niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 96 - Pietrowa

Pietrowa była legendą, o której wszyscy słyszeli jeszcze zanim przybyła do hotelu. Gdy zjawiła się w Poznańskim Zimmer Hotel, jej osoba stała się koszmarem każdego, kto miał z nią styczność.
W sieci hoteli Zimmer praca była niebywałym prestiżem. Wrocławski obiekt obrastał w chwałę. Zdobywał większość nagród w kategorii najlepszego pracodawcy w kraju. O płacach wszyscy milczeli, jednak w świecie hotelarstwa plotkowano o niebotycznych sumach, nie tylko z napiwków. Pierwsze tygodnie działalności nie były dla personelu łatwe, jednak pozwalano im popełniać błędy, byle ich nie powtarzać. Eric Zimmer był pogodny, zabawny i nieatrakcyjny. Miał u swojego boku niewysoką dziewczynę o ładnej buzi, na którą mógł liczyć w każdej chwili. Jednak oboje zgodnie zapowiadali, że wszystko będzie dużo prostsze, gdy pojawi się współwłaścicielka hotelu, niejaka Pietrowa. Nikt nie miał pojęcia, kim była.
Po czterech miesiącach pojawiła się. Nikt nie łudził się, że jej osoba cokolwiek ułatwi.
Paraliżowała prawie wszystkich. Wysoka, szczupła, o jasnej cerze, ciemnych, gładko zaczesanych włosach, w czarnym garniturze stała w holu. Jej jasny, zimny wzrok pozbawiony emocji przeszywał każdego, kto znajdował się w jego zasięgu. Nie nawiązywała kontaktu z nikim z personelu. Jej przejście holem powodowało uczucie zimna i strachu. Nikt nie wiedział kim była, spekulowano nawet na temat jej pochodzenia. Mówiła płynnie po polsku, szwedzku, rosyjsku i angielsku. Jeżeli coś mówiła, było jasne, że to rozkaz. Nigdy nikt nie odważył się nie spełnić jej polecenia. Nigdy nie podniosła głosu, nigdy nikogo nie obraziła, nigdy nie krytykowała. Jednak kobieta, na twarzy której nikt nie zauważył nawet cienia uśmiechu, wywoływała przerażenie. Zawsze towarzyszył jej niczym wysoki cień chudy, zgarbiony blondyn w okularach. On się jej nie bał wcale. Zdarzało się, że patrzył na nią z pogardą, albo wychodził bez słowa w trakcie kawy, raz przeklął nawet pod jej adresem, co udało się komuś podsłuchać. Ona mu na to wszystko pozwalała, nie reagowała, nie unicestwiła swoim zimnym spojrzeniem. Eric Zimmer był jak zahipnotyzowany, wpatrywał się w nią jak w dzieło sztuki, jak w nadprzyrodzone zjawisko. Nikt nie potrafił pojąć, czym go przyciąga Królowa Lodu.
O Agacie Pietrowej krążyły nieprawdopodobne historie. Mówiono o domu, jaki kupiła pod Poznaniem. Kazała w nim zburzyć murowany, piękny taras, a zastąpić drewnianym i zrobić to tak, by trzeszczał, gdy po nim przechodziła, miał sprawiać wrażenie zdewastowanego.
Nie piła alkoholu. Wypalała dziesiątki papierosów.
Choć mijał rok od jej przybycia, jej pojawienie się w hotelu wciąż niezmiennie wywoływało jedno. Lęk. Jedyne, co w tym było pocieszające to to, że bardzo rzadko wychodziła ze swojego gabinetu. Codziennie o trzynastej regularnie szła do restauracji na kawę ze swoim Cieniem. Wychodziła z pracy o osiemnastej piętnaście. Zostawiała klucz w recepcji i z trudem wypowiadała „do widzenia”. Za nią podążał niczym nie przejęty chłopak w rozciągniętym swetrze, z laptopem w torbie. Mówiono na niego Piesek, Dostawca niewinnych dzieci na rzeź, Pogromca wampirów, Przyjaciel zombie.

I choć każdy miał ją za pozbawioną uczuć, wrażeń, emocji, nie znał cienia prawdy. Nikt nie wiedział, jak bardzo walczyła ze snem, jak przez pół nocy przesadzała kwiaty, by nie usnąć, by nie zatracać się w cierpieniu tak wielkim, tak bolesnym, wyraźnym, jakiego nikt z nich nie potrafił pojąć, jakiego nikt nie był w stanie przeżyć. Ona z tym żyła każdej nocy. Potem walczyła, by się nie obudzić, by świat z jej snu ją pochłonął. Nikt nie widział, gdy nad ranem do jej pokoju wchodził Cień, jak wybudzał ją z przeraźliwego krzyku, błagalnego wyznania. Jak wycierał jej twarz mokrym ręcznikiem, jak zgiętą w pół prowadził do łazienki. Tylko on słyszał jej wyznania, jej westchnienia. Jak krzyczała za oddalającym się snem, światem Morfeusza. Jak łkała: „bardziej się nie da”. Nikt nie wiedział, że nie potrafiła oddychać, że było jej zimno. Każdy jej dzień był walką ze sobą, by się nie poddać, by wstać, by iść, by być. Tylko po to, by on mógł odzyskać blask swoich oczu, by jego chłopięce spojrzenie odżyło, by mógł nimi okalać jasnowłose dziewczynki, by z czułością przytulał ich matkę.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz