piątek, 24 marca 2017

Rozdział 12 - Zmiana planów.

Stała nieruchomo nad brzegiem oceanu. Nie wyczekiwała, nie wypatrywała go, była spokojna i pewna, że się pojawi. Nie okazała cienia emocji, gdy nagle przy niej stanął.
- Cześć – powiedziała swobodnie i spojrzała obojętnie na Luke'a.
- Pięknie wyglądasz. – Pocałował ją w policzek.
Nagle poczuła narastającą w niej złość. Nie chciała jego obłudnych słów, gestów, na które silił się tylko po to, by ją mógł uwieść. Tego dnia nie wyglądała pięknie, nie musiała, bo i bez tego był jej.
- Co słychać? – spytała siląc się na naturalność. Przywołała się do porządku, uśmiechnęła się, przypominając sobie, czego musi dokonać, co udowodnić.
- Naprawdę chcesz tego słuchać? – zapytał zrezygnowany.

- Naprawdę. – Roześmiała się idąc w kierunku drewnianego domu przy plaży.
Włączyła muzykę i zaczęła tańczyć.
Nie patrzył na nią jak Will, nie patrzył nawet jak Tim.
On szukał w niej ucieczki, zapomnienia, od swojego nudnego, unormowanego życia.
Podszedł i próbował ją pocałować, ale odsunęła się od niego.
- O co ci chodzi? – zapytał zaskoczony.
- Zawieź mnie do domu, do mamy – pewnie zadecydowała.
- Do domu? – upewnił się. Był wyraźnie zawiedziony.
Przez całą drogę realizowała swój plan. Uwodziła każdym spojrzeniem, gestem, powodując w nim obsesyjne pożądanie, a potem odsuwała jego dłoń.
- Bądź u mnie za godzinę – nachyliła się nad nim kusząco udając, że się poddała, po czym wyzywająco wzięła do ust jego palec, doprowadzając go tym do szaleństwa.
Tak, jak zakładała, pojawił się o wyznaczonym czasie.
Nie czuła tego, co zawsze, nawet zemsta miała błahe znaczenie. Opanowała go prawdziwa furia, gdy zdjęła sukienkę. Krzyczał z podniecenia gdy była na nim. Wyznawał najbardziej wyczekiwane słowa, a ona pierwszy raz poczuła się z tym źle.
- Co dalej? – zapytała z trudem go od siebie odciągając.
- O co ci chodzi? – nie rozumiał pytania.
- Pytam co dalej, kiedy ją zostawisz, kiedy do mnie wrócisz? – Z pogardą obserwowała zaskoczenie i konsternację malującą się na jego twarzy.
- Nina... – wybełkotał.
- Co: Nina? – Zerwała się z łóżka. – Masz mnie za dziwkę? – udawała urażoną. – Ty gnoju! – Uderzała w niego pięściami z fałszywą furią.
- Uspokój się! – Próbował nad nią zapanować, by jej głos nie niósł się zbyt daleko, nie dotarł do sąsiedniego domu.
- Wynoś się! – Stała nad nim. – Won! – Wskazywała rozkazująco na drzwi swojego pokoju.
Próbował się ubrać, ale nie pozwalała mu na to, krzycząc obsesyjnie. Wybiegł w samych bokserkach, które szczęśliwie w ostatniej chwili udało mu się odnaleźć na podłodze.
- Ty dupku! – krzyczała spektakularnie wzbudzając najpierw poruszenie w domu, a następnie na ulicy.
Nie obchodziło ją to, że ma na sobie tylko koszulkę i stringi. Wszyscy musieli to zobaczyć, by nie mieć wątpliwości, co wydarzyło między nimi chwilę wcześniej. Stała na środku ulicy, do której przylegały piękne domy, rezydencje wpływowych, bogatych ludzi zamieszkujących to snobistyczne miasto.
- Ty chory padalcu! – wrzeszczała ostentacyjnie wzbudzając coraz większe zainteresowanie.
- Co ty robisz? – szeptał przerażony.
- Obiecałeś być ze mną! – Udawała zrozpaczoną.
- Nic ci nie obiecałem, co ty wyrabiasz? – bronił się.
- To dlaczego wciąż do mnie wracasz? – Uklękła na środku ulicy zanosząc się spazmatycznym płaczem. – Dlaczego zostawiasz swoją żonę i do mnie przychodzisz? – krzyczała tak głośno, by każde słowo było doskonale słyszalne.
- Nina, nie wiem o czym mówisz...
- O tym, co dziś mi mówiłeś, że nie kochasz swojej żony, że popełniłeś największy błąd swojego życia poślubiając ją, że jesteś przy niej tylko z powodu dzieci! – z pełną premedytacją przytaczała słowa, które w uniesieniu szeptał jej do ucha. – Mówiłeś, że jest drętwa, nie całuje jak ja! Nie jest mną!
Próbował uciec, ale uświadomił sobie zainteresowanie, jakie wzbudzili.
Przed domem jego rodziców stała Trinny. Kuliła się ze wstydu, patrzyła w szoku to na męża, to na Ninę. Nietrudno się domyślić, że było to największe upokorzenie w jej życiu.
- Ona jest wariatką! – krzyknął patrząc na powiększające się grono sąsiadów żądnych sensacji. Liczył w desperacji, że opinia Niny uważanej za szaloną w czymkolwiek go usprawiedliwi.
- Obiecałeś! – Usiadła na środku ulicy wywołując szczerą litość we wszystkich, którzy ich obserwowali. – Luke! – wołała go. – Luke! – Wstała i zaczęła biec za nim.
- Odwal się! – rzucił wbiegając do domu.
- I tak do mnie wrócisz – powiedziała cicho tak, by usłyszała to tylko jedna osoba. – Zawsze wracasz. – Z lekką ironią spojrzała na Trinny, po czym zaczęła na nowo odgrywać swój spektakl.

O poranku, gdy osiedle jeszcze spało, patrzyła z satysfakcją zza zasłony, jak Luke i Trinny ukradkiem, w pośpiechu, pakują się do samochodu.
- Luke! – krzyknęła z aktorską rozpaczą przez okno swojej sypialni budząc tym samym sąsiadów, którzy od tej chwili z zainteresowaniem obserwowali, jak tamci uciekają.
Spojrzała z uśmiechem spełnienia w lustro.
- Co ty na to? – zapytała Ninę 2.
- Byłaś boska! – Polizała jej tatuaż.
- Jutro wracamy do domu. – Pogłaskała ją delikatnie całując w policzek.
- Do domu? – Nina 2 spojrzała na nią z nadzieją.
- Może zostaniemy tam już na zawsze? – Zamyśliła się z sentymentem.

Był Sylwester. Obiecała sobie, że zdąży wrócić do końca roku, miała więc mało czasu - musiała wszystkiego dokonać tego dnia.
Zadzwoniła do Tima, ale jej odmówił tłumacząc, że musi udobruchać swoją dziewczynę.
Pojechała do domu na plaży, by go posprzątać. W sąsiednim domu zaczęli pojawiać się goście, widziała, jak przywożą drewno na ognisko. Nie potrzebowała Tima, by doprowadzić swój plan do finału. Założyła bluzę Willa, by to właśnie w niej ją zabrali. Chciała ją mieć tam, po drugiej stronie, by przypominała jej ten jeden tak nieprawdopodobny wieczór. Jego zapach był spokojem. Pragnęła na zawsze zapamiętać to niebieskie, pełne tęsknoty spojrzenie. Podeszła do śmietnika, z trudem ciągnąc worek pełen butelek, pozostałość po pamiętnej nocy.
- Cześć. – Will wziął z od niej worek i wrzucił go do kontenera.
- Co tu robisz? – Wpatrywała się w niego zaskoczona.
- Czekam na ciebie – wyznał.
- Po co? – Nagle opanowała ją złość, zaczęła szybkim krokiem iść w stronę drzwi. Zaczęła się bać, że on może stać się przeszkodą w powrocie do domu.
- Sam tego nie rozumiem. Nie potrafię inaczej. – Wszedł za nią do środka.
- Wracaj do siebie. – Była zła, bo nagle sprawił, że jej plan się zacierał. Targana szalejącymi w niej zupełnie sprzecznymi emocjami trzasnęła mocno drzwiami spektakularnie okazując mu swoje niezadowolenie.
Nie przejmował się jej złością. Usiadł na podłodze i patrzył z lekko kpiącym uśmiechem jak sprząta, nerwowo ustawia przedmioty na swoim miejscu, nie patrzy na niego. Powoli ogarniała ją furia, a on zdawał się mieć niezłą frajdę.
- Dobrze się bawisz? – Stanęła nad nim w bojowej pozie.
- Tak, jak dawno się nie bawiłem. – Nie dawał się spławić.
- Powinieneś już wracać do swojego świata, pewnie masz na dzisiejszą noc zaplanowany bal. – Nie mogła pozwolić sobie na słabość, jaką on okazał, musiała zmusić go do kapitulacji.
- Pewnie tak. – Patrzył na nią tak, jak tego potrzebowała. – Ale nie pojawię się na nim, chcę być tu. Z tobą.
- Will, ja nie jestem tą twoją Taszą – przekonywała.
- Wiem. – Spojrzał z wyrzutem, któremu się oddała. Oparta o ścianę z zamkniętymi oczyma próbowała wskrzesić w sobie siłę do pokonania tego mężczyzny, jednak stawała się całkowicie bezwolna.
– Nina. Masz plany na ten wieczór? – zapytał niemal błagalnym tonem.
- Miałam. – Usiadła zrezygnowana nie potrafiąc mu odmówić. Ta bezsilność doprowadzała ją do szaleństwa i tylko to, że była spowodowana czymś, czego nie potrafiła zidentyfikować powodowało, że nie czuła się kompletnie stracona. Nie miało dla niej znaczenia kim on jest i co osiągnął. Miał coś, czego potrzebowała bardziej, niż mogła to zrozumieć.
Wyjęła z pudła ozdoby i bez słowa stroili dom. Choć było to obłędem, zdawało jej się, że zna go całe swoje życie i że dla niego pozbawiona jest tajemnic. Włączyła muzykę ABBY. Wyjęła kilka butelek wina z piwnicy i usiadła do stołu. Nie miała balowej sukni, makijażu, ułożonych włosów. On miał na sobie niewyprasowany t-shirt.
Wstał i wyciągnął do niej rękę zapraszając do tańca. Zaprzeczyła ruchem głowy. Stał wciąż i czekał cierpliwie, jakby ją znał całe wieki i wiedział, że ulegnie. Poddała się. Tańczyła z Williamem Hustlerem, ale zapomniała kim on jest, kogo pożąda. Dla niej był Willem. Nie odzywała się do niego przez kilka godzin, mimo to oboje bawili się wyśmienicie.
- Nina, a kiedy zaczniesz ze mną rozmawiać? – zapytał obojętnie przed północą.
- Nie mam tego w planach – wyznała obojętnie.
- Rozumiem. – Nie naciskał.
O północy otworzyli szampana, nie składali sobie życzeń, nie tańczyli, nie zadawali sobie żadnych pytań. Poszli na plażę. Spacerowali wpatrując się w niebo rozjaśnione blaskiem petard. W oddali płonęło ognisko i zanim zdążył przeszyć ją lęk, on objął ją i prowadził w przeciwnym kierunku. Nie chciała mu okazać poruszenia tym, że zapamiętał jej fobię, jej wielki strach przed ogniem i umiał ją ochronić.
Wszedł do wody i zaczął ją ochlapywać. Usiadła na piasku i z sarkazmem mu się przyglądała, z niedowierzaniem kręcąc głową. Z uporem trwała w milczeniu. Nie miała zamiaru się poddać, podobała jej się ta cisza. Ona wyzwalała magię w ich relacji.
Usiadł na brzegu i zaczął lepić zamek z pisaku. Nie radził sobie. Przysiadła się bliżej i mu pomogła. Spojrzała na światła miasta, tak dalekie, tak zapomniane. Jej życiem stała się plaża, piasek. Próbowała dostrzec miejsce, w którym powinna była leżeć zapięta w skórzane pasy i czuć się spełniona.
Gdy się obudziła nie było białych ścian, nie było Maggie, Frankie. Pod ścianą siedział Will i uwierzyła, że czeka, by się zbudziła, by otworzyła oczy. Obróciła się na drugi bok nie chcąc na niego patrzeć.
- Co zjesz na śniadanie? – zapytał wciąż nie przejmując się jej uporem, niedorzecznym buntem.
- Cokolwiek – powiedziała.
Dostała to, czego najbardziej pragnęła - naleśniki. Otworzyła usta ze zdumienia. Ktoś z niej kpił, ale nie mogła pojąć kto i dlaczego. Obok na talerzu leżał obrany czerwony grapefruit.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz