie.
– Ja mu pożyczę – zaoferował się Eric sięgając dla zabawy po swój portfel i rzucił go w kierunku kolegi .
– Dzięki, przyjacielu – dobiegło z namiotu.
– Ale na dwie, bo bliźniaczki bierze się w komplecie, a w zamian bawarki mi piwko przyniosą – Eric wskazał na pusty kufel.
– Co do piwka, to kończą się zapasy – powiedziała Rachel.
– Bo rozlewałyście wszystko jakimś małolatom – powiedział z wyrzutem Eric, leniwie podnosząc się od stołu w poszukiwaniu kolejnej puszki.
– Warto było, byli słodcy – Rachel pokazała mu język.
– Teraz macie prohibicję na alkohol, za marnotrawstwo – postanowił Eric, gdy jego poszukiwania nie przynosiły efektu.
– Twoja Kicia nie pije – odezwała się Anita. – Więc to, co rozlałyśmy, ona dziś już odrobiła.
– Sugerujesz, że Kicia wypiłaby dwadzieścia litrów piwa? – nie ustępował.
– A co, wątpisz we mnie? – udała zdziwienie Agata, po czym dyskretnie dała znak Anicie, by ta ukryła resztki zapasów alkoholu przed Erikiem.
– Kicia, ja w ciebie nigdy nie wątpię – zapewnił, po czym z dumą odkrył dopiero co schowane przez jej koleżankę puszki piwa i dwie butelki wina, karcąco wymachując palcem w kierunku żony.
– Zaraz przejdziemy się po obozie... i co, myślicie, że piwa nie zdobędziemy? – obruszyła się Lisa.
– Jedyne, co możecie zdobyć, to przedwczesne wytryski tych młokosów – rzucił Eric, co wywołało salwy śmiechu wśród reszty panów w obozie.
Dziewczyny udając obrażone ostentacyjnie oddaliły się od grupy, nie chcąc się zdradzić z tym, że komentarz Erica również je rozbawił.
– O, moje panie, nie odwracajcie się – powiedziała Emma wpatrzona w punkt za plecami reszty dziewczyn.
– Co? – chórem zapytały.
– Jej, jaki facet, na twojej jedenastej, zbliżają się niezwykle całuśne usta – powiedziała do Agaty, która jako jedyna nie odwróciła się.
Agatę rozbawiło zachowanie przyjaciółek, powoli odwróciła się także szukając źródła poruszenia i spojrzała wprost na wysokiego mężczyznę w policyjnych okularach słonecznych, ciemnych jeansach, ciemnej koszulce i brązowej skórzanej kurtce. Miał faktycznie piękny wykrój ust. Mężczyzna stał wpatrzony w Agatę tak, jakby czegoś oczekiwał. Dopiero gdy prześledziła jego sylwetkę, uświadomiła sobie kogo trzyma za rękę. Zdjęła okulary, upewniając się, że przybyli Zacharewiczowie.
– Dorota! – krzyknęła rzucając się w ich kierunku.
– Nie poznałaś nas? – Dorota śmiała się, widząc zdziwienie Agaty.
– Nie poznałam Antka, ostatnio był ubrany w garnitur – odważnie zmierzyła męża koleżanki.
– Spodziewałaś się, że pojawię się tu w garniturze? – spytał przyjaźnie.
– Raczej nie, zważywszy na mój dzisiejszy kurewski kostium, ups – zreflektowała się, że przeklęła. W tym momencie dostrzegła stojącą przy Dorocie kobietę wpatrującą się w nią. Skonfundowało ją to jeszcze bardziej.
– To moja siostra – wyjaśniła Dorota wskazując na niewysoką blondynkę, która faktycznie była do niej podobna.
– Cześć, jestem Agata – wyciągnęła rękę.
– Daria – przedstawiła się, wciąż intensywnie wpatrując się w Agatę.
Agata poczuła się zawstydzona swoim zachowaniem, pomyślała, że mogła swoja bezmyślnością zaszkodzić Dorocie i zapewne ją uraziła. Spojrzała przepraszająco na nią, ale ta się uśmiechała. Chyba była uradowana tym spotkaniem.
– Chodźcie, przedstawię was moim znajomym – zaproponowała.
– Jejku, dużo was tu – Dorota spłoszona rozglądała się po towarzyszach Agaty, kurczowo trzymając Antka za rękę.
– Doris! – krzyknął zachwycony Eric. – Chodź tu, kochana! – Mocno przytulił zaskoczoną Dorotę.
Agata chciała go uspokoić, zdając sobie sprawę, że mąż był po kilku piwach, co mogło dziewczynę dodatkowo wystraszyć. Ale ten nie dał sobie nic powiedzieć, wciąż obejmował Dorotę.
– Teraz mówimy po angielsku, tu są moi nowi przyjaciele –  krzyknął do grupy.
– Ta piękna pani to Doris, a ten tu to Antek, jej mąż – uścisnął po przyjacielsku dłoń Antka.
Agata patrzyła na zaczerwienioną Dorotę i chciała udusić Erica.
– O, i mamy jeszcze jedną panią. – Wskazał bezceremonialnie palcem na siostrę Doroty.
– To jest Daria – przedstawiła ją Agata.
– To mamy jeszcze Darię – ciągnął zachwycony sobą Eric. – Zapraszamy do stołu!– Pociągnął bezbronną Dorotę za sobą.
– Przepraszam za niego – Agata zażenowana spojrzała na Antka, ale ten ku jej zaskoczeniu przyglądał się jej z rozbawieniem.
– Przestań, wszystko jest w porządku – uspokoił ją.
– Naprawdę mi wstyd za niego, jest nieźle wstawiony, za chwilę wyratuję Dorotę – zapewniła.
Antek powstrzymał ją, łapiąc ją za rękę.
– Nic jej nie będzie – roześmiał się wskazując na Dorotę, która siedziała przy stole i nieśmiało uśmiechała się do Agaty.
Usiadła na brzegu stołu z Antkiem i Darią, uważnie śledząc poczynania Erica. Nigdy nie wstydziła się za męża, zawsze akceptowała jego zachowanie, nawet gdy był pod wpływem alkoholu, jednak teraz przy Zacharewiczach była nim zaniepokojona, ponieważ znała nieobliczalność Erica.
– Znasz angielski? – spytała Darię, próbując tym odwrócić swoją i Antka uwagę od męża.
– Nie – powiedziała ta lekko zawstydzona, wciąż niepewnie rozglądając się wokół.
– Nie przejmuj się, może to i lepiej – Agata zaśmiała się z nutką ironii – będę ci tłumaczyć.
– My chyba tu długo nie zabawimy? – spytała patrząc na Antka, który zaskoczony spojrzał na Darię.
– Jak to, przecież Doris – zaśmiał się, wymawiając nowo nadane imię żony – chce posłuchać koncertu. A skoro już pół Polski przejechałem, to mam w planie tu trochę zabawić – zaskoczył ją swoją otwartością.
Nie potrafiła go rozgryźć, jednoznacznie ocenić. Po pierwszym poznaniu rozwiał jej wyobrażenie o despotycznym mężu, jednak pojawił się jako poważny pan w garniturze, co mogło dawać błędny obraz. Teraz natomiast stawał się dla niej wielce intrygującą zagadką.
– Nie podoba ci się tu? – Agata próbowała oswoić zagubioną Darię, z której ulotniła się cała pewność siebie.
– To nie mój klimat, ale nie przejmujcie się mną, ja sobie poradzę – zapewniła.
– Daria, panikujesz, trzeba się otworzyć. Czasami można odkryć ciekawe rzeczy, na przykład drugą twarz formalistycznej szefowej – uśmiechnął się lekko do Agaty.
– Uważasz mnie za formalistkę? – zapytała zaskoczona.
– No, już nie – odpowiadał żartobliwym tonem.
– Naprawdę uważałeś mnie za bufona? – Zupełnie zaskoczyła ją otwartość, na jaką wobec siebie tak szybko się zdobyli.
– Bufona może nie, ale nie spodziewałem się, że możesz biegać w kusej sukience, w trampkach, po polu namiotowym, pośród zdziczałej młodzieży – droczył się.
– No wiesz, ja z kolei spodziewałam się zobaczyć ciebie w garniturze – wypomniała.
– No tak, pięknie.
– Zatem każdy z nas ma dwie twarze – powiedziała lekko.
– Zdecydowanie ta tutaj bardziej mi się podoba – w jego tonie było coś prowokującego, choć pozornie sprawiał przyjacielskie wrażenie.
– Mnie też.  – Uśmiechnęła się, patrząc mu w oczy.
Były intrygujące, zielono-brązowe, jasne z ciemniejszą obwódką wokół tęczówki. Był rozluźniony i z rozbawieniem droczył się z Agatą. Jego oczy wciąż się śmiały przyjaźnie na nią patrząc.
– „Sex, drugs & rock'n'roll” – Eric wykrzykiwał swoją mantrę przed każdym podejściem do zawodów na rękę, jakie panowie prowadzili wieczorami.
– Przepraszam, ale mój mąż jest po prostu wariatem – Agata nie potrafiła opanować śmiechu, który wywoływały w niej zachowania Erica.
– Ja nie dam rady, nie przejmujcie się mną, wrócę sama – Daria była gotowa uciec. Nie kryła się z tym, że w ogóle nie odnajduje się w tym miejscu wśród tych ludzi.
– Daria, nie wygłupiaj się – Antek starał się   powstrzymać.
– Naprawdę miło było mi ciebie poznać, moja siostra dużo o tobie opowiadała – zwróciła się do Agaty, wstając od stołu.
– Poczekaj, Daria – zatrzymał ją zdenerwowany Antek. – Odwiozę cię – powiedział zrezygnowany.
– Nie musisz. – Przepraszała, starając się nikogo sobą nie absorbować.
– Daj spokój. – Wstał od stołu.
Agata widziała, że wcale nie chce jej odwozić, że wolałby zostać, nie tracąc zabawy.
– Poczekajcie! – zatrzymała ich, pobudzona dziwnym instynktem, widząc, jak wstają od stołu – pojadę z wami, kupię tym pijakom piwo.
– Nie trzeba, nie przerywaj sobie zabawy – starała się powstrzymać ją skrępowana Daria.
– Jak chcesz to zapraszam – Antek zdawał się być zadowolony z jej pomysłu.
– Może zabierzmy Dorotę? – zaproponowała z troską.
– Doris zdaje się dobrze bawić, nie przeszkadzajmy jej – wskazał na żonę całującą Erica w policzek, po tym, jak ten ją przekonał, że to na pewno przyniesie mu szczęście w zmaganiach na rękę.
Agata zasłoniła oczy, udając zawstydzenie zachowaniem męża, tak naprawdę rozbawiona jego postawą i tym, jak dobrze bawiła się przy nim Dorota.
Podeszła do nich.
– Twoja siostra chce wracać, pojadę z Antkiem ją odwieźć i przy okazji dokupię piwa – wyjaśniła Dorocie. – Może chcesz jechać z nami? – zaproponowała formalnie.
– Nie, ja mogę zostać. – Zaskoczyła Agatę zdecydowaną odpowiedzią.
– Widzisz, ma pokojóweczko? – Eric klepnął żonę w tyłek. – Mam dar uwodzenia.
Agata pocałowała go namiętnie w usta i odeszła, gdy tylko uświadomiła sobie, że jej gorący pocałunek podniecił męża, rzuciła mu przy tym zalotne spojrzenie. Uwielbiała doprowadzać go do tego stanu.
– Agata, poczekaj – zatrzymała ją Dorota podbiegając i odciągając na ubocze. – Agata, ja nie mogę przyjąć od ciebie tego prezentu – powiedziała z przejęciem.
Agata od razu zrozumiała, że mówi o butach, jakie jej wysłała przed swoim wyjazdem, chcąc chociaż tak podziękować za pracę, którą ta dla niej wykonała.
– Nawet nie chcę tego słyszeć – powiedziała do Doroty, jednak wzrokiem kusiła z daleka Erica.
– Agata, nie mogę, one były bardzo drogie – dziewczyna próbowała swoimi argumentami przedrzeć się do jej świata, zupełnie nieświadoma rozgrywającej się zabawy dwojga kochanków.
– To w takim razie wyceń pracę, jaką dla mnie wykonałaś. Te buty nie mają wartości w porównaniu do twojego wkładu.
– To była dla mnie niezwykła przyjemność – powiedziała z nutą wzruszenia w głosie, czym zwróciła Agaty uwagę na tyle, że ta przestała uwodzić swojego męża, a skupiła się na koleżance .
– Tak jak dla mnie zakup dla ciebie tych butów – powiedziała jej łagodnie.
– Oddam ci za nie.
– Nawet się nie waż – ostrzegła Agata.
– To odpracuję – powiedziała nieśmiało uśmiechając się i niepewnie patrząc jej w oczy.
– To znaczy…? – zapytała z nadzieją w głosie Agata.
Dorota kiwnęła głową. Obróciła się kontrolnie, czy nikt przy nich nie stoi i nie podsłuchuje.
– Przemyślałam to, bardzo chcę dla ciebie pracować – prawie to wyszeptała.
Agata z ogromną radością ją przytuliła.
– Kobieto, nie wiesz, jak bardzo się cieszę! – Nie ukrywała euforii.
– Tylko nie rozmawiaj o tym z Antkiem, on jeszcze o niczym nie wie – prosiła ją.
– Myślisz, że może mieć coś przeciwko temu? – Spojrzała na oddalonego mężczyznę o którego obecności na chwilę zapomniała, ale on tam był nadal. Przez chwilę się nawet zastanowiła, czy był obserwatorem jej gierki z Erikem, ale szybko uświadomiła sobie, że to tak naprawdę jest bez znaczenia, gdyż była to rozgrywka z mężem.
– To nie ma znaczenia. Pamiętasz, powiedziałaś, bym najpierw się zastanowiła, czy ja tego chcę. Wiem, że chcę – mówiła z przejęciem.
– Ej, pokojówko, oddaj mi mój talizman – upomniał się Eric, który po odejściu Doroty naprawdę zaczął przegrywać.
– Nie myśl, że ci ufam i zostawię ją tak bez opieki – zagroziła, odprowadzając Dorotę na miejsce obok niego, grożąc mu palcem, który ten wymownie polizał. – Anitko – zawołała do przyjaciółki.
– Tak, Kicia? – Anita tradycyjnie drwiła z czułych zwrotów Erica.
– Bądź tak miła i zaopiekuj się Dorotą, nie pozwól by włos jej z głowy spadł, a ja wam trunków dowiozę.
– Kicia, mówisz i masz – Anita klapnęła przy stole blisko Doroty, posyłając jej swój czarujący uśmiech.
– Teraz to dopiero trzeba uważać, też jej niańkę znalazłaś – wyśmiał ją Eric. – To jak pedofilowi zostawić dziecko pod opieką.
– Nie słuchaj go! – Anita z troską przytuliła Dorotę.
– Anita! – ostrzegła ją Agata.
– Kicia, wiesz, że lecę tylko na ciebie. – Puściła oczko do Agaty.
– Dom wariatów! – krzyknęła Agata, podbiegając do Antka. – Spadajmy stąd! – Miała zupełną świadomość tego, że dla kogoś z zewnątrz ich zachowanie mogło sprawiać wrażenie dzikiej rozwiązłości.
– Co jest nie tak z tą Anitą? – spytał, gdy schodzili z piaszczystej góry.
Agata zaśmiała się na samą myśl, co za chwilę objawi Antkowi.
– Anita jest lesbijką – zachichotała – ale bez obaw. To bardzo fajna, spokojna dziewczyna, na pewno dogada się z Dorotą.
– Sypia z kobietami? – Daria była zdegustowana.
– Ja pierniczę!  – Antek spojrzał na Agatę – Jesteście bandą popaprańców: lesbijka, gang motocyklistów, laski przebrane za te, no…
– Dziwki – podpowiedziała mu usłużnie.
– A do tego twój mąż krzyczący co chwila „Sex, drugs & rock'n'roll” i zgrzewki piwa na stosach – Antek wcale nie wydawał się oburzony tą sytuacją, wręcz przeciwnie - zupełnie rozbawiony.
– Life is life, witaj w świecie Zimmerów. – Agata przestała udawać, że ją to krępuje.
– Ty tak na trzeźwo cały czas dajesz tu radę? – spytał.
– Nie – śmiała się – tylko dziś, chciałam zachować pozory – powiedziała mu szczerą prawdę.
Wyciągnęła paczkę papierosów, uświadamiając sobie, że jest pusta.
– Hej chłopaki – zatrzymała grupę młodzieńców, którzy kopali między sobą puszkę po piwie, niczym piłkę.
– Cześć, Agata! – przywitali ją chórem, a ona zdziwiona próbowała bezskutecznie przypomnieć sobie moment, w którym ich poznała.
– Macie fajki? – udała, że ich pamięta.
– Mamy, ale nie te, co ty palisz – Chłopak w podartej koszulce z napisem „Sram na to” ochoczo podał jej paczkę papierosów.
– Spoko, jestem na głodzie, mogą być wasze! – Czuła tak wielki głód nikotyny, że zapaliłaby cokolwiek, byleby tylko zawierało w sobie odrobinę uzależniającej trucizny.
– Zobaczymy się na trasie w nocy? – dopytywali, częstując ją ochoczo papierosami wszyscy naraz.
– Dzień jak co dzień, do zobaczenia – pomachała im na odchodne.
– Do zobaczenia! – krzyczeli zadowoleni.
– Znasz ich? – Antek wciąż nie potrafił uwierzyć w to wszystko. Z uwagą i nieukrywanym rozbawieniem wciąż mierzył dziewczynę lekko przymrużonymi oczyma.
– Chyba, ale nie pytaj gdzie, kiedy i jak ich poznałam – Agata świetnie się bawiła, cieszyło ją, że potrafiła tak zupełnie swobodnie zachowywać się przy Antku, nie czuła przed nim żadnego wstydu.
Agata rozglądała się po parkingu, starając się odgadnąć, który samochód należy do Zacharewicza.
Zapaliły się lampy wielkiego, ciemnego hummera. Szukała wzrokiem właściciela, dopiero po chwili uświadomiła sobie, że to samochód Antka.
– Chyba żartujesz! – krzyknęła.
Agata podbiegła do samochodu i usiadła bez zastanowienia na miejscu dla pasażera z przodu.
– Ale czad, pierwszy raz jadę hummerem! – Nie ukrywała swojego zachwytu.
– Nie mów, szefowa, że robi to na tobie wrażenie? – Udawał obojętnego, ale nie dało się ukryć, że jej ekscytacja sprawiła mu przyjemność.
– Pewnie, że robi! – Rozbawiona wyglądała przez okno.
– Ale na twoim mężu, zapewne nie? – Był lekko uszczypliwy.
Agata zamyśliła się, czy powiedzieć mu o gustach motoryzacyjnych Erica, ale wydało się jej to zbyt wydumane i niepotrzebne.
– Eric uważa, że po polskich drogach to najlepiej czołgiem jeździć – powiedziała tylko.
– Albo hummerem – dodał.
– Na to jeszcze nie wpadł, ale z ciebie snob. – Klepnęła go mocno w ramię.
– Daria, notuj, kobieta mnie bije! – Odwrócił się do zupełnie zignorowanej szwagierki.
Agata przez resztę drogi przeglądała płyty Antka, do samego końca trasy nie mogąc się zdecydować, której chce posłuchać.
Wjechali na osiedle szeregowców i tam zostawili Darię. Podjechali do dużego sklepu spożywczego, przeżywającego chyba największe oblężenie w swojej historii. Kilka osób przywitało się z nią.
– Pewnie ich też nie pamiętasz? – dokuczył jej Antek.
Wzruszyła obojętnie ramionami.
– Wielkie halo! – Rzuciła mu spojrzenie pełne udawanego oburzenia.
Kupiła ogromny zapas piwa. Gdy wymieniła liczbę puszek w sklepie rozległy się brawa.
– Pana żona to wszystko wypije? – Sprzedawca starał się być zabawny.
– O tak, moja żona jest ostrym hardcor'em – powiedział z dumą obejmując ją.
– Zastanawia mnie tylko jedna rzecz… – powiedziała, gdy wsiedli do samochodu.
– Jak my to doniesiemy? – powiedzieli równocześnie i wybuchnęli śmiechem.
– Jedyna nadzieja, że spotkamy twoich kolegów – powiedział zatroskanym głosem Antek, gdy już oboje opanowali wybuch wesołości.
– Podejrzewam, że moi koledzy nie mają samochodów na parkingu – bezradnie rozłożyła ręce.
– To może chociaż kradną wycieraczki i opychają je za piwo?
– Jest nadzieja! – Bawiła ją ta zabawa w wymianę ironicznych spostrzeżeń.
Wtedy pierwszy raz pomyślała o Antku jako materiale na dobrego przyjaciela. Nie krępowała się go i on zdawał się być z nią szczery.
Przeglądała ponownie jego płyty i coraz bardziej odnajdowała wspólne zainteresowania.
– Włącz to – poprosiła podając płytę Myslovitz .
– Cokolwiek?
– My – wskazała tytuł, po czym odśpiewała z Rojkiem cały kawałek.
Dojechali na parking.
– A czego ty na co dzień słuchasz? – spytał, gdy Agata wciąż z zafascynowaniem przeglądała jego płyty.
– Moja muzyka dzieli się na dwie kategorie: tę, której słucham i tę, której słucham, gdy nie ma przy mnie Erica.
– Zaintrygowała mnie ta bez niego – powiedział.
– Lubię te płyty, które tu masz, uwielbiam muzykę z emocjami. Zaimponowała mi płyta, którą odnalazłam u ciebie. Meshell.
– Jest zajebista.
– Tak jak i Bjork – wskazała na kolejną.
– Naprawdę lubisz Bjork? – był tym wyraźnie uradowany.
– A słyszałeś Fionę Apple?
– Nie.
– Przegram ci tę płytę, powinna ci się spodobać – zaoferowała się.
Nie miała ochoty wysiadać z samochodu, było jej dziwnie dobrze. Z wysokiego auta mogła obserwować spacerujące tłumy ludzi pogrążona w świecie muzyki.
– Ja piję piwo, im więcej wypiję teraz, tym mniej będziemy mieli do niesienia – oznajmiła, otwierając puszkę Żywca.
– Dobra, to je też luzuję bagaż. – I otworzył następną.
– A jak wrócicie? – spytała stukając w jego puszkę.
– Myślisz, że to ma znaczenie? – Spojrzał na nią porozumiewawczo.
– Tu nic nie ma znaczenia – powiedziała zdecydowanie.
– To czego słuchasz, jak nie ma Erica? – Antek powrócił do tematu..
– Faith no More, Kravitza, Ozziego, Skin – prawie wyrecytowała.
– A dlaczego twój mąż tego nie słucha?
– Kravitza uważa za popowca, na Ozzy'ego śmiertelnie się obraził, a Skin jest dla niego facetem.
– Dlaczego obraził się na Ozzy'ego? – nie krył zaciekawienia ich życiem, pasjami.
– Za opuszczenie Black Sabath i nagranie solówki, którą pogardza najbardziej na świecie. Eric wie, że jej słucham, ale wciąż nią gardzi.
– A czego słucha twój mąż? – Wwciąż zadawał jej pytania, jednak miała wrażenie, że rozmowa o muzyce sprawia mu wielką przyjemność, zresztą tak jak i jej.
– Eric słucha muzyki inaczej, wiele od niego podłapałam, kocha szwedzki zespół Sabaton, który u nas jest  zupełnie nieznany.
– Znam Sabaton – oznajmił po prostu Antek.
– Ostatnio jest pod wrażeniem Comy do tego stopnia, że na ich tekstach próbuje nauczyć się polskiego.
Wypili po trzy piwa rozmawiając tylko o muzyce, o swoich preferencjach i gustach. Agata od bardzo długiego czasu mogła wyrazić swoje pasje w ojczystym języku, opisując je najbardziej szczegółowo, jak tylko potrafiła. Gdy wysiedli z samochodu było już ciemno i pomimo ciężaru, jaki nieśli, nie prosili nikogo o pomoc, ciesząc się tak nagle odkrytą wspólną pasją.
– Powiedz mi, czy wydarzyło się coś w Tunezji? – spytała uświadamiając sobie nagle, że może Antek pomoże jej rozwikłać zagadkę związaną z niepokojącym ją zachowaniem Zuzy.
– To znaczy? – powiedział tak, jakby nie zrozumiał pytania.
– Chodzi mi o Zuzę, jest bardzo dziwna od waszego powrotu – powiedziała mu szczerze, nie kryjąc swojego zaniepokojenia.
– Co miałoby się stać? – zapytał zupełnie obojętnie.
– Tego właśnie nie wiem. Może pokłóciła się z Karolem? – dodała niepewnie sugerując mu jakąś ewentualność.
– Martwiłbym się, gdyby się z nim nie pokłóciła – zażartował Antek, by rozładować gęstniejącą atmosferę.
– Coś jej jest. – Nie poddawała się.
– To spytaj ją – zasugerował.
– Pytałam.
– I co? – Rozpoznała w nim zaciekawienie.
– Wmawia mi, że wszystko w porządku, ale za dobrze ją znam, coś ją gryzie – nie ustępowała w swoich teoriach. Miała przez chwilę wrażenie, jakby Antek się domyślał, wiedział, co wprowadziło jej przyjaciółkę w taki stan, ale chwilę po tym już nie miała takiej pewności.
– Pewnie ci powie za kilka dni – starał się pocieszyć Agatę.
– Nie sądzę, jest wyjątkowo dziwna. – Ta nie dawała się przekonać gładkim słówkom rozmówcy.
– Jest dziwna na co dzień – dokuczył.
– Ej – obruszyła się – nie zapominaj, że mówimy o mojej najlepszej przyjaciółce – upomniała.
– Ja bardzo lubię Zuzę – zapewnił. – Co nie wyklucza, że potrafi być dziwna.
– Zuzka by mnie zabiła za to, co teraz powiem, ale często w swoich zachowaniach przypomina mi Erica – wyznała to komuś pierwszy raz, ale naprawdę snuła w swojej głowie teorię, że tych dwoje nie są w stanie się zaakceptować, gdyż są zbyt do siebie podobni.
– Oj, nie mów jej tego – ostrzegł.
Wspinali się na górę z litrami piwa, gdy zaczęli odróżniać słowa w ogólnym harmidrze.
– Eric, Eric!
Spojrzeli na siebie z niedowierzaniem, gdyż skandowane słowa brzmiały zupełnie tak, jakby wykrzykiwała je Dorota, co zdawało się nieprawdopodobne. Dopiero gdy udało im się dotrzeć do szczytu, potwierdzili swoje przypuszczenia. Dorota dopóki ich nie zobaczyła odważnie wykrzykiwała imię Erica, dopingując go do walki.
Nie chcąc jej zbytnio stresować, Agata zaznaczyła swoją obecność zanim dotarli do bawiących się.
– Nadchodzi piwoooo – krzyczała, co zostało przywitane entuzjastycznym okrzykiem ze strony pozostałych obozowiczów.

Dorota była rozluźniona, a mimo to z obawą spoglądała na Antka, który łagodnie się do niej uśmiechał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz