czwartek, 4 maja 2017

Rozdział 13 - Will.

Tak naprawdę nie wiedziała kim jest, jaki jest, dlaczego pojawił się w jej życiu. Swoje zdanie o nim mogła budować jedynie na podstawie kilku godzin, wrażeń, doznań. To jednak nie pomagało, wręcz przeciwnie. Jej odczucia sprawiały, że nie miała pojęcia, w którym kierunku chce iść.
Nie musiała udawać, mówić by wierzyć że ją zna. Ona mogła sobie to tłumaczyć, była wariatką, mogła zaufać nieznajomemu. Nie rozumiała natomiast, dlaczego to nieznajomy jej zaufał.
- Opowiesz mi o Nataszy? – Podała mu butelkę piwa siadając na werandzie. Był pierwszy dzień 2008 roku.

Od oceanu wiał lekki wiatr. Nina uwielbiała uczucie orzeźwiającego chłodu, jakie ze sobą niósł.
- Dlaczego mówisz o niej: Natasza? – odpowiedział pytaniem, jakby to miało dla niego znaczenie.
- Nie wiem, tak mi bardziej się podoba. – Przez chwilę próbowała sama to przeanalizować, ale szybko się poddała. Po prostu tak jej bardziej pasowało.
- Dla mnie zawsze była Taszą. – Patrzył niewidzącym wzrokiem w przestrzeń przed sobą. – Była miłością mojego życia, moją żoną.
- Była chora? – zapytała otwarcie o przyczynę jej śmierci.
- Nie, to był wypadek. Wpadła pod samochód, zginęła na miejscu.
Była wstrząśnięta, nie wiedziała, co powiedzieć. Nie zdołała też już o nic więcej zapytać. Nie potrafiła sobie nawet wyobrazić co czuł, gdy nagle stracił miłość swojego życia. Nie była w stanie o tym myśleć, już nie mówiąc o tym, by mu pomóc, wiedziała, że nie da rady. Całą sobą pragnęła go przytulić. Wydawał jej się taki samotny, pozostawiony na świecie sam, do tego wrzucony w wir życia, ludzi, którzy nie potrafili i nie mogli go zrozumieć. Zdała sobie sprawę z tego, że jest w tym jej bardzo bliski. Nie okazała mu tego, jak bardzo ją poruszył swoim zwierzeniem, nie wykonała najmniejszego gestu. Siedziała na drewnianym stole i patrzyła w ocean wciąż zadając mu w myślach jedno pytanie: – Dlaczego się pojawiłeś? Miała irracjonalne przeczucie, wręcz pewność, że to nie jest przypadek. I choć nigdy nie wierzyła w opatrzność, to tego dnia pierwszy raz zatliło się w niej bliskość mistycznej siły, jaka ją okalała.
- Dlaczego boisz się ognia? – Podał jej kolejne piwo zupełnie nieświadom jej duchowych rozważań.
- Gdy miałam niecałe trzy lata spłonął nasz dom w Bostonie. Choć tego nie pamiętam, mam obsesję, jest nią ogień – odpowiedziała obojętnie.
Uwierzyła, że to wydarzenie odbiło się tak wielkim piętnem na jej całym życiu, choć nic nie pamiętała, a chyba powinna była. Były dni, gdy wydawało jej się, że zupełnie inne zdarzenia ją zniszczyły i że to ma bardziej związek z powracającym snem i krzyczącym do niej mężczyzną. A potem uświadamiała sobie, że jest wariatką o chorej psychice i to, co mówi jej podświadomość nie ma przecież uzasadnień, a spalony dom jest niezaprzeczalnie tragicznym doznaniem. Najprawdopodobniej jej umysł wyparł to traumatyczne przeżycie i dlatego nie jest w stanie sobie nic przypomnieć.
- Ile lat miała twoja żona, gdy zginęła?
- Dwadzieścia trzy. – Zamknął z bólem oczy. – Miała całe życie przed sobą.
Czuła niemal fizycznie jego ból, rozdarcie, tęsknotę. Chciała wpleść swoje palce w jego włosy i przytulić, podświadomie wierząc, że to go ukoi, że on dokładnie tego potrzebuje, nawet za tym tęskni. Oczywiście nie dotknęła go.
- Ile masz lat, Nina? – zapytał ja po chwili.
Nie miała ochoty na droczenie się, na uwodzenie tanimi zagrywkami.
- Trzydzieści trzy - odpowiedziała szybko.
- Ona teraz też by tyle miała. Ale nie ma.
Więc jego Natasza nie żyła od dziesięciu lat, a on pomimo upływu czasu nie pogodził się z jej stratą, cierpiał w samotności. Był do niej samej w tym niezwykle podobny. Nina nigdy nie umiała pogodzić się z odejściem bliskiej osoby. Gdy siadała nad grobem ojca, wciąż czuła tę samą tęsknotę i pustkę, jaka ją przytłaczała tuż po jego śmierci. Też zginął w wypadku, też nie była na to przygotowana, miał przed sobą wiele lat życia, mogła się nim cieszyć jeszcze długie lata.
- Byłaś kiedyś w Europie? – zapytał ją niespodziewanie.
- Nigdy.
- Tam jest mój dom, ale boję się do niego wrócić. Choć z każdym dniem tęsknię coraz bardziej – wyznał i była pewna, że jest jedną z nielicznych, może nawet jedyną, której to powiedział.
- Kiedyś wrócisz – zapewniła go. – Ja jeszcze szukam swojego miejsca na ziemi, choć w sumie możliwe, że je odnalazłam.
- Gdzie jest to miejsce?
- Niedaleko, powinnam tam teraz być, ale jeszcze zdążę. – Odwróciła głowę w kierunku miasta wskazując podbródkiem kierunek.
- Ktoś na ciebie tam czeka?
- Tak. – Uśmiechnęła się, bo odkrywała znaczenie słowa przyjaciel, potrafiła się nim posługiwać. Nawet siebie nim tytułować.
- Na mnie też czekają w kilku miejscach, ale ja wiem, że tylko jedno mnie przywołuje.
- Moi przyjaciele nie chcą, bym tam wróciła, stąd wiem, że są moimi prawdziwymi przyjaciółmi – powiedziała zawile z dumą.
- Mam brata, który nie jest moim bratem, mam rodziców, którzy nie są moimi rodzicami, mam przyjaciółki, które zawiodłem – wyznał. – A one dały mi więcej niż mogły – odpłacił jej podobnie enigmatycznym wyznaniem.
- Dlaczego je zawiodłeś? – nie rozumiała, jak można zawodzić przyjaciół mając tego świadomość
- Bo mam brata – zakpił. – Który nie jest moim bratem.
- Will, nic nie rozumiem – powiedziała, choć nie oczekiwała, że jej to wyjaśni.
- Wiem. – Przytulił ją, a ona poczuła, że świat wiruje, że jest bezpieczna, że zawsze szukała tego ukojenia. – Gdy jesteś zagubiona, co śpiewasz? – zapytał odsuwając się od niej, zupełnie nie wyczuwając, że ona pragnie jego bliskości, że chce, by to trwało nadal.
- Zawsze śpiewam, nawet jak nie śpiewam. – Położyła się na stole. – Każda chwila mojego życia ma w tle melodię - zdradziła.
- Zapamiętam to. Co teraz śpiewasz?
Zanuciła mu piosenkę tytułową z filmu, w którym grał jedną z ról spodziewając się, że nie o taką melodię mu chodzi.
- Przestań! – Dłonią przysłonił jej usta.
Śmiała się przekornie mrużąc oczy przed słońcem, które jaskrawym światłem padało na jej twarz.
- Dlaczego uważasz, że dwunasty maja jest dniem przeklętym? – Usiadła i patrzyła na niego z powagą.
- Nie znam tego dnia, wyparłem go ze swojej świadomości – rzucił chłodno.
- Też mam kilka dat, które wypieram.
- Jakie?
- Dzień moich urodzin, śmierci ojca, śmierci dziadka.
- Dlaczego dzień swoich urodzin?
- Bo myślę sobie, że gdybym się nie urodziła, wielu ludziom byłoby łatwiej.
- Cieszę się, że się urodziłaś.
- Mówisz tak, bo mnie nie znasz.
- Znam cię. – Podał jej swoje piwo. – Tak mi się wydaje. Lubisz śpiewać, boisz się ognia, lepisz zamki z piasku, pijesz piwo i zastanawiasz się wciąż dlaczego ten facet tu jest, dlaczego go nie wyganiam, dlaczego wydaje mi się, że znam go całe życie, dlaczego nie chcę, by zniknął.
- Ty też to czujesz? - zapytała z przejęciem.
- Czuję to, co i ty. – Zszedł na plażę.
Widziała, że tak samo jak ona nie radzi sobie z emocjami wywołanymi tym, że się spotkali. Rozumiała jego zachowanie, gdyż była łudząco podobna do jego żony, ale to nie mogło wystarczyć, by dwójka samotnych ludzi w tłumie odnalazła bratnią duszę.
- Nie możesz wiedzieć, co czuję! – upierała się biegnąc za nim, chcąc zmusić go do kolejnych wyznań.
- Nie wiem. - Odwrócił się do niej nagle i widziała wyraźnie jego rozdarcie, zagubienie. Ale powiedz, że tak nie jest.
Nic nie odpowiedziała. Usiadła na piasku i obserwowała, jak patrzy na ocean, gdzieś w nieznaną jej dal i wydawało jej się, że go zna, że czekała na niego, że nareszcie się pojawił.
Czuła się dobrze, była spokojna i to ją zaczynało martwić. Nie znała siebie takiej, bała się Niny jaką stawała się przy Willu, bo ona była gotowa się łudzić, a przecież nie mogła.
Na plaży pojawiało się coraz więcej ludzi. Will wyraźnie zażenowany założył czapkę, mocno naciągając daszek na oczy i robił wszystko, by nikt go nie rozpoznał.
- Wracamy – zadecydowała nie chcąc go narażać na gapiów mogących zagrozić jego chwilowej wolności.
- Dzięki – westchnął z ulgą i spojrzał na nią porozumiewawczo.
- Opowiedz mi to, o czym nie chcą słuchać ludzie. – Usiadła na krześle naprzeciwko niego, gdy już dotarli do domu przy plaży.
- Po co?
- Bo jutro tę opowieść sprzedam do gazety – żartowała. – Potrzebuję na dragi.
- Co chcesz wiedzieć?
- Jak poznałeś Nataszę?
- Wychowywałem się z nią. – Oparł się o ścianę i patrzył jej w oczy. – Gdy miałem siedem lat pojawiła się w domu dziecka, w którym mieszkałem, byliśmy nierozłączni jako dzieci i jako dorośli też.
- Wychowałeś się w domu dziecka? – spytała z przejęciem. - A znasz swoich rodziców?
- Wiem kim byli, ale znalazłem sobie lepszych.
- Jak się znajduje lepszych rodziców? – zaśmiała się, bez trudu rozpoznając, że nie jest jeszcze gotowy, by wyznać jej wszystko.
- Wyjechałem do szkoły do Dublina i tam najpierw znalazłem sobie brata, a potem on się podzielił ze mną rodzicami – żartował mówiąc coś, co dla niej w ogóle nie miało sensu, z czego doskonale zdawał sobie sprawę.
- Gdzie jest teraz twój brat?
- Teraz jest w Nowym Jorku.
- A rodzice?
- W Krakowie, w Polsce.
- Nie byłam nigdy w Europie. Nawet nie wiem gdzie jest Irlandia, a gdzie Polska.
Nigdy nie interesowała się światem, nie lubiła podróżować, poznawać nowych miejsc. Europa była dla niej odległym kontynentem i wiedziała tylko, że jest tam Rosja i że kiedyś bywali tam zarówno jej dziadek, jak i ojciec, gdy tworzyła blok państw ZSRR.
- Dziwny jesteś – stwierdziła.
- Mam podstawy by takim być, uwierz mi, ale ty też na zupełnie normalną mi nie wyglądasz – przekomarzał się z nią.
- Tyle, że ja nie znam tych podstaw – zamyśliła się.
- Nie wszystko musi mieć podstawy.
- Jak widać nie. – Poszła do domu i wyłączyła dzwoniący telefon.
- Twój chłopak dzwoni?
- Nie, moja mama.
- Może powinnaś odebrać? – zasugerował.
- Masz dziewczynę? – ignorowała uporczywie i sugestię, i dzwoniący uparcie telefon.
- Nie nadaję się do związku – odparł szybko.
- Ja też nie.
- A Tim?- zaciekawił się.
- Tim nie jest moim chłopakiem, nie wiem kim jest, ale lubię go. – Wzruszyła obojętnie ramionami.
- A ten facet z baru? Luke? – Wpatrywał się w nią z uwagą.
Zaśmiała się.
- Ten facet... – Zamyśliła się. – To ktoś, kto żałuje, że się urodziłam. Jego druga natura z kolei bardzo pragnie codziennie za to dziękować w psalmach.
Spojrzała na ekran telefonu i odczytała wiadomość.
„Przypominam o jutrzejszym spotkaniu. – Camilla”
- Coś się stało? – zapytał po chwili, gdy nadal uporczywie wpatrywała się w wyświetlacz.
- Tak. – Zagryzła wargi. – Muszę odpokutować to, że z tobą zostałam.
- To jakiś problem?
- Teraz to nie ma znaczenia.
- Żałujesz, że ze mną zostałaś?
- Nie, Will – zapewniła go całą sobą nie żałując niczego.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz