środa, 15 marca 2017

Rozdział 7 - Tim.

Nerwowo chodziła po korytarzu. Adrenalina wręcz w niej kipiała, jednak tym razem nie mogła dać ponieść się tym samym, znanym od lat emocjom i pozwolić jej ujść tak, jak zawsze. Po raz kolejny jej cierpliwość została wystawiona na próbę, a plan zawisł na włosku i po raz kolejny to właśnie Samantha miała w tym swój udział. Ta gruba kretynka okrutnie zaatakowała dziewczynę, która widziała duchy.
Wiedziała świetnie, co zrobić i teraz ta biedaczka leżała w izolatce, doszczętnie wyczerpana i przerażona. Nina w dziwny sposób czuła lekką sympatię do dziewczyny od duchów, choć ta z uporem szeptała do niej farmazony, że oni wszyscy tu są i ona ich znajdzie. I choć nazywano ją opętaną, a większość osób czuła przed nią lęk, to Ninie jej obecność dodawała spokoju. Nie wszyscy czuli jednak litość do dziewczyny z kasandryczną przypadłością, czując pewnie nawet lekką ulgę, że z powodu izolacji nie będzie ich obciążać swoimi wizjami. Samantha natomiast z dumą kroczyła po korytarzach demonstrując wszem i wobec swoją siłę. W ręku jak zawsze trzymała kolorowe czasopismo. Uśmiechający się z okładki William Hustler, pomimo chwilowej fascynacji, jakiej uległa Nina, teraz wzbudzał w niej jedynie obrzydzenie. Jej odczucia były chyba aż zanadto widoczne dla otoczenia, bo już po chwili Samantha stała nad Niną przypierając ją do ściany
- Ja tu rządzę – cedziła grubaska przez zęby, a fioletowy cień na jej powiekach stawał się nieznośnie bliski.
- Warren! – Nina pierwszy raz zawołała o pomoc. Na szczęście pielęgniarz przybiegł natychmiast.
- Samantha, do pokoju! – Złapał ją za ręce.
- Ja jej nic nie robię! – Dziewczyna próbowała udać niesłusznie oskarżoną.
- Do pokoju! – rozkazał tak stanowczo, że Samantha płacząc, ostentacyjnie zamknęła się w swojej sali.
Nina ze złością usiadła na podłodze, nie zwracając uwagi na obserwujące ją z zaciekawieniem przyjaciółki. Po chwili jednak poczuła na sobie ich palące spojrzenia.
- No co? – obruszyła się. – Nie mogłam nic jej zrobić, jutro mam ostatnie spotkanie z tą… - zacietrzewiła się, jakby szukając odpowiedniego słowa – ...Camillą.
- A jak nie załatwi ci wyjścia? – z obawą wpatrywała się w nią Maggie.
- To moja mantra nabierze podwójnego znaczenia. – Uderzyła ręką w stół. – Ucieknę stąd i mało mnie będą obchodziły konsekwencje! Jedno wam powiem! Żaden chirurg już jej wtedy nie naprawi!
- Ale może po prostu jej się nie uda, pomimo szczerych chęci – starała się ją okiełznać Frankie.
- Nie obchodzi mnie to. Ja naprawdę się staram. Muszę się przed nią uzewnętrzniać jak przed żadnym innym terapeutą, bo ona rozpoznaje, gdy kłamię i nie łyka bajek – bezsilnie tłumaczyła.
- Tylko nie rób głupstw. – Frankie wstała i zaczęła zaplatać jej warkocz, doskonale wiedząc, jak bardzo to uspokaja Ninę.
- Odwiedzę was w święta – obiecała. – A przed nowym rokiem wrócę.
- Przestań – Maggie się obruszyła. – Nie powinnaś, to nie ma sensu.
- Tu mam was, jesteście moimi przyjaciółkami. – Poruszała ją pełna troski postawa Maggie, tym bardziej chciała być przy nich.
- A twoja mama? – Smutno spojrzała na nią Maggie.
- Ty się swoją nie przejmujesz! – błyskawicznie zarzuciła jej Nina.
- Wiem, że moja nie jest sama – odważnie zaznaczyła Maggie.
- Ale tak samo się o ciebie martwi, jak moja o mnie. – Nina wstała i szybko ruszyła przed siebie. Miała świadomość tego, że zostawia swoją matkę samą i nie potrafiła wyzbyć się poczucia winy w tej kwestii. Najchętniej zabrałaby ją ze sobą, jednak ta zbyt kochała życie, by odnaleźć się w miejscu z kratami na oknach, bez dostępu do markowych ciuchów, zakupów i doktora Robertsa.
- Nina, masz gościa. – Kazuko zatrzymała ją w drodze do pokoju.
- Kto? – zapytała oschle, z góry zakładając, że nie jest to miła wizyta. Przez chwilę pomyślała nawet o policji.
- Jakiś facet – obojętnie powiedziała pielęgniarka.
Nina czuła, jak jej ciało drętwieje, jak serce przyspiesza. Pobiegła do sali widzeń.
- Tim... – Z trudem ukryła ogromny zawód widząc wysokiego mężczyznę ubranego w tę samą skórzaną kurtkę, którą kupiła mu kilka lat wcześniej w prezencie urodzinowym.
- Wychodzisz? – zapytał mocno ją przytulając.
- Jutro się dowiem. – Westchnęła wplatając swoje dłonie w jego długie, brązowe włosy.
- Powinniśmy zrobić próbę, dawno z nami nie śpiewałaś. – Delikatnie dotknął jej ust.
- Tim, wyobraź sobie, że nie tkwię tu celowo, by wszystko opóźniać. – Z irytacją spojrzała mu w oczy.
- Powiem ci, że zdziwiłem się, że ta idiotka zarezerwowała w klubie stolik – Tim nigdy nie zaakceptował wyboru kuzyna. Ponadto temat związku Lucke'a i stosunek do jego żony był czymś, co bardzo silnie ich łączyło. Tim był oddanym powiernikiem i zawsze zdradzał Ninie najdelikatniejsze szczegóły z życia kuzyna. Uwielbiała go za to.
- Masz rację, to bardzo zastanawiające, nawet pomimo tego, że mnie się tam nie spodziewa. Może coś kombinuje? – Nagle żywo zaintrygowało ją postępowanie znienawidzonej Trinny. Pub zdecydowanie nie był miejscem, w którym tamta pragnęłaby uczcić urodziny męża.
- Ciotka ma pewne przypuszczenia, że nie do końca im się układa.
- Mają kryzys? – zapytała z nadzieją.
- Nina, ty naprawdę wciąż o nim myślisz? – Patrzył z pogardą.
- Każdego dnia – wyznała całą sobą.
- Głupia jesteś. – Przyciągnął ją do siebie i mocno pocałował. – Nigdy na ciebie nie zasługiwał.
- Ty też nie zasługiwałeś i nie zasługujesz. – Chętnie poddawała się jego dotykowi stęskniona bliskości i namiętności.
- Jestem lepszy od niego. – Całował jej szyję.
- Do łóżka? Owszem. – Usiadła mu na kolanach. – Do życia nie.
- Od kiedy szukasz kogoś do życia? – Nie ustępował w coraz śmielszych pieszczotach.
- Od nigdy, dlatego chętnie bym ci się oddała – wyszeptała podniecona.
- Tutaj? – zapytał z nadzieją.
- Tu i tam, i tam. – Rozglądała się po pustej sali.
Zaczął ją przypierać do ściany w pośpiechu rozpinając spodnie. Zatracała się w doznaniu.
- Nina! – ocucił ich krzyk Kazuko.
- Cholera! – Tim szybko podciągnął spodnie, jakby dopiero teraz uświadomił sobie, w jakim miejscu się znajduje.
- No i co się gapisz? – Nina powoli opuściła swoją koszulkę zakrywając nagie piersi, z ironią patrząc na Azjatkę.
- W tej chwili wracasz do siebie! – Kazuko rozkazująco wskazała na drzwi.
- Musimy to przełożyć na inny dzień. – Pocałowała Tima i obojętnie przeszła obok rozwścieczonej pielęgniarki.
- Twoja terapeutka się o tym dowie! – Nie odpuszczała Kazuko.
- O czym? Że jestem kobietą? Że lubię seks? – drwiła. – Spróbuj tego, to może zrozumiesz.
- A już się łudziłam, że robisz się normalna – ze złością wycedziła kobieta.
- Kazuko, ale normalni ludzie się bzykają, to nienormalni tego nie potrzebują! – Śmiejąc się zamknęła drzwi swojego pokoju.


Powąchała swoją koszulkę, która pachniała Timem. Lubiła go jako kolegę, jako kumpla z zespołu, jako kochanka. Lubiła jego zapach. Zawsze do niej wracał, gdy tylko go zapragnęła czy potrzebowała. Zostawiał swoje dziewczyny tylko po to, by to z nią zatracać się w dzikim pożądaniu. Nigdy nie naciskał, by z nim była na stałe, nie łudził się nawet, że to jest możliwe. Tak, lubiła Tima.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz