niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 91 - Biegnij Su

Gdy uciekała z miasta, od życia, jakiego nie mogła już dłużej wieść, jej telefon wciąż dzwonił. Przecież powinien był wiedzieć, że go nie odbierze, że powiedziała mu już wszystko, a nawet więcej, niż powinna. Wydała rozkaz, jaki powinien był spełnić.
Zatrzymała się w zajeździe za miastem, wiedząc, że jest już w bezpiecznej odległości, że nie może jej już zatrzymać. Planowała wyrzucić telefon, który służył jej do kontaktowania się z Antkiem, nie był jej już potrzebny. Nagle jednak poczuła, że ten ostatni raz musi usłyszeć jego głos.
– Nie dzwoń do mnie, już wszystko ci powiedziałam! – krzyknęła z rozpaczą.
– Agata, o czym ty mówisz? – zapytał zupełnie zaskoczony, jakby nie zdając sobie sprawy z tego, co ona mówi.
– Przecież rozmawialiśmy godzinę temu! – zawołała i poczuła, jak ogarnia ją przerażenie. Coś było nie tak, czuła to.
– Agata, nie rozmawialiśmy przecież, szukam cię od rana, o czym ty mówisz? – pytał pełen konsternacji.
– Antek, dzwoniłam do ciebie, odebrałeś! – Czuła, jak świat rozpada się gwałtownie, słyszała tylko wielki hurgot przenikającego ją strachu.
– Mój telefon został w domu – powiedział wystraszony. Tak, jakby on też przeczuwał, że stało się coś złego.
– Boże, Antek, ona wszystko wie! – krzyczała w panice. – Jedź do domu, jest z nią Zuza! – Rozłączyła się.
Nerwowo wybierała numer do przyjaciółki, lecz jej dłonie drżały tak bardzo, że telefon wciąż wypadał jej z rąk.
– Zuza, biegnij do Doroty! – krzyknęła, gdy udało jej się wreszcie nawiązać połączenie. – Biegnij!
– Zwariowałaś? – Zuza niczego nie rozumiejąc oczekiwała wyjaśnień.
– Biegnij! – wrzeszczała histerycznie Agata.
Słyszała, jak ta wbiega po schodach, jak otwiera drzwi do sypialni, w której Agata zostawiła Dorotę.
– Dorota, Dorota! – słyszała spanikowany głos Zuzy. – Agata, ona nałykała się jakichś tabletek!
– Antek już jedzie – oddychała szybko.
– Agata, skąd wiedziałaś? – Zuza płakała, jakby wszystko powoli rozumiejąc.
– To moja wina, wszystko moja wina – szlochała.
Nie wiedziała kiedy, jak udało się jej dojechać. Było zimno, ale to nie miało znaczenia. Było ciemno, to również było bez sensu. W oddali zobaczyła światła i nie rozumiała dlaczego. Pamiętała, jak Jacek zapakował ją do samochodu. Jak wprowadził do domu Roksi. Nie liczyła, ile była tam minut, godzin, dni. Wszyscy czekali. Każdy telefon mógł być właśnie tym, z ulgą siadali i ciężko oddychali, próbując na nowo zebrać nadzieję potrzebną do przetrwania.
Wbiegła Ulka, krzycząc coś do Jacka. Roksi mocno ją przytuliła i pomogła wsiąść do samochodu. Ulka siedziała przy niej z tyłu, gdy Jacek prowadził.
– Musisz dać radę – pogłaskała Agatę, żegnając się z nią. – Dlaczego? Dlaczego nie powiedzieliście mi prawdy? – zapytała, jednak nikt nie udzielił jej odpowiedzi.
Ulka wysiadła. Jechali bardzo długo. Migotały światła. Było ciemno i zimno. I tak już miało być zawsze.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz