czwartek, 4 maja 2017

Rozdział 14 - Podporządkowany świat.

Nigdy nie potrafiła zapanować nad swoim życiem, emocjami, sobą. Miała wrażenie, że w ciągu ostatnich kilku dni ten stan się jeszcze pogłębił. Na domiar złego okazało się, że posiada kolejną odsłonę swojej osobowości. Nie wiedziała, czy ma się tym cieszyć. Bała się tajemniczej, obcej siebie.
Spóźniona po błądzeniu w nieznanej jej dzielnicy zaparkowała pod parterowym budynkiem, w którym znajdował się gabinet Camilli. I choć nie było jej to na rękę, musiała się z nią spotkać. Nie zrealizowała swojego celu, ale nie mogła iść do więzienia. Potrzebowała czasu, by wszystko przemyśleć, przeobrazić swój plan i uwierzyć w jego sens. Czas mogła dostać tylko dzięki Camilli.
- Witaj. – Camilla stała w drzwiach swojego gabinetu.

Próbowała nie okazać Ninie swojej ulgi, a może zdumienia, że ta dotrzymała słowa i będąc poza szpitalem zdecydowała się kontynuować terapię.
- Cześć. – Nina obojętnie minęła ją i weszła do pokoju. Nie cieszyła się na spotkanie. Rozejrzała się wokół. Wystrój nie wydawał się jej spójny z osobowością terapeutki. Miała wrażenie, że to miejsce nie ona aranżowała.
- Coś się stało? – Camilla obserwowała ją z uwagą.
- Nic takiego – odparła i rozsiadła się w wygodnym fotelu.
- Jak minęły święta?
- Uroczo.
- Nina. Chcesz przełożyć sesję na jutro? – zaproponowała jej Camilla.
- A mogę na za dziesięć lat? – zapytała z sarkazmem.
- Mamy umowę. Ja słowa dotrzymałam. – Terapeutka patrzyła z powagą.
- Ja też, jestem przecież. – Nie nabierała się na sztuczki kobiety.
- Ciałem. Chciałabym się dowiedzieć, gdzie jest twój umysł.
- Nie wiem, czy on istnieje. – Była rozdrażniona i coraz bardziej dawała temu upust.
- Dobrze. Spotkajmy się jutro, dziś to rzeczywiście nie ma sensu. – Camilla nie pozwalała jej na zachowanie, jakie do tej pory jej kolegów wręcz zachwycało. Poprzednim psychologom wystarczała z kolei sama jej obecność, by mogli uwierzyć w swoją skuteczność.
- Dlaczego sądzisz, że jutro będzie miało? – Nina uparcie dążyła do zdenerwowania psycholog.
- Obiecałam ci pomóc, ale bez twojego zaangażowania nic z tego nie wyjdzie.
- To odpuść sobie.
- Dobrze. Wyjdź – Camilla wstała i ze spokojem podeszła do drzwi, by otworzyć.
Nina nie poruszyła się. Zaczęła się bać tego, że nawet jeżeli Camilla nie doniesie na nią i pozwoli na pozostanie na wolności, to po powrocie do szpitala psychiatrycznego dostanie nowego terapeutę. Jeśli już musiała jakiegoś mieć i mogła o tym decydować, wybierała Camillę.
Camilla odgadując intencje Niny po chwili wróciła na swoje miejsce.
- Opowiesz mi? – zapytała ją ponownie widząc, że Nina nie ruszyła się z fotela.
- Święta spędziłam z mamą, odwiedziłam też Frankie – zdradziła pokornie.
- Widziałaś się z Timem?
- Jasne. – Wymownie spojrzała na Camillę. – Ale nie tylko po to by uprawiać seks, chodziłam na próby, by zagrać z chłopakami koncert.
- Jak twoje relacje z Timem?
- Tak samo, czyli dość dynamicznie. Wciąż ulegają przemianom. Tim, gdy się pojawiam wraca do mnie, a jak mnie nie ma, zajmuje się swoimi dziewczynami – oznajmiła oczywistym tonem.
- Kto ustanowił takie zasady?
- Chyba ja – przyznała obojętnie, nie widząc w tym nic złego.
- Czy sądzisz, że Tim chciałby uzyskać więcej dla siebie z tej relacji?
- Tim wie, jaka jestem. Jak mnie chce, to tylko na takich warunkach, to trwa już wiele lat, zdążył się przyzwyczaić – wyznawała to zupełnie beztrosko.
- Zagrałaś koncert?
- Tak. – Uśmiechnęła się z satysfakcją oddając się chwilowemu zamyśleniu.
- Co daje ci muzyka?
- Wszystko – odpowiedziała z nostalgią. – Nie ma sekundy, bym nie miała jej w głowie.
- A jaką muzykę masz teraz w głowie?
- Teraz? – Zamknęła oczy.- Teraz mam Skin. – Zanuciła lekko próbując oddać jak najlepiej charyzmatyczną wokalistkę.
- Dlaczego nie grasz z nimi na stałe, skoro jest to dla ciebie tak wielka przyjemnością?
- Dobrze powiedziałaś, dla mnie jest to przyjemnością, dla nich celem w życiu. – Wręcz napawało ją dumą to, że nie ma parcia na karierę, zwłaszcza w tym mieście, gdzie każdy chciał być kimś.
- Wytłumacz mi to.
- Ja chcę śpiewać, bawić się muzyką, komponować dla siebie. Gdy pojawiam się w zespole, oni zaczynają myśleć o karierze, o oszalałych tłumach, o wydaniu płyty.
- Nie chcesz tego?
- Nie – powiedziała stanowczo.
- Lubisz koncerty?
- Czasami tak, ale nie są mi potrzebni fani, bym czuła się dowartościowana. To mi ma się podobać. Oni tak tego nie czują. – Nigdy nie potrafiła pojąć, dlaczego nie wystarcza im chemia, jaką wspólnie tworzą.
- A Tim?
- Tim jest jak cała reszta, tyle że on wie, że się nie nagnę, że jeśli chcą coś osiągnąć, to na mnie nie mogą liczyć.
- Ma do ciebie o to żal?
- Nie obchodzi mnie to – odparła obojętnie nie chcąc nawet o tym rozmyślać. Tim od zawsze przystosowywał się do jej oczekiwań i to była jego największa zaleta.
- Dlaczego zagrałaś z nimi ten koncert?
- Chcesz wiedzieć? – Zagryzła wargi wahając się. – Powiem ci. – Spojrzała w oczy psycholog. – Bo wiedziałam, że na koncercie będzie Luke. – Obserwowała badawczo twarz Camilli, ale ta nie okazała zbyt wielkiego zaskoczenia.
- I był? – zapytała tak, jakby i tak znała odpowiedź.
- Tak. – Zaśmiała się lekko. – Był i Luke, i jego urocza żona Trinny.
- Rozmawiałaś z nim?
- Tego dnia nie. Miał urodziny, wiec zadedykowałam mu piosenkę i złożyłam życzenia. – Na nowo powróciła wspomnieniami do wieczoru swojego triumfu.
- Spotkałaś się z Lukiem?
- Tak, często do mnie wraca.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Przychodzi do mnie, wyznaje jak bardzo jest nieszczęśliwy, jak ogromnie mnie potrzebuje – wymieniała wzdychając przy tym znacząco i przewracając oczyma.
- Ulegasz jego słowom?
- Tak. – Skinęła głową z przekornym uśmiechem.
- Jak się z tym czujesz?
- Tak! – Polizała swój tatuaż.
- Na kim się mścisz?
- Na Trinny – odparła prosto. - Upokorzyłam ją tak bardzo, że teraz długo się nie pokaże w mieście. Ale jeżeli postanowi jeszcze raz stanąć na mojej drodze udowodnię, że stać mnie na dużo więcej – mówiła niskim, zmienionym głosem i mściwie mrużyła oczy.
- Dowiedziała się, że sypiasz z jej mężem?
- Nie tylko ona – zadrwiła śmiejąc się triumfalnie. – Cała dzielnica się dowiedziała.
- Co ci to dało?
- Spełnienie. – Ponownie polizała swoje ramię.
Camilla ze spokojem wciąż notowała.
- Napijesz się czegoś, Nina? – zapytała nie odrywając się od zapisków.
- Masz piwo?
Camilla spojrzała na nią karcąco.
- Żartowałam. – Nina wstała i nalała sobie wodę.
- Nina – kontynuowała Camilla po dłuższej chwili – czym jest dla ciebie miłość?
- Co? – Nina nie spodziewała się, że psycholog przejdzie nagle do tak zaskakującego zagadnienia.
- Co rozumiesz przez słowo: kocham?
- Nie wiem! -Wciąż była zaskoczona.
- Powiedziałaś komuś kiedyś, że go kochasz?
- Mamie, tacie, dziadkowi – próbowała przypomnieć sobie kogoś jeszcze, ale nie potrafiła . Na pewno nie powiedziała tego nigdy Lukowi ani żadnemu innemu mężczyźnie.
- Co to dla ciebie znaczy? Dlaczego im to powiedziałaś?
- Bo ich kochałam, potrzebowałam, zależało mi, by byli przy mnie.
- Czy kochasz, kochałaś ich dlatego, że oni kochali ciebie?
- Nie tylko dlatego – obruszyła się. - Ja ich kocham i nie ma znaczenia czy i jak mnie kochali. Powiedziałam ci, że nie do końca podobało mi się to, że rodzice na wszystko mi zezwalali, zawsze bronili, pomagali w kłopotach, gdy tak naprawdę zasłużyłam na karę – próbowała się bronić.
- Czy myślałaś kiedyś o ich uczuciach? Czy to, że ci pozwalają na pewne zachowania oznacza, że nie sprawia im ono bólu?
Nina nie odzywała się, nie podobało jej się to, co mówiła do niej i o niej Camilla.
- Czy myślałaś o uczuciach Tima?
- Nie.
- Czy obchodzi ciebie to, dlaczego nie ułożył sobie życia i wciąż przychodzi na każde twoje zawołanie?
- On taki jest – usiłowała przekonać terapeutkę, choć bez przekonania.
- On taki jest, bo ty takiego go chcesz, może to jest odpowiedź?
- Sugerujesz, że Timowi na mnie zależy bardziej, niż to okazuje? – Nina pierwszy raz o tym pomyślała.
- Nie wiem, Nina, to ty powinnaś się nad tym zastanowić, nie ja.
Poczuła się oszukana. Przez Tima, siebie samą, cały świat. Nie podobała jej się wcale ta teoria, a jednak pomimo usilnych prób odrzucenia jej, ta uporczywie do niej powracała.
- Czy próbowałaś kiedyś zrozumieć decyzję Luke'a, porozmawiać z nim o tym? – Camilla natrętnie poruszała niewygodne dla Niny tematy.
- Znam powody, nie muszę z nim o tym rozmawiać – z trudem skupiła się i powróciła do dalszej analizy.
- Jakie powody?
- Trinny go wykorzystała, udawała, by go zdobyć, bo okazało się, że jako nieliczny z chłopców w naszej szkole ma cel w życiu, który uda mu się zrealizować. Pragnęła być w centrum uwagi, być kimś. Luke jej to wszystko dał. Do dziś, gdy mają kryzys, ona nagle udaje, że jest kimś innym. A on się na to łapie.
- Nina, a próbowałaś to kiedyś inaczej zinterpretować?
- Inaczej niż jest? Po co? – parsknęła. Było to oczywiste, była tylko jedna właściwa interpretacja, należąca do niej.
- A może mogło być tak, że Luke chciał sam o czymś zadecydować. Cały czas żył tak, jak ty chciałaś. Może uwierzył, że przy Trinny będzie mógł mieć wpływ na swoje życie.
- To po co wciąż by do mnie wracał? – Była wręcz obrażona słysząc słowa Camilli.
- Może dlatego, że go od siebie uzależniłaś, może dlatego, że go nie oskarżasz, choć teoretycznie mogłabyś, może dlatego, że jest złym człowiekiem lub nie ma zasad, nie rozumie słowa wierność, lojalność. Zaznaczam, że może. Nie znam Luke'a.
Nina siedziała w fotelu nieruchomo, z zaciśniętymi pięściami. Była gotowa rzucić się na Camillę za te wszystkie brednie, które ta wygadywała.
- Co się dzieje? Nie mówię tego, co chcesz usłyszeć? – Patrzyła na Ninę ze spokojem. – Nie lubisz ludzi którzy nie są tacy, jak chcesz. Nina, ludzie są różni, ciekawi lub mniej ciekawi, mili - niemili, źli. Dobrzy. Lubią cię lub nienawidzą.
- Co ty mi sugerujesz?
- Nina, zamknęłaś się wśród ludzi, którzy są tacy, jak ty chcesz. Wszyscy muszą ciebie akceptować, rozumieć lub odejść, takie są zasady. Ale czy ty ich rozumiesz? Czy chcesz tego w ogóle, czy po prostu to ciebie nie obchodzi?
- Mam dość – powiedziała ze złością.
- Domyślam się. – Zamknęła swój notes.
- Terapia ma prowadzić do tego bym czuła się lepiej – zarzuciła Camilli.
- Terapia ma prowadzić do tego, byś wyzdrowiała. A dopóki nie uświadomisz sobie, że ty sama masz ogromny wpływ na to, jaka jesteś, nigdy nie osiągniemy tego, do czego zmierzamy.
- Mogę już iść? – zapytała ze złością.
- Tak, Nina. – Wstała i ze spokojem otworzyła jej drzwi.
Nina wyszła bez słowa z gabinetu. Zrobiła kilka kroków, po czym pędem ruszyła przed siebie. Pobiegła na parking i w pośpiechu odjechała swoim czarnym sportowym samochodem.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz