niedziela, 5 marca 2017

Rozdział 3 - Idol.

Od dawna nie czuła się tak bardzo spokojna, wręcz wyciszona. Wracała korytarzem do pokoju i wciąż rozmyślała o rozmowie z Camillą. Powoli zaczynała wierzyć w to, że nowa terapeutka jest lepsza od tych, z którymi do tej pory przyszło jej pracować. W oczach i postawie Camilli wyczuwała coś, co zmuszało ją do tego, by mówić prawdę. Rozmowa toczyła się tak naturalnie, że Nina, zanim zdążyła się zastanowić nad jakąś perfidną odpowiedzią, zwierzała się, w dodatku chyba sprawiało jej to przyjemność. Ganiła się za to, do tej pory jej sesje polegały na opowiadaniu przeróżnych historii, byle tylko poniżyć terapeutę lub osiągnąć zamierzony cel. Camilli nie chciała okłamywać i to ją niepokoiło najbardziej.
- Jak było? – zapytała ją Maggie, gdy dosiadła się do niej i Frankie w świetlicy.

- Jak zwykle. – Udała, że nic nie zrobiło na niej wrażenia.
- Załatwi ci wysad? – cicho zapytała ją Frankie.
- Tak. – Uśmiechnęła się przebiegle do koleżanek.
- Ej, ty! – głośno zawołała Samantha, podchodząc do ich stolika.
- Sam, odejdź – spokojnie poprosiła ją Frankie.
- Może jest głodna? – zaśmiała się Nina spokojnie wpatrując się w dziewczynę. – Chcesz opróżnić jeszcze jedną doniczkę?
- Nie. – Samantha z dumą trzymała kolorowe czasopismo.
- Rozumiem, zadowolisz się gazetą – drwiła Nina.
- Urodziłaś się 12 maja? – upewniła się Samantha.
- A co, chcesz mi oddać w tym dniu swój niebieski cień? – zapytała ironicznie naśmiewając się z komicznego mocnego makijażu dziewczyny, ewidentnie wykonywanego bez lusterka.
- To dzień przeklęty. – Patrzyła na nią z pogardą. – Nawet William Hustler odwołał premierę filmu argumentując, że tego dnia nie ma w jego kalendarzu. – Położyła gazetę i odeszła.
- Kto? – Nina roześmiała się. – Kim jest William Hustler?
- Nie mów, że nie wiesz kim on jest? – Frankie i Maggie patrzyły na nią zaskoczone.
- A powinnam? – Spojrzała na gazetę, a jej ciało pokrył dreszcz. Patrzyła na mężczyznę i zaczęło się jej kręcić w głowie. Nie rozumiała, jak to możliwe, że hipnotyzuje ją jakiś facet z okładki czasopisma.
Zacisnęła szczękę, mocno wciągnęła powietrze nosem i udając obojętną przeczytała artykuł.
„Początkowo premierę drugiej części kultowej sagi „Mroczny Sen” planowano na 12 maja 2008 roku, jednak miliony fanek irlandzkiego aktora będą musiały uzbroić się w cierpliwość. William Hustler oznajmił, że to dzień, którego nie ma w jego kalendarzu. Maj planuje spędzić w swoim domu w Irlandii, absolutnie wykluczył, że w tym czasie pojawi się na jakichś galach czy uroczystościach. Producentom pozostawił wolną rękę, jednak nikt nie wyobraża sobie premiery bez jego udziału. W związku z tym przeniesiono ją na 6 czerwca.”
Nie obchodziło ją, co o nim piszą, wpatrywała się w jego oczy i czuła, jak robi jej się gorąco.
Wieczorem poprosiła Maggie, by zostawiła jej swoją spinkę do włosów.
Gdy upewniła się, że cały szpital już śpi, wymknęła się bez butów do gabinetu doktora Forda. Szybko otworzyła drzwi i włączyła komputer. Było jej wstyd, ale to było od niej silniejsze. Czuła, że potrzebuje tego niemal jak powietrza. W internecie obejrzała film oraz tysiące zdjęć, reportaży i artykułów. Rozpisywał się o nim cały świat, a tak naprawdę nikt nie podawał żadnych istotnych informacji. Doczytała, że obsesyjnie pilnuje swojej prywatności, pojawia się tylko na oficjalnych premierach swoich filmów, rzadko udziela wywiadów, nigdy nie mówi o swoim życiu osobistym. Przez wiele lat występował w teatrze w Dublinie, jednak nikt z aktorów nie potrafił o nim powiedzieć nic oprócz tego, że nie integrował się z ekipą i że od zawsze to właśnie jego osoba przyciągała tłumy na spektakle. Od pewnego czasu najprawdopodobniej spotyka się z modelką Marią Landys, z którą udało się sfotografować go na spacerze.
Z trudem wyłączyła komputer i wróciła do swojej sali.
Próbowała usnąć, ale niepojęte emocje, jakie nią zawładnęły, nie pozwalały na to. Próbowała je rozpoznać i nazwać, jednak bezskutecznie. Przekładała się z boku na bok, była zła na siebie, że szalało w niej coś, nad czym nie potrafiła zapanować. Podświadomie czuła, że niebawem wydarzy się coś niezwykle istotnego.
Zamykając oczy widziała jego twarz, jasne, niebieskie oczy, mocno zarysowaną szczękę. Pragnęła zanurzyć dłonie w jego włosach w kolorze ciemnego blondu. Dziwne, gdyby ktoś ją o to wczoraj zapytał, chyba odpowiedziałaby, że nie lubi blondynów.
Wstydziła się swojej nagłej fascynacji, wprost dziecięcej infantylności.
- Mamo – następnego dnia zadzwoniła z automatu do domu – mogłabyś mi przynieść trochę kolorowych gazet?
- Po co ci? – Matka nie kryła zdziwienia jej nietypową prośbą tym bardziej, że Nina od zawsze drwiła z bulwarowej prasy.
- Dla Frankie. – Wykorzystała sytuację koleżanki, która w tym mieście, kraju, świecie nie miała nikogo, kto o nią się troszczył.
- Uff, już myślałam, że dla ciebie. Pewnie, przyniosę.

Następnego dnia matka dostarczyła jej stos kolorowych czasopism. Tak, jak zakładała Nina, wykupiła wszystko, co tylko było dostępne.
- Po co ci one? – Frankie i Maggie z zainteresowaniem przerzucały strony.
- Właśnie po to – powiedziała chłodno. – Muszę się czymś zająć, by nie dać się sprowokować tej wielkiej słonicy.
- Kiedy masz następną sesję? – zapytała ją zaczytana Maggie.
- Niebawem – odparła z udawaną złością.
- Nie wiesz kiedy? – Maggie spojrzała zaskoczona. – Też chcę tę terapeutkę, moja najchętniej spotykałaby się ze mną codziennie.
- Bo nie jesz. – Nina surowo na nią spojrzała. – Jak zaczniesz przybierać na wadze, na pewno ci odpuści.
- Tak, odpuści. Chyba dopiero wtedy, gdy będę wyglądać jak nasz wieloryb.
- I wtedy pomalujemy ci oczy na niebiesko, a usta na czerwono! Nie zapomnimy też o odciśnięciu szminki na zębach – Nina przybliżyła się patrząc z przekorą w oczy Maggie.
- I nakarmimy ziemią z doniczki – Frankie położyła się obok Niny.
- Nie – roześmiała się Maggie.– Nie będę nigdy gruba.
- To ja wpieprzę Trinny. – Nina udała obojętną.
- A ja porwę jej dziecko – dodała Frankie naśmiewając się ze swojej choroby.
- Przestań! – Maggie zażenowana klepnęła Frankie w ramię.
- Jak ty nie chcesz walczyć ze swoimi problemami, to my też nie będziemy. – Nina polizała Maggie po policzku, na co ta się roześmiała. – W końcu wszystko możemy, jesteśmy wariatkami.
- Pójdziesz do wiezienia – przestrzegała ją Maggie
- A ty się zagłodzisz, wiec wolę żyć w więzieniu, niż leżeć na cmentarzu – luźno rzuciła.
- Nie umrę z głodu – obraziła się Maggie.
- Możesz umrzeć na zwykły katar! – Frankie wyraźnie się zdenerwowała. – Jesteś tak słaba, że twój organizm nie będzie miał siły zwalczyć nawet drobnej infekcji! Maggie ledwo powstrzymując łzy wybiegła z pokoju.
Spojrzały na siebie porozumiewawczo i dalej przeglądały gazety. Nie było sensu za nią biec. Zbyt dobrze ją znały, by martwić się jej fochami. Oczywiste było, że teraz chwilę popłacze, by potem potulnie do nich wrócić. Niestety, na nic się to zdawało. Ani reprymendy, ani konsekwentne czekanie, aż sama zrozumie i wróci. Maggie nigdy nie miała w sobie determinacji wystarczającej, by walczyć. Od zawsze, niczym baletnica na linie uwieszonej nad przepaścią narażała swoje życie, podczas gdy wszyscy jej bliscy z zapartym tchem mogli się tylko bezsilnie przyglądać temu swoistemu przedstawieniu.
Nina, gdy tylko została sama, z zapałem przystąpiła do wyszukiwania wszelkich informacji na temat Williama Hustlera. Po kolejnej nieprzespanej nocy była na siebie coraz bardziej zła.
- Jesteś głupsza, niż myślałam! – ze wściekłością pomyślała.
Weszła do świetlicy i odłożyła na stolik stos kolorowych gazet, który po chwili został wręcz rozdrapany przez podekscytowane dziewczyny.
- Kocham cię! – wyznawała w uniesieniu Samantha okładce, na której widniało zdjęcie Hustlera. Z uczuciem pozostawiła na niej ślad czerwonej, krzywo położonej pomadki.
Wychodząc ze świetlicy Nina czuła do siebie wręcz wstręt. Przez chwilę stała się podobna do Samanthy, co chyba było dla niej najszybszą i najlepszą z terapii. Podnosiła się.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz