środa, 15 marca 2017

Rozdział 9 - Dźwięki wolności.

Otworzyła oczy i zaskoczona odkryła, że nie budzi się w pokoju o ścianach pokrytych śnieżnobiałą bielą, a jego okna nie maja krat. Sypialnię zdobiła ciemna tapeta ze srebrnymi błyszczącymi akcentami. Przeciągnęła się i lekko podskakując sprawdziła miękkość wygodnego materaca.
Zbiegła po schodach mijając się z Harriet, pomocą domową.
- Gdzie mama? – zapytała nie zatrzymując się.
- W salonie! – krzyknęła za nią służąca.
Podbiegła do swojej matki i rzuciła się jej na szyję.
- Wstałaś. – Matka czule ja pocałowała.
- Zapomniałam już, jak wygodne jest moje łóżko. – Nina wciąż ziewała.
Usiadła do stołu i z nostalgią patrzyła na to, jak uroczyście i gustownie był zastawiony. Matka, tak jak w każdej innej sferze, zadbała o najmniejszy nawet szczegół.
- Trzymaj. – Linda podała jej kawałek czerwonego grapefruita.
- Mmm. – Nina napawała się słodko gorzkim smakiem, który uwielbiała.
- Masz plany na dziś? – zapytała córkę z podstępną miną, za którą czaiła się zapewne propozycja wyjścia na całodzienne zakupy.
- Mam próbę, a wcześniej chcę pojechać do Tima. – Nina bezdusznie pozbawiła ją najmniejszych nadziei na wspólny shopping.
- W takim razie pozdrów Tima. – Podała jej kolejny kawałek owocu z trudem ukrywając zawód.
Nina ubrała krótkie spodenki, czarny podkoszulek, wysokie sznurowane buty i zbiegła ze schodów wyglądając tęsknie przez okno.
- Nie bierzesz swojego samochodu? – zapytała matka lekko zawiedziona tym, że Nina nie cieszy się nową zabawką, tak jak tego oczekiwała.
- Mamo, będę dziś pić, a nie mogę mieć problemów z policją. Dopiero co wyszłam z psychiatryka, a moja psycholożka zapowiedziała, że moje następne wykroczenie skończy się dla mnie więzieniem – objaśniła otwarcie.
- Jakim więzieniem? – Matka patrzyła na nią oniemiała.
- Nie mam już ochrony dziadka. – Westchnęła. – Jeśli będę miała zatargi z prawem, wyląduję za prawdziwymi kratkami – mówiła pełna przekonania.
- Co ta kobieta wygaduje! – zakpiła matka. – Skąd niby ma takie informacje?
- Nie wiem. – Wciąż wyczekiwała Tima wyglądając przez okno i zupełnie nie reagowała na poruszenie matki. Nina była przyzwyczajona do histerycznego zachowania Lindy w sytuacjach, gdy w jakikolwiek sposób próbowano ją ograniczać czy wywierać nacisk.
- Nikt nie będzie ciebie zastraszał! – Zdenerwowana podeszła do Niny. – Nikt nigdy ci nie zaszkodzi – zapewniła. – Jak nazywa się ta terapeutka, muszę z nią jak najszybciej porozmawiać! – Wzburzona chodziła po salonie głośno wzdychając.
- Camilla Wegner – odpowiedziała.
Matka zatrzymała się i z zaskoczeniem na nią patrzyła. Nina nie zdążyła zapytać, czym spowodowane jest jej nagłe zamilknięcie, gdyż na podjazd wjechał właśnie stary, czarny Dodge Tima.
Wybiegła do niego podekscytowana i wskoczyła do samochodu.
- Cześć. – Przyciągnął ją do siebie i delikatnie pocałował w usta. – Jedziemy do mnie – zadecydował pewnie.
Zaparkował przy drewnianym, charakterystycznym domu, a ona wybiegła z samochodu i ruszyła szybko przed siebie, by jak najprędzej znaleźć się wewnątrz. Tim natychmiast ją dogonił.
Nie obchodził ją bałagan, nieprzyjemny zapach, brak podstawowych przedmiotów, jakie powinny znajdować się w normalnym domu. Chciała Tima.
- Jak ja za tobą tęskniłem – wyznał z ulgą, gdy przestali zaspokajać swoje pragnienie.
Uśmiechnęła się usatysfakcjonowana. Czuła podobnie, jednak nie chciała mu tego wprost powiedzieć.
- Masz kogoś? – zapytała obojętnie.
- Nikogo ważnego. – Delikatnie pocałował jej ramię.
- Rozmawiałeś z Lukiem? – zapytała celowo pozbawiając ich spotkanie romantyzmu.
- To palant, ale ty zdaje się wolisz tego palanta – powiedział z lekką złością.
- Zawsze go wolałam. – Wstała i zaczęła zbierać swoje ubrania porozrzucane wokół materaca ustawionego na środku sypialni.
- Wiesz, jaki on jest – mówił obojętnie. – Nie lubi bywać, za to ona bardzo lubi.
- I nagle wyrafinowana ważniara Trinny woli rockowy pub niż bankiet wśród bogatych znajomych? – zadrwiła ubierając się. – Na pewno ma w tym jakiś cel. – Zakładała koszulkę. Snuła teorię o kryzysie w związku ukochanego, na który mogłyby wskazywać niby-szalone poczynania jego snobistycznej żony.
- Nigdy nie zrozumiem, dlaczego po prostu nie dasz sobie z nim spokoju. – Tim wydawał się być pogodzony z tym, że Nina woli jego kuzyna, jednak korzystał z każdej okazji, by próbować wykazać Ninie bezsens jej działania.
- Nie oczekuję zrozumienia, wystarczy mi twoje wsparcie – mówiąc to klepnęła go przyjacielsko w ramię.
- Zawsze je miałaś, wiesz o tym – leżąc na materacu z uwagą ją obserwował.
- Wiem. – Rzuciła mu spodnie dając do zrozumienia, że ma zacząć się ubierać.
- Myślisz, że znów do ciebie przyjdzie? – pytał zupełnie nie kryjąc się z tym, że wie, jak bardzo jest to możliwe.
- Jestem pewna. – Puściła mu zuchwały, pewny uśmiech. - Przy mniejszych kryzysach przychodził. Tim, ja chcę, by on mnie błagał – tłumaczyła swój plan. - Po koncercie pojedziemy do domu na plaży, bez niego. – Położyła się obok Tima.
- Chcesz posłużyć się mną, by go upokorzyć? – Z niedowierzaniem kręcił głową.
- A zgodzisz się? – Błagalnie patrzyła mu w oczy.
- Nina, ale nie łudzisz się chyba, że on do ciebie wróci? – Odsunął ją, gdy próbowała go pocałować i zaczął się ubierać.
- Nawet tego nie chcę, moje życie ma jeden cel. – Wskazała na swój tatuaż, który Tim doskonale znał. – Będę go kraść tak, jak ona mi go ukradła, a on nigdy nie będzie z nią szczęśliwy.
- Nigdy to ja ciebie nie zrozumiem – rzucił gorzko i podał jej butelkę piwa.
- Mało mnie to obchodzi. – Wyszła z jego domu.
Podjechali pod pub Red Grapefruit i Nina poczuła narastające napięcie przed tym, co za chwilę miało się wydarzyć. Podekscytowana wbiegła do niemal pustego lokalu, z którego dobiegały spokojne dźwięki muzyki.
- Co to za pitu-pitu? – krzyknęła do strojących się na scenie chłopaków.
- Nie mogę! Nina? – Connor, perkusista, zeskoczył z podestu. – Wyszłaś? – Z niedowierzaniem trzymał ją w ramionach.
- Jak widać! – Wyrwała się z objęć chłopaka i okręciła się prezentując się kolegom, którzy otoczyli ją zachwyceni jej obecnością. – Dawajcie mi tu mikrofon, za chwilę rozniesiemy tę budę! – wrzasnęła. Widać było, że rozpiera ją energia.
- Nina?! – Na środku stał Bastian, właściciel klubu. – Zaczynam wierzyć w Świętego Mikołaja! – mówił kręcąc głową i nie kryjąc zadowolenia z tego, że ją widzi.
- Daj mi piwo. – Podeszła przybijając mu piątkę.
- Bar jest twój – odpowiedział i rozłożył przed nią ręce w szarmanckim geście. Pocałowała go w policzek, po czym wyjęła z lodówki piwo i pełna pragnienia wypiła kilka łyków zimnego trunku.
- No, panowie, proszę mi tu zagrać jakąś nutę, bo mnie roznosi – krzyczała do kolegów.
Czuła to całą sobą, każdy dźwięk miał nową moc, nową siłę. Nie chcieli kończyć, przerywać czegoś, co tak pięknie, spójnie ze sobą brzmiało, co wydawało się być bliskie doskonałości. Bastian stał na środku i wymownie klaskał. Spoglądali po sobie i nie potrzebowali niczyich zapewnień, wiedzieli, że byli świetni – zgrani, stęsknieni, z energią. To było coś, czego im wszystkim bardzo brakowało.
Przez resztę wieczoru Nina siedziała na kolanach Tima, popijała piwo i kłóciła się ze wszystkimi próbując przeforsować swój plan koncertu. To miał być jej dzień, jej zemsta, jej plan.
- Na długo wyszłaś? – zapytał ją basista James.
- Na tyle, ile potrzeba. – Delikatnie przesuwała się po Timie.
- Dotrwasz do koncertu? – z przekorą zaśmiał się Connor.
- Tak – odparła nie przestając prowokować Tima.
- Nina, wiesz, że gdybyś się za siebie wzięła, mielibyśmy szansę zrobić coś naprawdę konkretnego – James podjął kolejną próbę przekonania jej do poważnego myślenia o zespole.
- Wiecie, że mnie kariera nie motywuje – zadrwiła. Tak było zawsze, gdy pojawiała się po przerwie w zespole - we wszystkich odżywał zapał i nadzieja, jednak ona uparcie nie się temu nie poddawała.
- A jest coś, co ciebie motywuje? – Connor się nie poddawał.
- Zemsta. – Objęła Tima, który jako jedyny rozumiał sens jej słów.
- Musimy was przeprosić – Tim nie wytrzymał i powiedział coś, co dla wszystkich od dłuższej chwili było oczywiste. Nina wyraźnie zmęczona rozmową jednoznacznie prowokowała przyjaciela, doskonale wiedząc, że ten wybawi ją z niezręcznej sytuacji.
– Jutro kolejna próba! – krzyczał do chłopaków prowadząc Ninę za rękę do wyjścia.
- Jesteś sadystką – wyszeptał już na zewnątrz i przyparł ją do swojego samochodu. – Za chwilę poczujesz moją zemstę – mówiąc to polizał jej ucho. Wziął ją na ręce i wrzucił do auta, po czym ruszył do swojego małego drewnianego domu. To była niewiarygodnie słodka zemsta.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz