czwartek, 4 maja 2017

Rozdział 15 - Niewygodne odkrycie.

Zatrzymała się z piskiem opon. Wyskoczyła z samochodu, podbiegła do domu Tima i bez zastanowienia zaczęła walić do drzwi. Nikt nie otwierał, choć słyszała muzykę, a pod domem był zaparkowany jego zdewastowany samochód.
- Tim! Otwieraj! – krzyczała.
Po dłuższej chwili lekko zaskoczony Tim stanął w drzwiach. Miał na sobie jedynie bokserki.
- Nina! Stało się coś? – zapytał z przejęciem.
- Nie, chciałam się tylko z tobą zobaczyć. – Wzburzenie powoli z niej uchodziło.
- Nie jestem sam – zaznaczył cicho.

- Dobra. – Poczuła nagłą ulgę. – Spoko, zdzwonimy się później. – Teraz prawie skakała z radości.
- Nina, zaczekaj. – Wyszedł za nią przed dom.
- Tim, tak po prostu do ciebie zajechałam, zobaczymy się jutro na próbie. – Wesoło pocałowała go w policzek.
- Zostań. – Zatrzymał ją. – Poczekaj na mnie piętnaście minut.
Zniknął w domu. Ten dureń wszystko popsuł – myślała. Była wściekła, ale postanowiła za wszelką cenę się uspokoić.
- Nie, Tim, dlaczego? – krzyczała w duchu. – Błagam, nie rób mi tego.
Stała oparta o samochód i czekała. Widziała, gdy z domu Tima wychodziła zawiedziona dziewczyna. Była bardzo ładna, miała długie, ciemne włosy. Granatowa sukienka podkreślała jej idealne ciało. Dziewczyna patrzyła na Tima ze smutkiem, ale on tego nie dostrzegał.
Zrezygnowana spojrzała z wyrzutem na przyglądającą się jej Ninę i przytłoczona odeszła.
- Śliczna. – Nina patrzyła za dziewczyną.
- No. – Nie obchodziła go już tamta. – Wchodzisz?
- Nie, chcę jechać na plażę. – Wsiadła do samochodu. Tim usiadł obok.
- Co ci jest? – Z przejęciem ją przytulił gdy spacerowali plażą.
Nina podała kilkuletniej dziewczynce piłkę, którą ta wyrzuciła w kierunku wody.
- Myślałeś kiedyś o stabilizacji, normalnym domu, dzieciach? – zapytała wciąż oglądając się za dzieckiem.
- Zdarza mi się – powiedział obojętnie.
- Chciałbyś tego? – nie odpuszczała.
- Raczej nie – odparł trochę za szybko, jakby się zreflektował, że nie powinien zbytnio się przed nią zdradzać.
- Dlaczego? – Uważnie się w niego wpatrywała.
- O co ci chodzi? – Gwałtownie usiadł na piasku. – Nie wiem, po prostu tak mi jest dobrze – wybąkał pod nosem i zaczął nerwowo grzebać patykiem w piasku.
- Tim, jesteś szczęśliwy? – Wzięła go za rękę, siadając obok.
- Dobrze mi, a teraz jeszcze lepiej. – Pocałował ją w usta.
Zaczęła tracić rezon, poddając się jego ustom. Lubiła ich moc. Tim był stanowczy w swoich gestach i nawet delikatne muśnięcie szybko przeradzało się w namiętny pocałunek. Z trudem udało się jej od niego oderwać.
- Tim, czy gdybym chciała mieć normalny dom, dzieci, męża, zgodziłbyś się?
- Nina, czy ty mi się oświadczasz? – Patrzył zaskoczony, ale podekscytowany.
- Nie, tylko pytam. – Choć on śmiał się sprawdzając, na ile ta rozmowa jest żartem, a na ile poważnym wyznaniem, to ona była bardzo opanowana nie chcąc zdradzać swoich intencji.
- Przecież ty nie chcesz mieć dzieci, męża, stabilizacji? – upewnił się. Motał się, nie wiedząc jak odpowiedzieć, by ona mogła usłyszeć to, czego pragnęła.
- Tim, czy zgodziłbyś się? – naciskała.
- Nie rozumiem cię. – Patrzył na wodę.
- Powiedz to.
- Co mam ci powiedzieć, co tym razem chcesz usłyszeć? – Był zdezorientowany i zagubiony.
- Prawdę.
- Chcesz prawdy? – Patrzył na nią ze złością. – Nie jesteś w stanie jej poznać, usłyszeć.
Wstała i ruszyła do wyjścia z plaży. Zatrzymał ją, gdy zbliżała się do samochodu.
- Nina, zaczekaj. – Przytulił ją. – Nie chcę ci tego mówić, bo ty nie chcesz tego usłyszeć – mówił przepraszającym tonem.
- Tim, chcę. Muszę.
- Jak się domyśliłaś? – zapytał poddając się.
- Na terapii cholerna Camilla zapytała, czy liczę się z uczuciami innych. Wytknęła, że ludzie, z którymi obcuję, to tylko ci, którzy są takimi, jakimi ja ich chcę. Rozmawiałyśmy o tobie.
- Naprawdę muszę ci to mówić? – Widziała, że jest zażenowany.
- Powiedz. – Miała łzy w oczach, było jej naprawdę przykro.
- Kocham cię od zawsze, nie potrafię mieć nikogo innego, bo wiem, że wrócisz. Wiem, że mnie nie kochasz, nie łudzę się, że kiedykolwiek będziesz chciała ze mną być, ale dla tych nielicznych chwil jestem w stanie się poświęcić – wyrzucił z siebie jednym tchem, w panice unikając jej spojrzenia.
- Tim, nie jestem tego warta. – Ze smutkiem patrzyła na niego chcąc przechwycić jego błądzący wzrok.
- Nawet gdyby, to i tak niczego nie zmienia.
- Chcę, byś miał normalną dziewczynę, którą poślubisz, ona urodzi ci dziecko, będziesz szczęśliwy – przekonywała.
- Kiedy ja wolę ciebie, Nina. – Patrzył z bólem. – Taką nienormalną.
- Tim, ja nie jestem dla ciebie, nie jestem dla nikogo. Mam destrukcyjny wpływ nie tylko na innych, ale i na samą siebie – wymieniała po kolei argumenty, choć nie łudziła się, że do niego nie trafią i go przekonają. On ją doskonale znał i nie było sposobu, by mogła go do siebie zniechęcić.
- I co teraz? Zostawisz mnie już zupełnie? – domyślił się.
- Tak, Tim, muszę. – Patrzyła mu głęboko w oczy. - Byś przestał liczyć na to, że wrócę.
- I tak będę czekał. – Złapał ją za rękę i mocno przycisnął do swojego serca.
Nie mogła zlitować się nad nim, choć pierwszy raz tak świadomie zadawała komuś ból i to komuś, kto na to nie zasłużył. W dodatku robiła to ze szlachetnych pobudek, dla jego dobra, a ją samą ogromnie dużo to kosztowało. Ale Tim był dla niej zbyt ważny, zbyt bliski, by mogła go na siebie skazywać. Jedyne, co mogła dobrego dla niego uczynić, to go porzucić, zostawić na zawsze.
- Zabraniam ci! – Uderzyła go ramię. – Rozumiesz?
- Nie będziesz mi mówiła, co mam robić – parsknął wzburzony.
- Zawsze robisz to, co chcę. – Przytuliła się do niego. – Zrób i to.
- Przyjdziesz jutro na próbę?
- Zastanowię się. – Otworzyła drzwi do samochodu. – Wsiadaj, jedziemy. – Chciała odwieźć go do domu.
- Nie, zostanę. Muszę trochę pobyć sam ze sobą. – Miał łzy w oczach.
- Przepraszam, Tim. – Patrzyła skruszona.
- Do zobaczenia, Nina.
Nic nie odpowiedziała, gdyż nie miała pojęcia, czy jeszcze się zobaczą. Ruszyła do domu.
Gdy dojechała na miejsce, bez słowa wbiegła na górę i zamknęła się w swojej sypialni.
- Nina, gdzie byłaś? – Matka już stała w drzwiach. Jak zwykle znalazła się w nich błyskawicznie, jakby miała na to jakiś czarodziejski sposób.
- Zostaw mnie. – Położyła się do łóżka.
- Nina... – Pogłaskała ją po głowie.
- Mamo, chcę na jakiś czas się tu ukryć. Jakby przyszedł Tim, powiedz mu, że wyjechałam, dobrze? W ogóle, ktokolwiek by nie próbował się ze mną skontaktować mów, że mnie nie ma – instruowała ją.
- Kochanie. – Matka czule pocałowała ją w czoło. – Stało się coś?
- Po prostu chcę odpocząć, najchętniej odpoczęłabym sama od siebie, ale to jest nierealne. Pragnęła wyrzucić z głowy obraz Tima bezradnie patrzącego, jak odjeżdża. Nienawidziła siebie za to, co mu robiła, ale był to najbardziej szlachetny gest, jaki mogła wobec niego wykonać. Pierwszy raz robiła coś wbrew sobie, na przekór swoim pragnieniom i było to dla niej bardzo trudne.
- Córeczko. – Linda tuliła ją.
- Mamo, kocham cię – wypowiedziała wyznanie, które tak bardzo rzadko wypływało z jej ust. – Nie mam pojęcia dlaczego ty mnie kochasz, dlaczego wybaczasz, nie zasługuję na to.
- Dziecko, nie mów tak.
- Kocham cię, obiecuję mówić to częściej. – Udawała, że zasypia.
Matka cicho opuściła jej pokój. Słyszała, jak odjeżdża spod domu.
- Co teraz? – zapytała ją Nina 2.
- Nie wiem, nie możemy robić tego Timowi.
- Tim będzie zawiedziony.
- Przez jakiś czas, potem zapomni, musi zapomnieć.
- A co z Willem?
- Will. – Nina zamknęła oczy przypominając sobie jego spojrzenie, zagubienie, uśmiech. – Will nie jest dla nas, Will jest z innej bajki.
- Lubię Willa – Nina 2 próbowała ją przekonać.
- Ja też go lubię, ale musimy o nim zapomnieć, jestem zła, nie mogę ranić ludzi, kazać im być takimi, jak ja chcę.
- Będę za nim tęsknić.
- Ty sobie tęsknij, a ja będę zapominać.
- Długo będziemy tu siedzieć?
- Aż zadecyduję inaczej.
- Będę czekać.
- Nina 2, dlaczego jesteś jak oni wszyscy? Dlaczego ulegasz? Dlaczego mi na wszystko pozwalasz? Jak tak bardzo chcesz, idź do Willa! – mówiła z furią.
- Nie mogę. – Głaskała jej włosy. – Jestem tobą.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz