środa, 15 marca 2017

Rozdział 6 - Chłopiec z sąsiedztwa.

Nina od wejścia do gabinetu z uwagą przyglądała się Camilli, miarkując w głowie, czy te sesje doprowadzą ją do zamierzonego celu. Jej niepokój i determinacja rosły z każdym dniem. Od chwili, gdy postanowiła, że i tak wróci do szpitala, skupiła się tylko na swoim planie, nareszcie czuła, że ma szansę na spełnienie. Musiała jedynie wykonać to, co przyrzekła sobie robić zawsze, realizując słowa swojej mantry zapisane na ramieniu. Tylko tym żyła.
- Co robiłaś w tym tygodniu? – zapytała ją ze spokojem Camilla.
- Wszystko, by nie narobić sobie problemów. Powinnaś być zadowolona, unikałam Samanthy jak ognia.
- Próbowała cię prowokować?
- Wystarczy, że ją widzę i mam ochotę jej przywalić – stwierdziła, jakby było to oczywiste..
- A poza tym?
- Nic interesującego – swoim tonem próbowała utrzymać Camillę w przekonaniu, że nie ma ochoty na rozmowę.
- Wiesz, że jeżeli coś wywiniesz, grozi ci więzienie?
- Tak. – Była zła, że cholerna Camilla tak łatwo odgadywała jej plan.
- To opowiedz, co robiłaś?
- Naprawdę unikałam Samanthy – zapewniła z przejęciem.
- Wierzę ci, ale co jeszcze?
- Dużo rozmawiałam z Frankie, karmiłam Megi, przeczytałam książkę. – Uśmiechnęła się z satysfakcją.
- Jaką książkę?
- Jedyną jaka była. „Opowieść Wigilijną” – odparła i przewróciła oczyma, wyraźnie zdegustowana.
- Lubisz czytać?
- Nie wiem, czasami – wyznała bez przekonania. Czytała dużo, jednak nigdy nie zastanawiała się nad tym, jaką ma to dla niej wartość.
- Podobała ci się ta książka? – Camilla uparcie trzymała się tego wątku.
- Chyba tak, ale nie łudzę się, że w moim życiu wydarzy się coś, co pozwoli mi stać się kimś innym. Nie dam nabrać się na banalne morały mające płynąć z książki – mówiła chcąc wyprzedzić kolejne pytanie psycholog. Od dawna już nie wierzyła w idealny, sprawiedliwy świat, w którym dobro zwycięża.
- Kimś innym? Lepszym, chciałaś powiedzieć? – Camilla pytająco na nią patrzyła.
- Normalnym. – Podkuliła nogi na fotelu.
- Chcę z tobą porozmawiać o twoim pierwszym pobycie w zakładzie, konkretnie o jego przyczynach – rzeczowo zaczęła Camilla i poważnie spojrzała na Ninę, dając jej do zrozumienia, że nie da się zbyć i czas zaczynać sesję.
- Masz to pewnie w dokumentach – Nina wskazała głową na grubą teczkę.
- Chcę to usłyszeć od ciebie. Nie interesuje mnie, co inni o tym napisali, chcę sama to zrozumieć i opisać.
Nina mimowolnie ulegała postawie Camilli, z czego nie była zadowolona. Podobało jej się, że ta nie polega ślepo na opinii innych, a polega na swojej ocenie i intuicji. Nina wiedziała, że to trudny przeciwnik i jeśli chce osiągnąć swoje zamiary musi grać w karty przebiegłej pani psycholog.
- Miałam 15 lat. – zaczęła i zamyśliła się. - Zawsze łatwo było mnie sprowokować, ale zwykle kończyło się to na lekkiej szarpaninie czy podbitym oku, nigdy tak naprawdę nikomu nie robiłam większej szkody, niż ktoś mnie. W szkole dziewczyny z drużyny cheerleaderek śmiały się z mojego kolegi. On był wrażliwy, bardzo się przejmował, nie radził sobie z tym. Ich przywódczyni zastosowała prowokację wystawiając go na pośmiewisko całej szkoły. Musiałam coś zrobić. Ukradłam samochód jednego z nauczycieli i próbowałam przejechać te idiotki. Wjechałam na boisko szkolne i goniłam je. Tak naprawdę nie zabiłabym ich przecież, ewentualnie delikatnie bym potrąciła, by więcej nie nabijały się ze słabszych. Teraz żałuję, że ich nie rozjechałam, szczególnie tej ich przywódczyni – mówiąc to zacisnęła zęby.
- Dlaczego broniłaś tego chłopca?
- Bo był moim kolegą, lubiłam go. Sam nie potrafił o siebie zadbać, więc ja musiałam. – Z lekkim niedowierzaniem przypominała sobie tamten odległy czas, gdy on był od niej tak bardzo zależny. Opowiadając tę historię przeżywała ją na nowo, przypominała sobie siebie z tamtego czasu.
- Jak ma na imię?
- Luke – odpowiedziała czując ukłucie w sercu.
- Był twoim przyjacielem?
- Chyba był. – Zamyśliła się. – Tak, był.
- Lepszym niż Nina 2?
- Nie, nie miałam lepszego przyjaciela niż Nina 2! – Tego była pewna, jednak ból po stracie Luke'a był wciąż żywy i nieznośny.
- Jaki był wtedy Luke?
- Spokojny, zamknięty w sobie, nie miał przyjaciół, znajomych, siły przebicia. – Uśmiechnęła się w zadumie do tamtego chłopaka.
- Dlaczego właśnie jego wybrałaś na przyjaciela?
- To nie ja go wybrałam, tylko moja mama.
- Opowiesz mi o tym?- spytała Camilla delikatnie i tak zachęcająco, że nim Nina zdążyła się zastanowić, co robi, zaczęła z przejęciem opowiadać.
- To było przed samym pójściem do szkoły. Luke mieszkał w domu obok. Pewnego dnia moja mama zaprowadziła mnie do sąsiadów i w zasadzie kazała mi się z nim zakolegować. Wmawiała mi, że z chłopcem na pewno się zaprzyjaźnię. Była niezwykle zdeterminowana w tym temacie, wręcz obsesyjnie, nie potrafiłam się przed tym zbuntować.
On wcale nie chciał być moim kolegą, tak jak ja jego koleżanką. Jednak poszliśmy razem do szkoły, siedzieliśmy w jednej ławce. Wtedy odkryłam, że jednak jest mi potrzebny. Dobrze się uczył, zawsze miał odrobione zadanie, znał odpowiedzi na zadawane pytania. Postarałam się by mnie polubił, by mi pomagał. Wiem, że na początku go wykorzystywałam, ale wkrótce szczerze go polubiłam. Pomagałam mu walczyć z nieśmiałością, uczyłam jak się bić, gdzie uderzać, gdyby ktoś próbował go zaatakować. Oczywiście więcej w tym było zabawy i śmiechu niż korzyści, bo on nigdy się tego nie nauczył. Był prymusem, ale przy tym niesamowitą łamagą. – Roześmiała się do swoich wspomnień. – Nie potrafił szybko biegać, grać w piłkę, wrzucać do kosza. Za to nauki ścisłe - matematyka, fizyka, chemia - nie sprawiały mu żadnych trudności. Zawsze marzył o tym, by pracować dla NASA, miał obsesję na punkcie astronomii, doskonale wiedział, co chce osiągnąć w swoim życiu, do czego dąży. Zupełnie odwrotnie, niż ja – zawiesiła głos i zamyśliła się. W jej głowie Luke wciąż był kimś doskonałym, kimś o wiele od niej lepszym, pod każdym względem ją przewyższającym.
- Nie miałaś żadnych celów, pragnień? - przerwała ciszę Camilla.
- Chciałam śpiewać. – Wzruszyła ramionami. – Ale nie miałam nigdy ambicji, by być gwiazdą, by mi przyklaskiwano.
- Co czułaś, gdy znalazłaś się w ośrodku po tym, jak zaatakowałaś koleżanki?
- To nie były moje koleżanki! - krzyknęła Nina niemal natychmiast, co na Camilli nie zrobiło żadnego wrażenia, więc po chwili poprawiwszy się na siedzieniu kontynuowała . - Byłam zrozpaczona i wystraszona, ale nie dlatego, że mnie zamknięto czy bałam się rodziców, ale przez to, że nie mogłam czuwać nad Lukiem, bronić go przed resztą szkoły.
- Ile czasu spędziłaś w zakładzie?
- Osiem dni.
- To bardzo krótko – zaznaczyła terapeutka, jednak nie wydawała się tym szczególnie zaskoczona.
- Wiem, ale popadłam w rozpacz, wymusiłam na moim dziadku, by mi pomógł. Pewnie doczytałaś, że miał kontakty, które pozwalały mu na takie działania – Nina z trudem opanowała emocje.
- Wiesz, że teraz już ci one nie pomogą? – podkreśliła Camilla brutalnie.
- Wiem. – Spuściła oczy zdając sobie sprawę z tego, że wkraczają na temat, o którym nie chciała z nikim rozmawiać. Nikt nie był w stanie zrozumieć więzi, która łączyła ją z Oskarem i tego, jak niebywale trudne stało się wszystko po jego odejściu.
- Czy Luke był twoim jedynym przyjacielem? – Camilla wróciła do głównego tematu.
- Był jeszcze Tim, kuzyn Luke'a, ale on nie chodził z nami do szkoły. – Z trudem wracała na wyznaczone przez terapeutkę tory rozmowy.
- Opowiedz mi o Timie – poprosiła Camilla.
- Tim mieszkał w innej dzielnicy, biedniejszej, chodził do publicznej szkoły, ale często odwiedzał Luke'a. Był odważniejszy niż Luke, jednak nie aż tak, by radzić sobie ze starszymi kolegami w szkole. Kilka razy spuściłam im łomot, ale nikt się o tym nie dowiedział, bo chłopakom wstyd było się przyznać, że dostali od dziewczyny. Wtedy odpuścili Timowi. On mnie lubił inaczej niż Luke, podobałam mu się, trochę też chyba imponowałam swoją walecznością, osobowością.
- Którego bardziej lubiłaś?
- Czy ty zawsze będziesz mnie o to właśnie pytać? Kogo bardziej? – obruszyła się.
- Tak. Którego bardziej?
- Luke'a. – Tu wybór był dla Niny prosty i oczywisty.
- Dlaczego?
- Szczerze? Nie wiem. – Zawahała się. – Może dlatego, że miałam nad nim większą kontrolę, potrafiłam nim sterować, przez co był bardziej mój. Ja go kreowałam, a on takim się stawał tym, kim chciałam, by był. Może nie w szkole, ale gdy byliśmy sami, był taki, jak chciałam.
- Tim nie pozwalał sobą sterować?
- Trochę mi się to udawało, choć nie w tym stopniu, co Lukiem. Jak już się zorientował, że wolę Luke'a, chciał strasznie mieć inną dziewczynę. Ja w tym czasie marzyłam o tym, by śpiewać, mieć zespół, więc wmówiłam Timowi, że jak będzie dobrze grał na gitarze, to na pewno będzie miał ogromne powodzenie. I już po kilku miesiącach grał na gitarze. – Uśmiechnęła się triumfalnie.
- Masz kontakt z Lukiem i Timem?
- Z Timem czasami gram w zespole, a z Lukiem... – Zamyśliła się. – Nie mam zespołu.
- Czy Luke był twoim pierwszym chłopakiem?
- Tak.
- Uprawiałaś z nim seks?
- Tak.
- Ile miałaś lat, gdy po raz pierwszy doszło do waszego zbliżenia?
- Nie za dużo chcesz wiedzieć? Może mam ci jeszcze powiedzieć, jak to zrobiliśmy? – zadrwiła.
- Nina – upomniała ją.
- Nie – założyła ręce na piersi– zapomnij. – Nie podobało jej się, że Camilla wykorzystuje swoją pozycję do wyciągnięcia z niej tak intymnych informacji. I choć Nina była daleka od pruderii, nie chciała zupełnie obnażać się przed obcą jej kobietą.
- To jest dla mnie bardzo istotna informacja. – Camilla nie zamierzała ustąpić.
Nina rzuciła jej pełne złości spojrzenie.
- Piętnaście – odpowiedziała patrząc jej odważnie w oczy, chcąc wyraźnie zaznaczyć, że w jej mniemaniu terapeutka przekracza granice.
- Czyja to była inicjatywa? – Camilla zupełnie nie reagowała na postawę Niny.
- Moja. Gdybym miała liczyć na jego inicjatywę, do dziś byłabym dziewicą, a on zapewne prawiczkiem. – Wydawała się być dumna z tego, że to właśnie ona, jej potrzeby i temperament przejęły panowanie nad sytuacją.
- Opowiedz mi o waszym rozstaniu.
- Nie dziś. – Nina się przeciągnęła. – Następnym razem, gdy będziemy analizowały mój kolejny pobyt w tym uroczym sanatorium. – Chciała poczuć się chociaż na tyle władna, by decydować o tym, kiedy jest na tyle zmęczona, by przerwać sesję.
- Dobrze. – Camilla zamknęła swój notes, jakby rozumiała, że poirytowana Nina nie nadaje się do dalszej pracy.
- To wszystko? – zapytała Nina podchodząc do drzwi.
- Do zobaczenia za tydzień.
- I to będzie nasze ostatnie spotkanie w tym miejscu? – upewniła się Nina.
- Wszystko na to wskazuje. – Camilla ze spokojem patrzyła, jak jej pacjentka wychodzi.
Nina zamknęła za sobą drzwi i pierwszy raz po sesji poczuła, że brakuje jej sił. Rozejrzała się bezradnie po korytarzu i nie znalazłszy alternatywy, oparła się plecami o ścianę i opadła powoli na podłogę, by ochłonąć. Po chwili stanął nad nią Warren, jednak nie ponaglał jej, by weszła na oddział. Zadarła głowę i bezradnie wzruszyła ramionami, a on tylko lekko się do niej uśmiechnął i wyciągnął do niej dłoń, którą chętnie przyjęła i podniosła się z podłogi.
- Lubisz mnie – powiedziała śmiało do pielęgniarza pewnie patrząc mu w oczy.
- Nie bardziej niż ty mnie. – Zaśmiał się i porozumiewawczo dał jej delikatnego kuksańca w bok.
Odkryła z zaskoczeniem, że choć powinno być to dla niej zupełnie obojętne, to poczucie, że jest lubiana, sprawiało jej przyjemność. Nigdy wcześniej nie skupiała się na swoich emocjach i zaraz po radości, jaką ją napawało stwierdzenie tego faktu, przyszła kolej na inne uczucie, z którego zdała sobie sprawę - strach. Zaczęła bać się o siebie. Przerażała ją utrata kontroli i to, że staje się słaba. Ludzka i pospolita. Normalna.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz