niedziela, 5 marca 2017

Rozdział 2 - Układ.

Camilla wskazała fotel, w którym Nina wygodnie się rozsiadła.
- Podejmę terapię – zaczęła Nina głośno. – Ale musisz mnie wyciągnąć stąd do świąt – postanowiła od razu postawić warunki.
- Nie mogę tego obiecać.
- To nie wchodzę w to. – Nina wstała, gotowa do wyjścia. Tylko szantażem mogła cokolwiek zdziałać i nie zawahała się z tego wyjścia skorzystać.
- Twoja terapia nie ma szans zakończyć się do świąt – zatrzymała ją Camilla, dając tym wielką satysfakcję Ninie. Nie dała jednak nic po sobie poznać chcąc utrzymać psycholog w przekonaniu, że jest górą. Choć sama myśl o tym, że ktokolwiek mógłby nad nią zapanować, okiełznać jej dążenia, powodowała jej niebywałe rozbawienie, jednak dla osiągnięcia swojego celu potrafiła wiele poświęcić.
- Nie chcę kończyć terapii do świąt. Chcę stąd wyjść do świąt – zaznaczyła dosadnie.
- Przerwiesz ją, jak tylko osiągniesz swój cel? – Camilla nie była aż tak naiwna, jak cała reszta terapeutów, jednak to nie powodowało najmniejszych obaw Niny.

- Tak robiłam do tej pory – przytaknęła szczerze siadając z powrotem w fotelu naprzeciw terapeutki.
- Jeżeli ją przerwiesz, wrócisz tu – ostrzegła ją groźnie Camilla.
- Zgoda. – Ninę nie obchodziły dalsze konsekwencje.
- A potem do więzienia – zagroziła.
- Zgoda – powtórzyła, myśląc krótkowzrocznie tylko o tym jednym wieczorze i kolejnym doniosłym akcie zemsty.
- Musisz być ze mną szczera. Rozpoznam, gdy mnie okłamiesz – Camilla przedstawiała zasady.
- W takim układzie będą chwile, gdy ci nie odpowiem – zapowiedziała. – Skoro nie pozwalasz mi kłamać, musisz zrozumieć, że potrzebuję czasu, by się otworzyć – zwodziła kobietę tym, że niby poważnie traktuje jej zasady.
- Zgoda, ale zaczniemy od spraw, z którymi nie powinnaś mieć oporów – powiedziała podając jej lusterko. – Nie patrz w nie jeszcze. – Spokojnie rozsiadła się w wysokim fotelu. – Powiedz, co sama myślisz o sobie, co o sobie wiesz?
Nina ostatkiem sił powstrzymała chęć parsknięcia Camilli prosto w twarz, ale musiała pamiętać, by zwieść ją staranniej niż poprzednich lekarzy, bo ta była chyba trochę bystrzejsza, uważniejsza.
- Nazywam się Nina Flyyn, mam trzydzieści trzy lata i jestem wariatką – mówiąc to patrzyła jej pewnie w oczy.
- Za mało.
- Panicznie boję się ognia, kocham konie, dobrze śpiewam – kontynuowała zdradzając jej prawdziwe fakty o sobie.
- Lubisz siebie?
- Nie wiem. – Wzruszyła obojętnie ramionami. Zaskoczona tym pytaniem próbowała zrozumieć taktykę obraną przez psycholożkę. Nikt wcześniej nie zadał jej tak dziwnego pytania. Akceptowała siebie taką, jaką była. Ale czy siebie lubiła?
- Ile razy lądowałaś w zakładzie?
- Nie liczę tego. – Zamyśliła się. – Kilka.
- Dlaczego boisz się ognia? – Camilla niby chaotycznie zadawała pytania, jednak Nina czuła, że traci kontrolę, czujność w swoich odpowiedziach.
- Nie pamiętam tego, ale gdy miałam niecałe trzy lata spłonął nasz dom w Bostonie i chyba stąd wzięła się moja trauma – opowiedziała szczerze. Matka, ojciec i dziadek zgodnie twierdzili, że właśnie to wydarzenie musiało wywrzeć tak wielkie piętno na jej psychice.
- Jakie masz pierwsze wspomnienie z dzieciństwa?
- Nie pamiętam Bostonu, pamiętam nasz dom tutaj. – Zastanowiła się chwilę. – Miałam wymyśloną przyjaciółkę, nie bawiłam się z prawdziwymi dziewczynkami, tylko z nią – chciała zaszokować Camillę tym wyznaniem, dać jej coś, czego nie dała innym terapeutom, by ta w zamian odwdzięczyła się, zwracając jej wolność.
- Miała jakieś imię?
Psycholog wcale nie wyglądała na zachwyconą faktem, że Nina zdradziła jej swój sekret. Wręcz przeciwnie, nadal beznamiętnie sporządzała swoje notatki. Dziewczyna poczuła się lekko urażona, widząc, że Camilla zdaje się nawet nie do końca jej słuchać.
- Mówiłam do niej Nina 2, bo wyobraziłam sobie, że jest taka sama jak ja. – Patrzyła wyczekująco licząc, że tym razem kobieta okaże choć cień zaskoczenia jej pokręconą psychiką.
- Ile miałaś wtedy lat? – zapytała ta lekko znudzonym tonem.
- Nie chodziłam jeszcze do szkoły.
- Jak długo z nią się bawiłaś?
- Długo. Jeszcze jak dorastałam i nie radziłam sobie z problemami, na nowo ją przywoływałam.
- Kiedy ostatni raz?
- Niedawno, gdy zmarł mój dziadek. – Zagryzła wargi. Biła się w myślach, karciła za zbyt wielką wylewność, jednak to było od niej silniejsze.
- Po co ci ona? – zapytała Camilla nareszcie patrząc uważnie na Ninę.
- Nie wiem, jeśli jest przy mnie, po prostu nie czuję się samotna – gdy tylko wypowiedziała te słowa poczuła, że kobieta ma nad nią przewagę.
- Jesteś samotna?
Nina wzruszyła ramionami, a tak naprawdę była gotowa uderzyć głową w ścianę próbując tym przywołać się do zachowania rozwagi, czujności i wyrachowania, które traciła z każdym kolejnym pytaniem.
- Nina, spójrz w lusterko – poprosiła Camilla dość sprytnie wyrywając Ninę z zacietrzewienia, jakie zaczynało ją dopadać. – Patrz na siebie.
Zrobiła to, o co ją poprosiła. Na oddziale nie było luster, od kilku dni nie widziała siebie.
- Powiedz, co widzisz – po chwili odezwała się Camilla
- Swój odrost – zaśmiała się wskazując na kasztanowe włosy, które delikatnie odznaczały się na jasnych, długich, lekko falujących włosach. Matka zapewne od razu po wyjściu ze szpitala w pierwszej kolejności zaprowadzi ją do fryzjera - pomyślała.
Patrzyła na swoją twarz. Nie potrzebowała jeszcze zabiegu chirurga. Odkąd pamiętała, matka kryła ją przed słońcem, by jej ciało, tak podatne na piegi, nie było narażone na promienie słońca. Dzięki temu jej twarz nie potrzebowała interwencji. Dotknęła swojego lekko zadartego nosa, nacisnęła go tak, jak kiedyś robił to jej ojciec. Nie miała pojęcia czy jest ładna, przeciętna, brzydka. Choć tego nie potrafiła tego ocenić, była pewna, że jest brzydka, skoro Luke ją zostawił dla Trinny. Matka miała obsesję na punkcie wyglądu - i swojego, i jej. Wciąż dbała o jej włosy, paznokcie, ciało. Poddawała się temu, bo chciała być jak ona, udawała, że taką jest. Spojrzała w swoje oczy i zobaczyła w nich nie tylko swoją matkę, ale i dziadka. Były duże i brązowe, patrząc w nie, poczuła spokój.
- Mam ładne oczy – powiedziała.
- Tak, to prawda. – Camilla lekko się uśmiechnęła wpatrując się w nie. – Są piękne.
- Pomożesz mi stąd wyjść? – Poczuła, że odzyskała na chwilę przewagę, ponieważ jej oczy z niewiadomego powodu robiły na terapeutce wrażenie. Przybrała najbardziej pokorną minę, jaką umiała i patrzyła na nią z nadzieją. - Powiesz mi, dlaczego tak nagle tego zapragnęłaś? – Camilla nie była naiwna, próbowała dociec do prawdy.
- Mogłabym ci powiedzieć, że zależy mi by na święta być z matką. Straciła niedawno ojca, od siedmiu lat jest wdową, ale to nie tylko to – celowo podchodziła terapeutkę.
- A co?
- Nie mogę kłamać, więc nie powiem ci tego dziś. – Musiała spokojnie przemyśleć i obrać strategię postępowania z tą kobietą, by umiejętnie ją oszukiwać w celu osiągnięcia wolności.
- Rozumiem. – Camilla zdawała się być usatysfakcjonowana jej odpowiedzią – Nina, postaram się.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz