piątek, 24 marca 2017

Rozdział 10 - Camilla.

Po tradycyjnym przyjęciu świątecznym Camilla wychodziła z biura jako ostatnia.
Nie była w dobrym nastroju. Następnego dnia musiała spakować swoją torbę podróżną i po kilku godzinach wylądować na zimnej ojczystej ziemi. Cieszyła się upałem, jaki innym osobom poważnie doskwierał, starając się by całe jej ciało, każda jego komórka, zapamiętała to błogie uczucie niejako „na zapas”.
Gdy wyszła z budynku zobaczyła, że na parkingu stoi kobieta o jasnych długich włosach.
Jej twarz przysłaniały wielkie okulary przeciwsłoneczne. Camilla nie była zaskoczona, spodziewała się tej wizyty. Tak naprawdę już od pewnego czasu zastanawiała się, dlaczego jeszcze się nie pojawiła, tak jak zapowiadał to Oskar.
- Jak śmiesz zbliżać się do mojej córki! – krzyknęła ze złością podchodząc do Camilli. Zdjąwszy okulary odsłoniła duże, brązowe oczy, które Camilla tak dobrze znała. Te oczy były dziedzictwem po Oskarze.
- Witaj, Lindo – odpowiedziała ze spokojem.
- Jakim prawem się wtrącasz? Nikt ciebie o to nie prosił! Do tego ją straszysz! – wykrzykiwała oskarżenia pod adresem Camilli.
- Lindo, proszę cię, nie rób scen. – skarciła ją delikatnie, ale stanowczo. – Już dawno chciałam z tobą porozmawiać – mówiła spokojnie, jakby tłumaczyła coś dziecku.
- Ja mam ci tylko jedno do powiedzenia! – Linda zadarła głowę, by patrzeć Camilli w oczy. - Nie zbliżaj się do mojego dziecka! – Obróciła się i głośno stukając obcasami udała się w kierunku swojego sportowego auta.
- Nie, Linda. – Camilla szła za nią z opanowaniem znosząc zachowanie kobiety.
- Zajmij się swoją pracą, nie niszcz życia innym. – Linda zatrzymała się, odwróciła się szybko i rzuciła jej spojrzenie pełne pretensji.
- O czym ty mówisz? – udała zaskoczenie Camilla. – Ona sama się niszczy, a ty jej na to pozwalasz. Nie widzisz tego?
- Nie jesteś w stanie nawet pojąć tego, co to dziecko przeżyło – mówiła łamiącym się głosem.
Camilla nie mogła okazać Lindzie cienia współczucia, pouczona przez Oskara, że musi od razu przejąć kontrolę nad jego córką, nie ulegając jej zachowaniom, nawet gdyby ją poruszały.
- Lindo, wiem wszystko od twojego ojca. – Patrzyła jej w oczy.
- Jak…?
Linda była do głębi zdruzgotana tym, co usłyszała. Camilla znała jej wielką tajemnicę. Wstrząsnęło to nią tak, ponieważ musiała zakładać, że jest jedyną osobą znającą pełną prawdę o Ninie.
- Ona potrzebuje mojej pomocy bardziej, niż mogłam przypuszczać. – Camilla starała się przekonać spanikowaną kobietę o szczerości swoich intencji.
- Nie jesteś w stanie jej pomóc, mój ojciec łudził się przez tyle lat, ona po prostu taka jest – nie dopuszczała do siebie głosu z zewnątrz, gotowa zatracić się zupełnie, by chronić córkę przed całym światem usprawiedliwiając jej wszystkie zachowania, nawet te powszechnie nieakceptowalne.
- Twój ojciec jako jedyny miał na nią wpływ, dlatego tak bardzo przeżyła jego odejście.
- Ona załamuje się, gdy ktoś odchodzi, ze śmiercią Richarda też długo nie mogła się pogodzić. Znam ją najlepiej, wiem, czego potrzebuje.
- Wiesz, że ma wymyśloną przyjaciółkę, nazywa ją Nina 2 i uważa, że jest do niej łudząco podobna? – Camilla starała się być jak najbardziej stanowcza. - To ci powinno wystarczyć, by błagać mnie o pomoc!
- Powiedziała ci to? – zapytała Linda z przejęciem, ścierając łzy z policzków.
Oskar doskonale przygotował Camillę na wszystkie niebanalne zachowania jego córki. Wiedziała, czego się spodziewać i choć planowała zupełnie inaczej postąpić z niefrasobliwą Lindą, teraz po raz kolejny musiała przyznać, iż to właśnie starzec miał rację. Linda pomimo wzburzenia zaczynała się poddawać, z trudem ukrywając malującą się na jej twarzy ulgę, że nie jest już sama z tym wszystkim. Camilla nie przepadała za lekkomyślną córką swojego przełożonego, a tym samym rozkapryszoną żoną swojego przyjaciela, Richarda, jednak musiała z nią współpracować.
- Linda, musisz mi pomóc. Jeśli tylko będziemy działać razem, może nam się udać – przekonywała.
Linda z rezygnacją wyjęła opakowanie papierosów i poczęstowała Camillę.
- Jak mogę pomóc? – zapytała cicho po chwili milczenia nerwowo się zaciągając.
- Będziesz przychodziła do mnie na terapię. Nauczę cię, jak z nią postępować. To mi ułatwi pracę – instruowała kobietę.
- Co jeszcze ci mówiła? – zapytała z przejęciem Linda, gdy już trochę ochłonęła.
- Nie mogę ci nic więcej powiedzieć. Zaufaj mi – poprosiła z nadzieją.
- Od jak dawna wiesz? – uważnie patrzyła na Camillę jakby próbując wyczytać odpowiedź z jej twarzy.
- Twój ojciec od wielu lat mnie do tego przygotowywał, ale wciąż nie miał odwagi uznać, że to ten moment. Teraz nie możemy już czekać, Lindo – patrzyła w jej brązowe oczy i widziała w nich już nie pewnego Oskara, a zagubioną Ninę. – Ktoś jej szuka – zdradziła.
- Znajdzie ją? – kobietę na nowo opanowywała panika.
- Twój ojciec uważał, że znajdzie. – Musiała uświadomić matce Niny powagę sytuacji zmuszając ją tym do rozwagi.
- Dlaczego jej szuka? – niedorzecznie pytała.
- Nie wiem do końca, dlaczego jej szuka, ale musimy ją wcześniej na to przygotować.
- Ma się wszystkiego dowiedzieć? – Ręce Lindy drżały.
- Lindo, to wszystko co się z nią dzieje ma bezpośredni związek z tym, że nie wie kim jest – Camilla nie dawała za wygraną.
- Kiedy chcesz jej o tym powiedzieć?
- Przed nami długa droga, Może to potrwać rok, dwa, a nawet więcej.
- Tak długo? A jeśli ten ktoś ją znajdzie zanim Nina się dowie? – widać było, że walczą w niej dziesiątki skrajnych emocji i na nowo stawała się nie zagubioną kobietą, a dziewczynką.
- Wydaje mi się, że uda mi się go powstrzymać – uspokajała ją Camilla.
- To dlaczego od razu go nie zabijemy? Wydaj zlecenie! – Linda ożywiła się wyraźnie, nabrała nadziei, gotowa na najbardziej drastyczne rozwiązania, by tylko chronić córkę.
- Nie o tym mówię. – Camilla bezlitośnie pozbawiła ją złudzeń. - Lindo, naprawdę musisz mi pomóc.

- Dobrze. Co mam robić? – zapytała opierając się z rezygnacją o swój czerwony samochód i gasząc niedopałek pod eleganckim butem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz