środa, 15 marca 2017

Rozdział 8 - Podła Trinny.

Nie była w stanie wytrzymać napięcia. Głośno zamknęła za sobą drzwi, ciężko usiadła w fotelu i pełna roszczeń patrzyła na Camillę.
- Muszę wiedzieć zanim zaczniemy – powiedziała twardo do psycholożki stawiając mocny akcent na słowie „zanim”.
- Czy coś to zmieni? – Camilla jak zwykle była opanowana.
Nina szybko się uczyła i już wiedziała, że stawiając opór niczego nie osiągnie. W tej chwili ważniejsze niż prezentowanie swojej siły, było dla niej opuszczenie szpitala i choć okazywanie pokory stanowiło dla niej niebywały wyczyn, musiała się na to zdobyć.
- Proszę... – Patrzyła skruszona na swoją terapeutkę.
Camilla bez słowa podała jej pismo i Nina poczuła błogą ulgę. Spojrzała na kobietę z wdzięcznością, jednak w głowie słyszała donośne salwy zwycięstwa na swoją cześć.
- Dziękuję! – Z podekscytowaniem wpatrywała się w podpisane przez doktora Forda zwolnienie.
- Powiesz mi teraz, co tak bardzo cię motywowało? – Camilla, widząc jej rozluźnienie, od razu przystąpiła do zadawania pytań. I ona wiedziała już sporo o swojej podopiecznej.
- Wszystko. – Spokojna zagłębiła się w fotelu snując swój misterny plan, jaki coraz wyraźniej jawił jej się przed oczyma.
- Czy to ma coś wspólnego z twoim wczorajszym gościem? – zapytała z lekką ironią, przyglądając się jej, Camilla.
Nina przez moment się zawahała, ale musiała przyznać jej rację.
- Tak. – Kiwnęła głową.
- Ale jest coś jeszcze.
- Oprócz uprawiania dzikiego seksu mam także w planie zagrać z Timem koncert – mówiła prawie całą prawdę, ale czuła, że Camilla się na to złapała. Nareszcie ją pokonała, nareszcie to ona panowała nad terapeutą.
- Nina, wracamy do sesji – przywołała ją Camilla. – Pamiętasz, o czym miałyśmy dziś rozmawiać?
- Tak – powiedziała stanowczo i pewnie wiedząc, że ta opowieść spowoduje, iż jej ramię zapłonie, a każde słowo na nim wypisane będzie ją jeszcze bardziej motywowało by zrealizować swój cel.
- Opowiedz mi o rozstaniu z Lukiem.
- Luke był mój i nie wyobrażałam sobie, że mogłoby być inaczej. Byliśmy dziwną parą. Zawsze trzymaliśmy się na uboczu, nie należeliśmy do żadnej z grup, tak naprawdę poza sobą nie interesowaliśmy się w szkole niczym i nikim. Luke był bardzo zachowawczy i nieśmiały, ale czasami udało mi się go uwieść i kochaliśmy się w zakamarkach szkoły. Pamiętam, jak raz nakryły nas dziewczyny należące do grupy, którą kilka lat wstecz chciałam przejechać samochodem nauczyciela. Były poruszone, ale nawet plotkowanie o nas nie było dla nich zbyt nęcące. Dbałam o to, by Luke się modnie ubierał i choć próbował się temu opierać, nigdy nie wygrał ze mną w tej kwestii. Jednak dla mnie był po prostu Lukiem, nie widziałam, czy jest przystojny, męski, atrakcyjny. Znałam go od dziecka, był moim chłopakiem i tylko to miało znaczenie. Zbliżaliśmy się do egzaminów końcowych. W szkole panowały dziwne podniecenie i napięcie. Nauczyciele pytali nas o plany na przyszłość, o nasze cele. Wszyscy chłopcy mówili o karierze sportowców, lekarzy, prawników. I wtedy właśnie Luke powiedział, że chce pracować dla NASA. Siedziałam w ostatnim rzędzie i widziałam reakcję wszystkich kolegów, którzy mieli chyba wrażenie, że się przesłyszeli, kręcili się w ławkach i patrzyli po sobie pytająco. Tak samo Trinny, ta sama, która przez wiele lat nim gardziła i wyśmiewała go przy każdej okazji. Nie wiem, czy w ogóle rozumiała co oznacza ten skrót, jednak najwyraźniej i na niej zrobiło to wrażenie. Tamtego dnia zaproszono nas po raz pierwszy na imprezę. Nigdy nie dostawaliśmy takich propozycji, nigdy nie rozmawialiśmy o tym, czy w ogóle chcielibyśmy się pojawiać na takich balangach. Luke miał ochotę tam pójść, więc przystałam na to. Naprawdę chciałam iść z nim! Wtedy podsłuchałam, jak Trinny i jej koleżanki mówią o ognisku, które planowały rozpalić na plaży. Wiedziałam, że nie dam rady. Zresztą wszyscy wiedzieli o moim lęku, który był wielokrotnie obiektem drwin kolegów ze szkoły i za którego wyśmiewanie niejednokrotnie ode mnie obrywali. Powiedziałam Luke'owi, by pojechał sam, a ja dołączę do niego po próbie, ale nie przyjechałam. Długo ze sobą walczyłam, ale to po prostu było ode mnie silniejsze. Niczego tak panicznie się nie boję, jak ognia, nie jestem w stanie nad tym panować. Widziałam, że Luke cieszy się, że nagle ktoś go dostrzega, wita się z nim, interesuje tym, co ma do powiedzenia. Na wszystkich spotkaniach płonęło to zasrane ognisko, więc odpuszczałam. Nie zastanawiałam się czy ogień był celowo rozpalany, by mnie się pozbyć, mój lęk był zbyt silny, by to analizować. Luke się zmieniał, ale mnie to cieszyło. Okazało się, że zawsze chciał być zauważanym, popularnym. Zamienił czarne bluzy z kapturem na jaśniejsze i to było dla mnie najbardziej widocznym sygnałem jego metamorfozy, ale nie przeszkadzało mi to. Po jakimś czasie Tim mnie ostrzegł, bym nie puszczała Luke'a samego na te spotkania. Był z nim i widział, że wiele dziewczyn się nim interesuje. W pierwszej chwili uznałam, że jest to kolejna prowokacja Tima, który nie mógł pogodzić się z tym, że to nie jego wybrałam. Jednak moja czujność się wzmogła i stałam się bardziej podejrzliwa. Faktycznie, dziewczyny, a w szczególności Trinny bardzo zabiegały o jego uwagę. Poczułam się zazdrosna. Na bal na zakończenie szkoły zrobiłam coś, co do tamtej pory mi się nie zdarzało. Pozwoliłam mojej mamie, by wybrała dla mnie sukienkę, ubrała mnie, uczesała, umalowała. Z trudem poznałam osobę, którą zobaczyłam w lustrze, zdecydowanie to nie byłam prawdziwa ja. Ale Luke był zachwycony moim wyglądem. Z trudem odpowiadał innym dziewczynom na powitania. Sam mnie wtedy zaciągnął do piwnicy, by się kochać. Tyle, że bal się skończył. Trinny zorganizowała pożegnalne ognisko. Po próbie Tim też tam jechał, namawiał mnie, bym dołączyła do niego. W zasadzie zmusił mnie do tego. Obiecał się mną opiekować i trzymać z dala od ognia. Gdy przyjechaliśmy, nie mogliśmy odnaleźć Luke'a. Stałam z Timem z dala od wszystkich, osłaniał mnie, bym nie widziała płomieni. Wtedy dziewczyny zaczęły biegać z pochodniam, a ja kurczowo trzymałam się Tima. Wszystko było jak w najgorszym śnie. Byłam gotowa uciec, opuścić to przerażające miejsce. I nagle, z daleka zobaczyłam Luke'a spacerującego z Trinny brzegiem morza. Ona go dotykała, on jej na to pozwalał. Czułam jak dopada mnie siła, złość i szał. One wciąż biegały z pochodniami. Tim nie był w stanie mnie zatrzymać, powaliłam go krótkim uderzeniem. Luke też mnie nie utrzymał. Długo słyszałam krzyk Trinny, jej przerażenie i płacz. To wspomnienie, gdy odzyskiwałam świadomość w białej sali z zakratowanymi oknami, było dla mnie jak balsam. Nie prosiłam dziadka, by mnie stamtąd wyciągnął. Sama czułam, że potrzebuję odpoczynku, wyciszenia. Luke odwiedził mnie po kilku dniach i poprosił, byśmy na jakiś czas się rozstali, by móc zastanowić się nad sensem naszego związku. Już wtedy czułam, że to koniec. Wyjechał na studia, ja zostałam w zamkniętym ośrodku. Nie zadzwonił przez ponad pół roku. Odwiedzał mnie Tim, namawiał, bym walczyła, bym wyszła i zaczęła nowe życie. Nie wiedziałam, co zrobić. Za kratami czułam się bezpieczna i potrzebna, tu była Maggie, za którą byłam odpowiedzialna, musiałam ją karmić, potem pojawiła się Frankie. Jednak wyszłam, choć nie byłam do końca przekonana, czy tego chcę, czy dobrze robię. Luke oświadczył się Trinny. Przyszedł do mnie pewnego wieczoru i to oznajmił. Zapewnił, że zawsze będzie mnie kochał, ale czuje, iż to Trinny jest mu przeznaczona. Pojawiłam się na ich ślubie i oblałam ją czarną farbą. Nie była panną młodą w bieli. Nie zasłużyła na to. Wróciłam do Frankie i Maggie. I jak podoba ci się moja historia? – skończyła pytaniem i spojrzała pytająco na Camillę.
Camilla wyglądała jakby straciła swoją pewność, jakby była poruszona i bardzo starała się tego nie okazać. Długo milczała coś notując, ale Nina czuła, że to tylko poza, którą przyjęła, by nie odkryć przed pacjentem tej chwili utraty panowania nad sobą.
- Widziałaś się z Lukiem po jego ślubie? – zapytała terapeutka po kilku minutach.
- Tak. – Uśmiechnęła się. – On o mnie nigdy nie zapomniał. – Z mściwą satysfakcją mrużyła oczy.
- Dochodziło między wami do zbliżeń?
- Opowiem ci to kiedyś – zapewniła, jasno dając jej do zrozumienia, że tak.
- Długo tu przebywałaś po ślubie Luke'a?
- Nie – powiedziała zamyślona. – Potrzebowałam wolności, by odnaleźć go.
- Odnalazłaś? – zapytała Camilla.
- On mnie odnalazł – zaznaczyła triumfalnie. – Innym razem – wyprzedziła jej pytanie Nina.
- Jak długo byłaś poza placówką?
- Wróciłam gdy miałam dwadzieścia jeden lat. Dwunasty maja, tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąty siódmy rok – odparła szybko. O tak, pamiętała tę datę.
- Opowiesz mi, co się wtedy stało?
- Tak. Następnym razem. – Wstała. – Tyle, że nie wiem, dlaczego wtedy się tu znalazłam – zaznaczyła.
- Coś zażyłaś?

- Nie – zaprzeczyła ze spokojem. - Miałam po prostu urodziny. – Bezradnie wzruszyła ramionami. – Do zobaczenia po drugiej stronie. – Uśmiechnęła się do Camilli i zamknęła za sobą drzwi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz