wtorek, 21 stycznia 2014

Papier, kamień czy nożyce (część 2)


cd... (poprzednia część)
Pewnego słonecznego dnia udało nam się wreszcie spotkać. Przez dwa lata wirtualnej znajomości okazało się, że bardzo dużo o sobie wiemy, wiele w życiu przeszłyśmy, pokonałyśmy niezliczoną ilość przeszkód (Ale jesteśmy twarde, haha ;) ). Nie jestem szczególnie przesądna, ale nauczona doświadczeniem - wiem, że pewne osoby pojawiają się właśnie po coś, nie tylko by zająć wolną przestrzeń i jestem pewna, że Halina tę moją teorię potwierdziła. Siedząc na gorzowskim bulwarze (coraz ładniejszym, zwłaszcza latem), na tarasie mojego ulubionego lokalu (i tu następuje lokowanie produktu – Livingroom), patrząc na Wartę i zagorzałych kibiców „Stali” tłumnie zmierzającym na kolejne zawody, planowałyśmy co dalej…
I tak oto pojawił się w naszej historii w historii Bobby…
Dlaczego właśnie on? To proste, ponieważ nie mógł być to nikt inny.
Jak tylko powstała w nas myśl o publikowaniu książki w Internecie, to oczywistą kontynuacją tej myśli był Bobby.

Znamy się milion lat, mamy podobne irracjonalne poczucie humoru, lubimy się, do tego Bob oporny jest na moje wdzięki i co najważniejsze on potrafi wszystko (pod warunkiem, że mu się chce).
Zaprosiłam go na pizze (do lokowanego nadwarciańskiego produktu) i tam zawstydzona wybełkotałam – napisałam książkę, jest już skorygowana, nie chce mi się szukać wydawnictwa, a i tak pewnie nikt nie będzie chciał jej wydać, bo jest za długa (i takie tam), dlatego chcę ją puścić w necie, ratuj…. – i niczym kot ze Shreka wpatrywałam się w niego pełna nadziei.
Bobby ochłonął po chwili szoku, zapisał coś w swoim elektronicznym notesie, postukał w klawisze i po kilku minutach oznajmił, że nazwę zarezerwował, że wykupił coś tam, coś i jeszcze coś i że w to wchodzi. Na potwierdzenie wiary w sens zapłacił za pizzę, na którą był zaproszony :).
I tu zaczęła się główna rozgrywka „papier, kamień czy nożyce” (było nas trzech w każdym z nas inne krew, ale jeden przyświecał nam cel).
Po tym jak Bobby w kolejnym starciu ( Halina była nożycami, on kamieniem; ja byłam kamieniem, on papierem) wygrał, uznałyśmy, że może (pozorne) podporządkowanie się władzy dyktatora (czytaj: administratora bloga) ma jakiś sens. Podobno wszystko ma sens, ale to dopiero się okaże.
Blog jest dla nas wielką przygodą. Każdy z nas wkłada w niego ogrom emocji, pasji i nadziei. To co dzieje poza nim, jest oczywistą historią w historii (bardzo fajną i naprawdę śmieszną). I choć o większości naszych działań decyduje „papier, kamień czy nożyce” to nie zwalniamy tempa, rywalizacja nas mobilizuje (Halinę i mnie by wyszło na nasze, Bobbyemu, by utrzymał swoją pozycję – i tu powinien powstać nawias w nawiasie, czego word nie przewidział, więc zastąpiony został myślnikiem – łaskawie darowaną).

Prawda jest taka, że Bobby jest cudotwórcą. My sobie wymyślamy, co tylko chcemy, a on niczym Święty Mikołaj (z lekka opryskliwy, gburowaty i wulgarny) spełnia nasze zachcianki. Regularnie dochodzi do starcia dziewczyny kontra chłopak, ale po wysłuchaniu kilku – „piii ogarnijcie się piiii” z białą flagą realizujemy kolejny pomysł. Owszem jesteśmy słodkie - trudno nam odmówić, ale on jako jeden z nielicznych nie tylko mówi, że może, on naprawdę realizuje nasze fanaberie…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz